Podróż z dwójką dzieci z dużą różnicą wieku: plusy i minusy

17.01.2018
12

Kategorie: Oczami Maksa, Podróże | Tagi: jak podróżować z dziećmi, podróż z dwójką dzieci, podróże z dziećmi, rodzeństwo w podróży
podróże z dziećmi, rodzeństwo w podróży, podróże z dwójką dzieci

No to jesteśmy. Za nami już ponad 20 dni w podróży. Podróży czasem męczącej, różnorodnej, z całą masą miejsc, ze zmianą hoteli średnio co dwie noce. Z wielkimi miastami, z gwarem Hongkongu i Tajwanu, z utrudnieniami w transporcie w Wietnamie (samochodu nie wynajmiesz tutaj!). Z pakowaniem i rozpakowywaniem. Z pociągami, Uberem, taksówkami, samolotami. Z dwójką dzieci. Z dziećmi, które dzieli ponad 5 lat, więc mają inne potrzeby, inne oczekiwania, inny tryb dnia.

 

Wiem, wiem, to nie pierwsza taka podróż. Przecież w zeszłym roku spędziliśmy prawie miesiąc w Tajlandii z 3-miesięczną Jagódką i 5,5letnim Maksem. Potem dwa tygodnie w Japonii z półroczną Jagodą i niemal 6 letnim Maksem. Aż wreszcie 2 tygodnie na kamperach. Również z tą dwójką. W Tajlandii jednak Jagoda była malutkim bobaskiem, który albo leży albo śpi albo…co tu dużo mówić „wisi na cycku” 🙂 A w Japonii i na kamperach byliśmy ze znajomymi. Znajomymi, którzy mają dzieciaki w wieku Maksa i które to dzieciaki Maks uwielbia.  My mogliśmy być tam wyrodnymi rodzicami 6 latka, bo jak wstawał to od razu pytał: „Czy mogę iść do Heleny?” albo „Czy Franek i Ewa już wstali?”… Podczas podróży kamperami, gdy gdzieś biwakowaliśmy wpadał głównie na jedzenie i tyle go widzieli. Podczas podróży do Japonii dziennie spacerował 13-15 km, bo przecież nawet Tokio może być placem zabaw, gdy masz się z kim bawić.

 

A teraz? Teraz jesteśmy sami. We czwórkę. 24 h na dobę od ponad 20 dni. To zawsze wyzwanie. Spójrzmy prawdzie w oczy: kto z nas spędza tyle z czasu ze swoimi dzieciakami 24 h na dobę, gdy już wyrosną z wieku niemowlęcego??? 🙂 Który mężczyzna kiedykolwiek jest 20-30 dni non stop z dziećmi. Ok – czasem wychodzi na papierosa albo do sklepu 😉 (wczoraj poszalał i poszedł na masaż).. No i mamy ich. Maksa – super aktywnego prawie 7-latka, który nie usiedzi. On MUSI coś robić (no chyba, że wyżebra tableta). Basen, gra, chodźmy tu, róbmy to, Mamo daj mi grę. I Jagódka. Odkrywająca świat, już na własnych nogach, już nie na rękach i nie na cycku mamusi. Jak się podróżuje z dwójką dzieci z taką różnicą wieku??? Oto nasze wrażenia! Ciemniejsza strona podróżowania z dwójką na początek:

 

MINUSY:

 

1) KŁÓCĄ SIĘ!!!

 

Nie sądziłam, że można kłócić się z rocznym dzieckiem, ale MOŻNA! To największa różnica względem wyjazdów z 3-miesięczną lub półroczną Jagodą. Kłócą się. O zabawki. O to, że Jagoda zabrała maksowi karty piłkarskie, że ona się bawi Stikeezami z Lidla i nagle on też chce. Że on ma swoje kredki, a ona mu zabiera. Najbardziej wkurza się Łukasz, bo zwykle co rano budzi go awantura 🙂  Dziś poszło o Stikeezy. On chciał paprykę i banana, a ona wszystkie 🙂 I weź dyskutuj! Przecież to moje Mamo! To ja je zbierałem! Ale nie bawiłeś się nimi, póki jej nie dałam! i Tak w kółko 🙂 Wzięła moją figurkę. Zniszczy. Oddaj. A ona nic nie mówi, ale zdecydowanym piskiem wyraża swoje niezadowolenie.

 

2) BRAK RÓWIEŚNIKA

 

Dzieci w podobnym wieku to wspólna zabawa. Zawsze tak uważam jak widzę zdjęcia z podróży Ani Alboth z Family Without The Borders – ich dziewczyny mają siebie. Nigdy się nie nudzą. Wiem, wiem -nie musi tak być –  niektórzy znajomi mówią, że dzieci w podobnym wieku to jeszcze więcej awantur, a wcale nie więcej zabawy 🙂 Nigdy się nie dowiem, jak byłoby u nas, ale wiem, że Maks tęskni za rówieśnikami podczas długich podróży. Uwielbia, gdy spotykamy dzieci, dopytuje czy w Warszawie pójdzie z koleżanką na hujanogę albo do sali zabaw. Z Jagodą nie ma takich atrakcji jak z drugim kilkulatkiem!

 

3) „MAMO, JA CHCĘ DO WÓZKA!” I NIE TYLKO!

 

6-latek chce do wózka??? Skandal!!! A jednak 🙂 Przestaliśmy zabierać ze sobą wózek, gdy Maks miał 3,5 roku. Wtedy ruszyliśmy na 6 tygodni do Azji bez żadnych pomocy. Bez wózka, nosidla, tylko na nogach. Daliśmy radę. Ale od zeszłego roku Maks zauważył, że nasz McLaren wrócił i gdy był zmęczony, a Jagódka w nosidle, mógł sobie posiedzieć. No to teraz jak mu się nudzi i nie chce, to słyszę: „Ja też chcę do wózka jak jagódka!”  🙂

Działa to też w drugą stronę – Maks ma ciastko, Maks ma lody. Przecież Jagoda MUSI SPRÓBOWAĆ! I co tam, że mała jest, że nie powinna, awantura o lody i czekoladę być musi! Zresztą widzieliście na facebooku, że potrafi walczyć o swoje.

 

4) MAMO, ZABIERZ JĄ!

 

Inne zainteresowania. Kiedy on chce rysować, ona zabiera mu kartkę i chce na niej pomazać swoją niezgrabną rączką. Gdy on chce obejrzeć bajkę, ona ciągnie za włosy, bo przecież jego włosy takie fajne!! 🙂 On chce pływać na basenie dla dorosłych, z nią trzeba posiedzieć w brodziku.

 

5) NIGDY NIE MA ŚWIĘTEGO SPOKOJU!

 

To punkt Łukasza 🙂 Jak nie jedno mędzi to drugie… znacie to? Na spacerze ona zasnęła i mogłoby być super, ale on jęczy „Ile jeszcze? już mnie nogi bolą!”, wieczorem on grzecznie idzie spać, ale ona właśnie popłakuje. W pociągu ona się bawi, ale on jęczy o tableta, a ja mu nie chcę dać. W samolocie on śpi, a ona nie może zasnąć i muszę ją nosić. Chociaż ja jestem optymistką. Mam spokój np. teraz – Maks ogląda coś na tablecie, a jagódka chodzi po pokoju i bawi się jego zabawkami. A ja dla Was piszę 🙂 DA SIĘ! 🙂

 

 

Ale przecież nie byłabym sobą, gdybym nie widziała plusów. Fajnych plusów, które dają radość i sprawiają, że taka podróż z dwójką ma w sobie coś więcej niż podróż z jednym…

 

PLUSY:

 

1) DUŻE DZIECKO JEST SAMODZIELNE

 

Nigdy nie testowałam podróży z dwójką dzieci, których dzieli rok czy półtora, ale obserwowałam znajomych. Pamiętam wizytę w restauracji – jedno karmi jedno, drugie gania drugie. Zmęczenie na maksa. Jedno płacze, drugie też. Jedno trzeba przewinąć, drugie wysikać. Podziwiam niezmiennie rodziców podróżujących z dwójką malutkich dzieci! Czapki z głów! Duże dziecko to samodzielność. Ubiera się samo, je samo, sika. W samolocie nie musisz go nosić – zje sam posiłek i obejrzy bajkę. Wcale już nie myślę, co zrobić z Maksem w samolocie, bo wiem, że damy radę! A jeśli ćwiczy angielski jak Maks, to nawet sam zamówi sobie jedzenie albo pójdzie na zakupy.  I Tobie coś zamówi, gdy Ty czytasz książkę 🙂

 

2) DUŻE DZIECKO POMAGA

 

Czasem 🙂 Oczywiście są fochy i pytania: „Dlaczego ja??? Dlaczego jagoda nie musi sprzątać?”, ale gdy ma dobry nastrój pomoże spakować walizkę, sam zaoferuje, że ogarnie fotelik do karmienia na śniadaniu, przygotuje kąpiel dla dwojga, pozbiera zabawki, pobiegnie do recepcji po plan, popilnuje bagażu, gdy Ty musisz iść do toalety z młodszym. Możesz mu zaufać (do pewnego stopnia;)).

 

3) RAZEM SIĘ BAWIĄ

 

Jak się może bawić 6-latek z roczniakiem? Okazuje się, że już może. Z 3 -miesięczną Jagodą Maks zabawy nie miał – mógł jej pomachać grzechotką, mógł przytulić i koniec. Teraz czasem buduje jej bazy z poduszek, a czasem robi z wanny statek i zabiera swojego „kamrata” (tak ją wtedy nazywa). W podróży potrafi rozbawić, na spacerze zagadać i Jagoda śmieje się w wózku!

 

4) WIĘCEJ ŻYCIA, WIĘCEJ ŚMIECHU

 

Czasem myślę, jakby było gdybyśmy byli we troje: my i Maks. My i duży Maks. Wiem, że taki wyjazd byłby już kompletnym relaksem. My i samodzielne dziecko. Nie trzeba przewijać, nosić, ubierać, przebierać. Nie trzeba zastanawiać się, co zje w restauracji, bo ostatnio Maks je za dwóch. Chcesz odpocząć? Możesz dać mu bajkę albo grę. Dogadujesz się. Masz dla niego czas, więc i on nie stroi fochów, że mama akurat nie może grać w Dobble. Czasem wspominam nasz wyjazd tylko z Jagodą do Tajlandii na tydzień. Ale spokój, ale relaks. Jak kiedyś z Maksem. Oczy pilnują tylko jednego dziecka, a je masz przecież w wózku lub w nosidle, bo samo po ulicy jeszcze nie biega.

 

Ale na wyjeździe tylko z Jagodą czegoś brakowało. Tego śmiechu, tego „A mama wiesz?”, „Jagódku, chodź się pobawimy”. Było ciszej, spokojniej, ale teraz jest życie. Gwar. Śmiech. Piski. Czasem męczące, ale ile w tym sytuacji, które są tak urocze, a których nigdy by nie było z jednym dzieckiem??? Nikt jej tak nie rozbawia jak On. Przy nikim się tak nie cieszy! Patrzę na to i wiem, że nawet jeśli na liście plusów i minusów, minusów wynotowałam więcej, to ten ostatni plus jest najważniejszy!!! I dalej będziemy podróżować z dwójką na koniec świata!

 

PS. właśnie znów wybuchł śmiech, bo „Mamo patrz załozyła sobie majtki na głowę!”…. on się śmieje, ona się śmieje. Najpiękniejszy dźwięk!

 

  • Inck

    Fajnie 🙂 Wiadomo, że lekko nie jest, ale jest wesoło i jest szczęście 🙂

    • Natalia Sitarska

      Dokładnie tak uważam 🙂 Łukasz nieco gorzej znosi podróże z dwójką niż ja :))) Mężczyźnie – po prostu słabsza płeć ;)))

  • U nas różnica jest dwa lata między córkami. Jak na razie uważam, że to dobry odstęp. Starsza jest coraz bardziej samodzielna (prawie trzy lata). O ile nie ma dnia „dziś nie umiem” to sama się ubierze, zje i pójdzie do łazienki. Młodsza coraz bardziej ciekawa świata i zaczyna być bardziej mobilna. Podąża za starsza siostra i widać jak próbuje ją naśladować. Kłotnie o zabawki to chyba nieodłączny element dnia 😉

    • Natalia Sitarska

      Super, najważniejsze, że jesteście zadowoleni 🙂 a córki pozostaje życzyć, by się przyjaźniły przez resztę życia:)

  • Gośka

    A jak Wasze dzieci znoszą takie długie podróże samolotem? Ja pamiętam, że u nas było ciężko. Nie mam na myśli nas, bo my jako rodzice byliśmy gotowi znieść wiele. Problem z komfortem dzieci i współpasażerów. My zrezygnowaliśmy po pierwszej podróży. Poczekaliśmy, aż dzieci podrosną i myślę, że był to dobry wybór. Dziś dzieci podróżują już świadomie, nie męczą się i innych. Ostatnio lecieliśmy samolotem z parą, która miała dwójkę małych dzieci. Płakały na zmianę. Po dwóch godzinach miałam dość!

    • Natalia Sitarska

      U nas na szczęście już nie ma dwójki małych. Nie wyobrażam sobie, żeby Maks płakał w samolocie 🙂 Oczywiście może zrobić histerię, że chce tableta ( z tego nie wyrósł) albo może się rozpłakać, bo boli ucho (zwłaszcza jak ma katar), ale to już nie będzie ryk 😉 odpukać Jagoda daje radę, chociaż w drodze z waw do Doha trochę poryczała, bo nie mogła zasnąć 😉 ale to pewnie 10-20 min.
      Dziś zato w locie Da Nang – Bangkok uśpiłam ją w 2 minuty na rękach 🙂

  • Agata S

    Nie wiem nie wiem… u mnie 2 lata różnicy i póki co jest masakrycznie w domu! W podróży nie wyobrażam sobie… Poczekamy jeszcze z rok i może w końcu zacznie się życie 😀

    • Natalia Sitarska

      W podróży wbrew pozorom może być łatwiej :)))

  • Aga

    Cudowny tekst😀. Zgadzam się całkowicie. U nas trójka córka 8,5, syn 6 i córka 9 m-cy. Starsi wspaniale się ze sobą bawią i jeszcze lepiej kłócą. Czasem mamy dość, bo awantury są codziennością, ale gdy śmieją się razem i knują coś przed rodzicami to wszystko wynagradza😀. A odkąd w domu pojawiło się maleństwo są w niej absolutnie zakochani a ona w nich. Znów słychać w domu te radosne gawożenie i dziecięcy śmiech.
    Z taką wspaniałą trójką (+ znajomi z trójką dzieci) wybraliśmy się do Tajlandii (jutro wracamy). Podróż samolotem super, na miejscu też dzieciaki dobrze się spisują niestety nie mamy szczęścia do chorób. Dwójka dzieci znajomych na antybiotyku, a ja z naszym małżeństwem w szpitalu w Trat. Trzymajcie kciuki żeby nas wypuścili jutro rano i żebyśmy zdążyły na samolot.
    BTW wirusa nas dopadł chyba jedno dziecko przywiózł o z Polski….

    • Natalia Sitarska

      :((( ojej, to rzeczywiście niefajnie 🙁 ale to na co maluchy się pochorowały??? jesteście już w PL?
      Mam nadzieję, że mimo to skorzystaliście z uroków Tajlandii… i wielkie brawa za podróż z trójką, a w zasadzie szóstką dzieci!!!!:)

      • Aga

        Udało się zdążyć na samolot 😀.
        Ten wirus nazywa się RS. Bardzo popularny, każdy na to choruje, tylko maluszki sobie z nim nie radzą i zwykle lądują w szpitalu.
        Zdecydowanie mogę pochwalić Tajska służbę zdrowia. W szpitalu warunki super, podejście do dzieci rewelacyjne. Po powrocie nasza pediatra powiedziała że córeczka jest w lepszym stanie niż możnaby się spodziewać na tym etapie choroby. Potwierdziła też poprawność zastosowanego leczenia. Także nasza konkluzja jest taka że Tajlandia dla dzieci jest super😀 tylko trzeba koniecznie pamiętać o ubezpieczeniu które my oczywiście mieliśmy (koszty leczenia to 8k pln).

        • Natalia Sitarska

          To bardzo budujące co piszesz – i to już kolejna taka historia o super tajskiej służbie zdrowia. a wirusa złapali tam czy to jest coś z PL?
          A z ubezpieczeniem masz rację i Wasz przykład dokładnie pokazuje, że warto o tym pomyśleć… już lepiej się czujecie?