Zdarza Wam się szukać partnera / partnerów na wyjazd, a tu ciągle kłody pod nogi? Chcemy jechać w większej grupie, a tymczasem jeden nie dostał urlopu, drugiemu pochorowało się dziecko, a trzeci to w zasadzie mógłby pojechać, ale nie przepada za  upałem i zamiast w lipcu, woli podróżować we wrześniu? Jeden woli Hiszpanię, drugi Chorwację, bo bliżej, a trzeci nogi nie postawi w krajach arabskich, bo woli Włochy i Francję? Ktoś panicznie boi się latać, ktoś ma dziecko z chorobą lokomocyjną, a ktoś inny sam na nią choruje (to ja;)). Wakacyjne rozwiązywanie łamigłówek i szukanie kompromisów nigdy się nie kończy! Zdaje się, że w wakacje czasem debata, o tym, gdzie i czym pojechać, gdzie zamieszkać i co zobaczyć zajmuje więcej niż sam wyjazd 😉

 

Gdy już towarzystwo znajdziemy (urlop jest, dzieci zdrowe, brak innych przeszkód i zobowiązań) i dogadamy wstępne parametry (kraj, region, transport, cena), jest ryzyko, że przed nami pojawi się cała masa nowych dylematów:

– gdzie mieszkać, by wszyscy byli zadowoleni?

– gdzie jeść, by wszystkim smakowało?

– jak zaplanować wycieczkę, by była skrojona nie tylko na nasz budżet, który sami doskonale znamy, ale również na budżet jednych czy drugich znajomych, do którego już wglądu nie mamy, a nie chcemy ich stawiać w niezręcznej sytuacji?

– jak zaplanować zwiedzanie, by wszyscy byli usatysfakcjonowani, bo przecież jeden woli muzea, drugi urocze wioski, a trzeci spacer po plaży?

 

Mało tego! Poza koniecznością dogadania się z potencjalnymi znajomymi, trzeba się jeszcze dogadać z własnym, osobistym mężem / partnerem / konkubentem oraz dzieckiem / dziećmi. Przecież na co dzień spędzamy minimum 8-9 godzin oddzielnie, więc czy na wakacjach dogadamy się i będziemy zgodnie spędzać czas razem niemal przez 24h?

Nagle okazuje się, że na wymarzonym, wyczekanym urlopie musimy nieustannie iść na kompromis,  rezygnować z tego, co lubimy i na każdym kroku do kogoś się dostosowywać… Komu choć raz w życiu zdarzyło się takie uczucie (a chyba nie znam takich, którym się nie zdarzyło :)), to na pewno tekst dla niego!

 

Prawdopodobnie z tego względu coraz więcej osób jeździ na wakacje czy też podróżuje samemu – tzw. indywidualizm społeczeństwa ponowoczesnego (odezwał się socjolog, który we mnie drzemie!) – stawiają na siebie, swój wypoczynek, swoje przyjemności, potrzeby, pasje. Ja jednak na pewno się do tego nie nadaję… bo lubię ludzi, bo lubię z kimś przeżywać podróż, z kimś dzielić się wrażeniami, odkryciami smakowymi i oczywiście z kimś rozmawiać przy śniadaniu, przy zwiedzaniu i podczas długich wieczorów – o tym, co widzę, o życiu, o głupotach, o wszystkim…

 

Więc jeszcze nigdy nie wyjechałam nigdzie sama – nie licząc krótkich podróży zawodowych, które i tak wolałam odbywać w towarzystwie chociażby z przyczyn wymienionych powyżej. Zatem temat poszukiwania towarzysza i co najważniejsze szukania kompromisów jest mi doskonale znany…

 

podróżowanie

wakacyjnie, koniec lat 80.

 

Pierwsze dylematy związane z podróżami w grupie pamiętam z czasów dzieciństwa. Na wakacje niemal zawsze przybywała do Warszawy moja ciocia i siostra cioteczna, na co dzień mieszkające od 1991 roku w Stanach. Ich przyjazdy to ogromna radość, oczekiwanie, ekscytujące wyprawy na lotnisko, spacery po Puławskiej, lody z Zielonej Budki na placu Unii (dziś Grycan), aż wreszcie wakacje nad morzem i plaża, kąpiele, domki z piasku, gofry, frytki w papierowej torebce, wygłupy i setki wspomnień. Ale przygotowania do wspólnych wyjazdów moja mama-organizatorka wspomina średnio: bo trzeba zarezerwować pokój lub pokoje we Władysławowie czy innym nadmorskim hicie lat 90. tak, by do plaży było blisko, z łazienką, ale nie za drogo, przyzwoicie i czysto, ale bez szału, by każdemu się podobało i nikt nie narzekał, że cena nie ta, że łóżko złe, że jedzenie marne…

 

A lokum to dopiero początek… Bo potem jedni chcą iść na plażę o 9.00 i łapać wszystkie promienie słońca, inni chcą się w wakacje wyspać. Pół biedy, gdy mamy dwa pokoje, ale gdy mieszkamy w jednym? Obiad o 13.00 czy może o 16.00? W knajpie czy może gofr ze śmietaną w łapkę lub zupka w proszku w pokoju? Gdy ja mam już plaży dość, moja siostra cioteczna chce opalić się na Murzynkę.. ktoś chce na gofra, inny na rybę. Ktoś na zakupy, inny na spacer po romantycznej wieczorem plaży. I tak w kółko Macieju! Nie pamiętam wakacji bez chociaż jednego spięcia wywołanego odmiennymi oczekiwaniami… 🙂  Bywałam na nich zła i wkurzona, zwłaszcza mając owe naście lat 🙂 Ale pomimo różnicy zdań, małych sprzeczek i fochów, teraz wiele bym dała by takie wakacje powtórzyć…

 

podróżowanie, towarzysz podróży

w podróży z przyjaciółką – 2008 (17 lat znajomości;)

 

Kolejne lata wakacji to również podróże z moją przyjaciółką. Znam ją od 1991 roku, a ilość czasu wspólnie spędzona spokojnie kwalifikuje ją na siostrę, której nie mam. Wspólne wyjazdy jeszcze z rodzicami, a potem kolonie, obozy taneczne, narciarskie, językowe, aż wreszcie samodzielne wakacje, na dzień, na 2, a potem na 3 tygodnie. Dłuuugie rozmowy, wycieczki w nieznane, hiszpańskie tapas i baskijskie pintxos, a w Polsce piwko na plaży w Sielpii. Wakacje, które przekonywały, że jednak można się dogadać, nawet, gdy jesteśmy 24 h na dobę! Z tym, co jemy, co robimy, co zwiedzamy, gdzie imprezujemy i ile wydajemy pieniędzy. Wakacje momentami idealne, momentami odrobinę trudniejsze, gdy wkraczało między nas nadmierne zmęczenie.. ale z drugiej strony z kim najłatwiej rozwiązać problemy, jak nie z przyjacielem, którego znasz od kilkunastu czy nawet dwudziestu lat?

 

I co dalej? Pomimo całej miłości, jaką darzę moją przyjaciółkę, życia z nią dzielić nie będę 🙂 jak zatem znaleźć mężczyznę życia, który będzie chciał zwiedzać, podróżować, poznawać? A co jeśli zakocham się w kimś, kto podróżować nie lubi? Kto może i pojedzie na wakacje, ale najchętniej leży przez 2 tygodnie nad basenem (nie powiem, też lubię zwłaszcza, gdy mam pod ręką dobrą książkę)? W kimś, kto boi się latać? Albo w kimś, kto z racji własnych przekonań lub uprzedzeń do wielu krajów, które mnie interesują nie będzie chciał pojechać? Albo w kimś, kto pracuje tak dużo, że nigdy nie jest w stanie wykroić urlopu dłuższego niż tydzień? Kto ma zobowiązania rodzinne, które trzymają go na miejscu?

 

Nie wypełniam przecież kwestionariusza rekrutacyjnego (znów socjolog!) z kandydatem na miłość życia, nie mam pytań filtrujących i nie wykluczam tych nie lubiących podróżować na pierwszym spotkaniu. Ale od początku uważnie obserwuje… restauracja grecka, a więc lubi nowe smaki…  zamówił moje ukochane calamares fritos, więc na pewno zna je z wypraw do Hiszpanii, Chorwacji, Grecji czy Włoch… opowiada o swoich wcześniejszych wyprawach, opowiada o swoich planach podróżniczych… na pierwszy rzut oka całkiem ambitnych! Szansa na bratnią duszę jest!

Pierwsza wyprawa z nowym chłopakiem (wtedy takie słowo znacznie lepiej pasuje niż partner:)) to zawsze niewiadoma: czy dogadamy się, spędzając ze sobą 24 godziny na dobę? Pal sześć, jeśli chodzi o weekend. Ale jeśli mówimy o 3 tygodniach? Zagranicą, w podróży objazdowej, gdzie trochę trudniej schować się za książką, bez znajomych, do których w razie kryzysu można uciec.. Na szczęście udaje się! Na pierwszej podróży weekendowej i na tej 3 tygodniowej, w Sopocie i w dalekich Indiach. I tak w każdej podróży od ponad 4 lat, choć bywają momenty trudne, gdy zmęczenie daje popalić (mężczyźni są przecież mniej wytrzymali :P) Ale pomimo tych momentów wiem, że znalazłam idealnego partnera na podróżowanie przez życie i podróżowanie po świecie, partnera, w którym pod względem chęci, energii, upodobań często widzę odbicie siebie… I tego życzę każdemu!

 

Barcelona, towarzysz podróży

Barcelona 2010

Kazmierz Dolny zimą

Kazimierz Dolny 2013

Gdy już mamy odpowiedniego, tego naszego dedykowanego partnera do podróżowania, z którymi dzielimy zamiłowanie do odkrywania, smakowania, a może do surfingu czy wspinaczki wysokogórskiej (zależnie od potrzeb!), zadanie z początku postu wydaje się nieco mniej straszne. Bo w razie czego, zawsze mamy z kim wyjechać! 🙂

My jednak oboje lubimy przebywać w większej grupie, dlatego nie ustajemy w poszukiwaniach kompromisów ze znajomymi na bliższe lub dalsze wyjazdy. Ostatnio całkiem nieźle nam to idzie 🙂 I chociaż jedni zadeklarowali głodówkę po wspólnych kilku dniach smakowania miejscowych przysmaków, a drugich “zmusiliśmy” do nieco szybszego niż zazwyczaj trybu życia (szybciej na wakacjach?!?;) … To mam nadzieję, że i jedni, i drudzy nam wybaczą, będę chętni na powtórkę, a ja będę mogła z ręką na sercu napisać o tym, że na wakacjach można się dogadać:) Nie tylko z ukochanym, ale też z grupą znajomych! I pójdzie nam to szybciej niż za pierwszym razem… 🙂

A jak nie… zostaje osobisty, własny partner / konkubent i własne kompromisy.. plus zawsze chętny do podróży, zwłaszcza samolotem Maks.. 🙂 Tylko, że obecnie on również usilnie o towarzystwo dla siebie zabiega 🙂 I wszystko zaczyna się od nowa! 🙂

 

podróżowanie z dzieckiem, Meksyk

Jukatan, Meksyk, grudzień 2011