No to jesteśmy! 3 dni na Krecie minęły jak z bicza strzelił! Sporo plażowania, trochę przemieszczania się samochodem i…. polowanie na bajkowe plaże i na greckie smakołyki. Ze smacznym jedzeniem wbrew pozorom wcale nie jest takie łatwo – na Krecie oczywiście baza gastronomiczna jest bardzo rozbudowana jak przystało na kurort odwiedzany przez miliony, ale zwykle to, co pyszne, domowe, autentyczne,  przysłania maaaasa turystycznych knajpek, w których jedzenie pozostawia sporo do życzenia, a ceny do niskich nie należą. Ale nie ustajemy w poszukiwaniach i nawet, nawet coś nam się już udało odkryć… (UWAGA: wpis nie do czytania na głodniaka ;)).

Po wizycie na przepięknej plaży w Balos (którą pewnie pokażemy Wam jutro!) i na stosunkowo zwykłej, choć przyjemnej plaży w Bali, postanowiliśmy się wybrać do ELAFONISSI, która nosi zaszczytne miano jednej z najpiękniejszych plaż Europy! Błękitna woda, biało – różowy piasek (!), podobno bajka! Z różowym piaskiem wiąże się co prawda mało przyjemna legenda – podobno w 1824 roku oddziały tureckie wymordowały tu 600 kobiet i dzieci i to ich krew zabarwiła piasek.. Nie brzmi to dobrze, ale legendy mają to do siebie, że nie zawsze są prawdziwe. Tego się trzymajmy i jedźmy zatem!

Z naszych okolic (mieszkamy tuż obok Rethymnonu) do Elafonissi całkiem długa trasa – w jedną stronę około 140 km! Mimo to ruszamy!

 

Vathy, Kreta, Grecja, Elafonissi

widoki na trasie – okolice Vathy

 

Na Krecie jeździ się całkiem dobrze, chociaż mnie przyprawiają o złe samopoczucie górskie trasy, które niestety czyhały na nas również w drodze do Elafonissi. Kręte drogi, serpentyny, non stop w górę, i w górę, i w górę, a potem serpentynami w dół w stronę laguny! Mój brzuch skręca się wtedy chyba we wszystkich kierunkach świata i mam ochotę wysiąść przynajmniej 100 razy w trakcie podróży. Maks na szczęście śpi – chociaż nie ma jak ja choroby lokomocyjnej, kręte drogi nie należą do jego ulubionych. Warto jednak się przemęczyć, bo widok na plażę w Elafonissi, który widzimy po dojechaniu na miejsce wynagradza trudy.  Jest przepięknie Przecudowny!

Na plaży dość tłoczno, ale i tak warto! Woda do kostek, na pierwszy rzut oka idealne warunki dla malucha! Maks może się pluskać ile wlezie, pływać w swoim krabie, budować zamki, biegać. Zero stresu, że nagle wyląduje pod wodą!

 

Kreta, Elafonissi, najpiękniejsze plaże Europy, Grecja, różowy piasek

błękit jak na Karaibach

Kreta, Grecja, plaża, woda, dziecko na plaży, najpiękniejsze plaże Europy

pływam sobie!

radość, dziecko na plaży, Kreta, Elafonissi, najpiękniejsze plaże Europy

radość i beztroska

Kreta, Elafonissi, plaża, najpiękniejsze plaże Europy

wielki błękit

 

Niestety nasz pobyt na Elafonissi zakończył się szybciej niż planowaliśmy – podczas naszego pobytu wiatr wiał tak mocno, że Maks uciekał do wody, by schować się przed kłującymi drobinkami piasku i piszczał, że go boli. Dla nas nieustanna walka z wiatrem również była męcząca, więc ruszyliśmy dalej w drogę!

Warto zajrzeć na Elafonissi, bo plaża rzuca na kolana! Jest niczym z karaibskiej bajki i aż dziwi, że takie cuda można spotkać na Krecie. Chociaż… mi na Balos podobało się jeszcze bardziej, ale o tym jutro 🙂 A jeśli po wodnych harcach na Elafonissi czy w okolicy złapie Was głód, mamy świetne miejsce!:) Na samej plaży można zjeść jakieś mało wyszukane snacki – widziałam „pizzę” – strach brać: wielka buła z pomidorowym sosem, która z pizzą niewiele ma wspólnego. Tuż  obok, na drodze dojazdowej znajdziecie głównie mocno nastawione na turystów tawerny, ale wystarczy odjechać kawałeczek od plaży, kierując się w stronę klasztoru Chrysoskalitssa, by znaleźć niepozorną knajpkę o mało greckiej nazwie SUNSET.

Jest zacieniony parking i stoliki na tarasie z pięknym widokiem, obok leniwie przechadzają się koty. Zniechęceni doświadczeniami dwóch pierwszych dni, nie mieliśmy dużych oczekiwań. „Zjedzmy po prostu jakąś sałatkę grecką i kalmary na spółkę, tak na pierwszy głód!” – takie było założenie. Zobaczyliśmy kartę – stosunkowo krótka i prosta – nareszcie! W pozostałych „tawernach” przez godzinę przekopywaliśmy się przez listę dań! Tu raz dwa i wybraliśmy: sałatkę grecką (5,5 euro), grillowaną fetę (3,5 euro) oraz souvlaki z wieprzowiny (6,5 euro), czyli szaszłyk wieprzowy. Domówiliśmy chleb (na Krecie zwykle liczą za niego dodatkowo – tu 0,50 euro za osobę) i tzatziki (2,5 euro). Pomimo krótkiej karty znalazło się też coś dla Maksa – makaron z sosem pomidorowym. Idealnie!

Zgodnie z oczekiwaniem, jakie mieliśmy po zobaczeniu karty i obsługi, jedzenie okazało się przepyszne! Proste, domowe, bez oszustw i kombinacji. Grillowana feta z dodatkiem pomidorów i papryki smakowała świetnie, zwłaszcza na chlebie z oliwą! A sam chleb z oliwą docenił nawet Maks, który wcześniej zastrzegał  się „Tylko bez oliwy!”. Do szaszłyka dostaliśmy upieczone plastry ziemniaków, grillowane papryki i bakłażany, a nie jak w turystycznych knajpach górę niesmacznych i tłustych frytek! Wyszliśmy strasznie zadowoleni, najedzeni i gotowi ruszać dalej… Gotowi na kolejne dni podboju Krety! 🙂

 

sałatka grecka, Grecja, Kreta, Elafonissi, kuchnia grecka

idealna grecka z prawdziwą, pyszną fetą

chleb, oliwa, przystawka, kuchnia grecka, Grecja, Kreta, Elafonissi, Sunset

chleb z oliwą, w którym zakochał się Maks

feta, grillowana feta, Grecja, kuchnia grecka, Kreta

prostota górą!

souvlaki, szaszłyk, Grecja, Kreta, kuchnia grecka, Sunset, Elafonissi

pork souvlaki, czyli szaszłyk wieprzowy w doborowym towarzystwie

arbuz, melon, owoce, Kreta, Grecja, Elafonissi

zdrowy deser od właścicieli:)

 

PS. Wieczorem odkryliśmy kolejne super miejsce tym razem w Rethymnonie! Tyle szczęścia w jeden dzień? 🙂 Miejsce zupełnie inne, nadal tradycyjne, ale z kuchnią grecką bardziej wyszukaną, podaną w zachwycający sposób i z najlepszą na świecie fetą ze słodkimi figami! CUDO!