Nie planowałam o tym pisać. W końcu to trochę nie mój temat – o tym, jak wybrać żłobek przeczytacie na pewno na wielu blogach parentingowych, na które i ja zaglądam w tematach dzieciowych 🙂 Ale jako, że pytań o to, jak wybieraliśmy dostałam spooooro, uznałam, że zamiast odpisywać każdemu z osobna, opiszę to w poście. Dla wszystkich.

 

Gdy wybierałam żłobek dla Jagody, odwiedziłam 5 różnych żłobków. Jak na mnie to baaaardzo dużo, bo gdy decydowałam się na przedszkole dla Maksa, byłam w jednym i tego samego dnia wpłaciłam wpisowe. Nie dlatego, że Maks był starszy, że miał już żłobkowe doświadczenia, że to, jak mówią niektórzy, chłopak. Po prostu w przedszkolu Maksa od razu poczułam to „coś”. I nigdy tego uczucia nie straciłam, nigdy się nie zawiodłam. To właśnie pierwszy punkt na mojej liście, jak wybrać żłobek / przedszkole dla dziecka?

 

1)INTUICJA

 

Dla mnie to kluczowy aspekt. Nieuchwytny, nie do opisania, ale to on sprawia, że podejmuję decyzję. Gdy wchodziłam do każdego ze żłobków, pierwsze na co zwracam uwagę to to, jak się tam czuje, czy jest miło, przyjemnie, czy czuję dobrą energię czy jednak nie chcę tam być. Czy jest jasno, ciepło, tak, że chcę tam być czy też ponuro, ciemno i chce mi się uciekać. Gdy weszłam po raz pierwszy do przedszkola Maksa, poczułam to „coś”. Tak samo miałam w żłobku Jagody – ja czuję się dobrze, więc ona też, mam nadzieję, będzie się czuć dobrze. Bardzo wierzę w te miękkie czynniki. Jeśli coś Wam nie pasuje, słuchajcie tych uczuć. One często są ważniejsze niż to czy dzieci śpią w tej samej sali, w której się bawią czy nie.

 

2) DYREKTOR

 

Gdy wybierasz żłobek, zwykle to dyrektor opisuje wszystko i oprowadza Cię po salach. Dla mnie ważne, by była to osoba kompetentna, profesjonalna, ale też ciepła i sympatyczna. Zainteresowana spotkanie, a nie odbębniająca je jako jedno z miliona. Na mojej liście żłobków mocno rozważałam też drugi – głównie dlatego, że miał fajny ogródek – z dużą ilością zieleni, na zamkniętym osiedlu, z dala od samochodów. Ale jeśli proszę panią dyrektor o podesłanie dodatkowych informacji, a maila nigdy nie dostaję to dla mnie stosunkowo oczywista informacja, że nie chcę tam wysyłać dziecka. Wiadomo, że dyrektor żłobka nie ma obowiązku dziękować za każde spotkanie z rodzicem, bo pewnie X rodziców po wizycie w żłobku już nigdy się nie odzywa i wybiera inny. Ale jeśli na spotkaniu mówię jasno: „czy mogłaby mi Pani wysłać jadłospis?” i tego jadłospisu nie dostaje, to co powinnam pomyśleć o tym miejscu?

 

3) KOMUNIKACJA

 

Tak naprawdę jesteśmy w stanie ocenić to jeszcze przed zapisaniem dziecka. Czy jeśli piszę maila, dostaję odpowiedź? Ile na nią czekam? Kilka godzin, 1 dzień, 5 dni? Nie oczekuję, że dostanę informację w ciągu 2 godzin, ale jeśli chcę zapisać malucha do żłobka i czekam na odpowiedź tydzień to zdecydowanie za długo. Ważne też, byśmy dostawali odpowiedź na wszystkie nasze pytania – nawet błahe.

Ważna jest też komunikacja już po zapisaniu dziecka – tego niestety nie sprawdzimy, chyba, że znacie inne maluchy z rozważanego żłobka. Dla mnie ważne jest to, że mogę wysłać smsa i szybko dostaję odpowiedź, jak Jagódka. Rozbawiło mnie, że ktoś napisał na facebooku, że na pewno to standardowy sms, który wysyłają wszystkim :))) Chyba nie, bo każdego dnia dostaję inny…. 🙂 Jeśli jednak macie takie podejrzenia, to chyba znak, że żłobek nie jest dla Was 🙂

 

4) POSIŁKI

 

W każdym żłobku patrzyłam na jadłospis. To akurat kwestia bardzo indywidualna – jedni chcą, by jedzenie było hiper zdrowe (jarmuż, owsianka, kotlety z ciecierzycy), inni chcą, by były to rzeczy lubiane przez dzieci (rosołek, pulpety, kaszka). Ja jestem gdzieś po środku. Chcę, by Jagoda jadła różnorodnie, chcę, by jadła smacznie, chcę, by lubiła różne rzeczy. Tak jemy my, tak chcemy nauczyć dzieci. Pasuje mi menu, w którym raz jest mięsny gulasz, raz ryba, raz kaszotto z burakiem. Jaglanka, kanapka, jajecznica. Muffin marchewkowy, jogurt, bułka z dżemem. Jak na razie po początkowym buncie i strajku głodowym, Jagódce menu pasuje. I wcale mnie to nie dziwi – ona generalnie lubi jeść. Żłobka zdecydowanie bardziej obawiałam się w przypadku Maksa, który „w młodości” był niejadkiem. Zwykle jednak niejadki chętniej jedzą przy innych dzieciach niż w domu 🙂

 

Druga kwestia istotna w temacie wyżywienia to rozkład posiłków. Czy są dobrze rozplanowane? Czy dzieci odbierane po 17 nie głodują? Dla mnie bardzo ważne jest, że obiad jest podzielony na dwie tury – o 11.30 jedno danie (trochę wcześnie, ale wiem, że sporo dzieciaków to ranne ptaszki), o 14.30, po drzemce, kolejne danie. Nie wyobrażam sobie roczniaka, który za jednym zamachem zjada dwa dnia, a przez kolejnych 5 godzin (np. od 12 do 17) dostaje tylko podwieczorek. To też był jeden z powodów, dla którego odrzuciłam jeden z pozostałych żłobków.

 

5) PLAN DNIA

 

Jak wygląda? Czy jest rozpisany? Warto poznać taki plan wcześniej, by wiedzieć, kiedy dzieciaki śpią i jak to się ma do naszych godzin życia. Możemy wtedy postarać się malucha delikatnie przestawić, by łatwiej było mu się dostosować do planu dnia w żłobku. Mi się to nie udało 🙂 Jagoda nadal wcześniej zasypia na pierwszą drzemkę niż o 12.00, ale na szczęście nie jest to problemem.

 

6) LICZBA OPIEKUNEK I WIELKOŚĆ SAL

 

Przy malutkich dzieciach liczba cioć na dziecko to dość istotny aspekt, zwłaszcza jak takich do noszenia jest kilka. U nas są 2-3 ciocie na 10-12 dzieci. Mam nadzieję, że nie mylę, bo przyznam, że nie przywiązywałam do tego aż takiej uwagi. Grunt, by nie była to jedna Pani na ośmioro dzieciaków… Jeśli oddajecie do żłobka malucha, który nie chodzi, a pozostałe 1,5-2 latki już chodzą na własnych nogach, nie martwcie się – dzięki temu ciocie mogą częściej nosić Waszego malucha niż gdyby miały sześcioro raczkujących ;)))

 

Rozejrzyjcie się też po sali – najlepiej, gdy są w niej dzieciaki. Czy jest miejsce? Czy jest przestrzeń? W jednym ze żłobków, który odwiedziłam, miałam wrażenie, że jestem w sali pełnej szarańczy! (przepraszam, ale tak się czułam). Sala była mała, dzieci tłum. Wiedziałam, że tam nie wrócę.

 

7) STOSUNEK DZIECI DO CIOĆ

 

Gdy idziesz obejrzeć żłobek, rozglądaj się. Zobacz jak się dzieci zachowują w stosunku do opiekunek, jaka panuje atmosfera. Oczywiście pewne rzeczy można zagrać, ale dzieciaków nie zmusisz do fałszywego uśmiechu i przytulania się od osób, których nie lubią. Potwierdzeniem dobrego wyboru będą dni adaptacyjne – czy dzieciaki lgną do pań? chcą siadać na kolanach? Chcą się z nimi bawić? No to już wiesz, czy jesteś w dobrym miejscu 🙂

 

8) DNI ADAPTACYJNE

 

Z 5 żłobków, w których byłam każdy miał swoją całkiem inną teorię na adaptację. W niektórych to 4-5 dni i np. na początku 2 dni z rodzicem, potem samemu. Po 3 godziny lub po godzinie. Na pół dnia czy na cały. W jednym ze żłobków usłyszałam jednak, że nie ma adaptacji z rodzicem – argumentacja: dziecko wie wtedy, że żłobek to miejsce, w którym zostaje bez rodziców, więc nie ma potrzeby mieszać mu w głowie. Może i jest w tym racja, ale właśnie na adaptacji można sporo zobaczyć, więc cieszę się, że 2-3 dni mogłam w niej uczestniczyć.

 

9) MONITORING

 

Dla mnie akurat nie jest to istotny argument, ale wiem, że część rodziców chce monitoringu. Ja wierzę, że moje dziecko jest bezpieczne i dobrze się bawi w żłobku. Wiem, że nie będę obsesyjnie co godzinę zaglądać, by zobaczyć co robi. Może zapłacze ze zmęczenia, bo czasem płacze i przy mnie. Może nie zje wszystkiego, ale widzę czy po żłobku jest najedzone i uśmiechnięte. Monitoring to dobre rozwiązanie, jeśli mamy negatywne doświadczenia i potrzebujemy dodatkowych potwierdzeń. Ja jestem daleka od teorii spiskowych, nie podejrzewam, a wierzę, że każde negatywny aspekt funkcjonowania żłobka pokaże  mi moje dziecko. Jego rozdrażnienie, bo jest głodne. Jego czerwona pupa, bo ktoś go nie przewijał. Jego smutna mina, bo nie chce do żłobka iść. Gdy widzę uśmiechniętego i pogodnego bobasa, wiem wystarczająco dużo.

 

Uff, trochę tego wyszło 🙂 Dajcie znać, na co Wy zwracałyście uwagę – może o czymś zapomniałam?

Teraz czeka mnie jeszcze trudniejsze zadanie –  wybór szkoły dla Maksa… 🙂