Długo się wahałam czy pisać podsumowanie naszej amerykańskiej podróży? Czy pisać je TERAZ? Teraz, gdy wszyscy siedzimy zamknięci w domach, gdy koronawirus szaleje, a podróżniczych planów nikt nie robi… Bo nie wiadomo.. kiedy, gdzie, czy w ogóle? Czy ktoś w ogóle jeszcze chce czytać o podróżach? Czy wszyscy zapomnieliśmy o nich i unikamy takich tematów, czekając na lepsze jutro? Nie wiem.. Wiem jednak, że mam tu grupę kochających podróżowanie, więc wirtualna wycieczka nie zaszkodzi! 🙂 Dla tych, co śledzili naszą podróż do Stanów w lutym może to być fajne przypomnienie czy podsumowanie. Dla innych to okazja na znalezienie inspiracji dla siebie, bo wiem, że kiedyś je wykorzystacie! Trzeba tylko chwilkę cierpliwie poczekać 🙂

Dziś zabieram Was do Stanów, ale tak na szybko! Dziś robię tradycyjne podsumowanie, które przygotowuję po niemal każdej dużej podróży. Tym razem z opóźnieniem, bo ze Stanów wróciliśmy 3.03 i zwykle podsumowania pisałam w dzień powrotu lub maksymalnie 1-2 dni po. Tym razem po powrocie zajęłam się pilniejszymi tematami, a potem.. Potem już sami wiecie 🙂

Ale lepiej późno niż wcale, prawda? 🙂

 

MIESIĄC W PODRÓŻY: STANY ZJEDNOCZONE + Domikana

 

Spędziliśmy podczas tej podróży:

– 24 dni w Stanach + 7 dni na Dominikanie – o Dominikanie poczytacie TU!

– odwiedziliśmy kilkanaście parków narodowych i 2 parki stanowe – na naszej liście były Red Rock State Park, Slide Rock State Park, Joshua Tree National Park, Wielki Kanion, Kaniony Antylopy, Horseshoe Bend, Monument Valley, Park Narodowy Arches, Capitol Reef,  Bryce Canyon, Zion National Park, Dolina Śmierci – sporo, prawda?? Z uwagi na dzieciaki i temperaturę, samochód baaaardzo nam pomagał w zwiedzaniu!

– 3 duże miasta – Los Angeles, Las Vegas i Miami –  które z nich Wy najbardziej lubicie? – mój nr 1 z tej grupy to MIAMI!

– tysiące kilometrów samochodem po bezdrożach – straciłam już rachubę, ale chyba doliczyliśmy się ok. 7-8 tys. km!

– 2 osoby dorosłe

– jedna awanturujące się 3 latka

– jeden 8 latek – czasem sfochowany, ale nie zawsze 😉

– ok. 20 burgerów – przestałam liczyć!!! –> post kulinarny coming soon!

– spaliśmy w 17 RÓŻNYCH HOTELACH – LA, Prescott, Page, Monument Valley, Moab, Bryce Kanion, Springdale, Las Vegas, Beatty, gdzieś pod LA, Fort Lauderdale, Miami, w samochodzie, Florida Keys, Fort Lauderdale, Dominikana, Miami

– 5 lotów – WWA – LA, LA -Fort Lauderdale, Fort Lauderdale-Santiago (Dominikana), Santiago – FL, Miami – WWA

– jedna przeczytana książka, ale baaaaardzo gruba – Katarzyna Bonda „Miłość leczy rany”

– setki zrobionych zdjęć – zobaczycie je na blogu i w naszym American Ebook – czy ktoś jeszcze na niego czeka??? 🙂

– 11 postów na blogu napisanych podczas podróży – w tym większość amerykańskich

– zero problemów zdrowotnych u dzieci

– małe problemy zdrowotne u dorosłych (ucho!)

 

NAJWIĘKSZE ZACHWYTY:

 

PARKI NARODOWE

Parki to niewątpliwie jeden wielki zachwyt i chyba w każdy krzyczeliśmy: Zobacz, ale pięknie! Ciężko mi było wybrać moje TOP 3:) Ale mam! Gdybym miała dorzucić jeszcze jeden, byłby to Wielki Kanion. Ale mi bardziej w pamięci zostaną inne!

 

 

Monument Valley, czyli jak teleportowaliśmy się na Dziki Zachód !

 

Monument Valley

 

Kanion Antylopy – i dzieci zachwycone skalnym placem zabaw! Cały czas mówią, że to ich najlepsze wspomnienie! Ja za to jestem szczęśliwa, ze udało nam się tam dotrzeć! Słysząc cenę wycieczki dla naszej czwórki w niektórych „agencjach turystycznych”, chcieliśmy odpuścić. Na szczęście naszą wyprawę uratowali nasi Nierozpakowani – Zuza i Kamil, którzy zdalnie polecili Ken’s Tours. Polecam i tę agencję, i zwiedzanie Kanionu Antylopy w lutym, bez tłumów 🙂 Zdjęcie przedstawia Lower Antelope Canyon.

 

Kanion Antylopy

 

Kanion Bryce pokryty śniegiem – gdy widziałam zdjęcie w przewodniku, nie wierzyłam, że właśnie w tak cudnej wersji zobaczę go na żywo! Położony w Utah Bryce to jeden z tutejszych cudów natury – niesamowite formacje skalne, na czele z charakterystycznymi iglicami zwanymi hoodoo. Pomimo, że zwany kanionem (Bryce Canyon) tak naprawdę wcale nim nie jest – nigdy nie płynęła tu rzeka. Niektóre iglice mają nawet 45 metrów wysokości.

 

Bryce_Kanion_2

 

MIASTA

 

Miami – klimat Miami zdecydowanie mi odpowiada i jest to dla mnie miasto, z którego wcale nie chciało mi się wyjeżdżać. Nie zobaczyliśmy podczas tej naszej pierwszej amerykańskiej podróży wielu miast – tylko Los Angeles, Las Vegas (bardzo specyficzne) i właśnie Miami. Na plus – knajpki tętniące życiem, różnorodność, kolorowe Wynwood, świetna i bardzo różnorodna kuchnia – zjedliśmy tam najlepsze brazylijskie churrasco i najlepsze meksykańskie tacos. Na plus świetna baza noclegowa z super apartamentami w przyjaznych cenach. I cała moc atrakcji, których jeszcze nie zdążyliśmy zwiedzić – wiemy, że wrócimy! 🙂

 

Miami

Wynwood, Miami 

 

KULINARNE CIEKAWOSTKI I ZACHWYTY:

 

FRYBREAD, czyli rodzaj pieczywa, naszym zdaniem przypominającego węgierskie langosze 🙂 Frybread to przysmak Indian Navajo – na ich terenach, np. w okolicy Monumeny Valley w Bluff spróbujecie chociażby tacos na bazie frybread czy burgerów z frybread, zamiast tradycyjnej bułki – zatrzymajcie się na nie koniecznie w Twin Rocks Cafe w Bluff – na zdjęciu ich burger 🙂

 

frybread BLUFF

 

 

Sweet Potato Fries  w Broken Oar w Moab – co może być specjalnego w frytkach z batatów? Te są wyjątkowe, bo podawane z „signature house blend”, czyli tutejszą mieszanką cynamonu, cukru, soli i karmelu oraz ze startą skórką cytryny… Trochę dziwnie jak jesz słodycz do pary z burgerem, ale mi baaaardzo smakowały i są jednym z najciekawszych kulinarnych wspomnień z USA.

 

frytki z batatów na słodko_Broken Oar_Moab

 

 

Gordon Ramsay – o tym już pisałam! Jedliśmy u Gordona w Las Vegas trzy razy w dwóch różnych miejscach. Dwukrotnie zajrzeliśmy na sławne burgery i dwukrotnie wytaczaliśmy się, mrucząc z zadowolenia… Raz zajrzeliśmy też na fish& chips od Gordona – lokal i ceny jak w Fast Foodzie, ale i fish, i chips REWELACJA! Recenzję tych miejsc przeczytasz TU – zaplanuj koniecznie tam obiad, jeśli planujesz Las Vegas 🙂

 

Burger u Gordona Ramsaya

 

Coyo Taco – tacos, które przekonują nawet tych, co tacos nie lubią! Dodatkowo w klimatycznym miejscu w kolorowej dzielnicy Wynwood w Miami! Wzięliśmy niemal wszystkie i zajadaliśmy jak szaleni! Na deser… churros!

 

Coyo Taco

 

key lime pie – nie mogło tu zabraknąć najbardziej znanego ciacha z Florydy, czyli limonkowej tarty. Ja jestem osobą, która nie przypada za cytrusowymi słodkościami, ale ta jest świetna – warto zrobić sobie własne poszukiwania, gdzie najlepsza!:)

 

Key Lime Pie_Hogfish

NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIA WYJAZDU (NA PLUS!!!!):

 

– Bluff Fort Historic Site – to na pewno jedno z największych, a zarazem bardzo pozytywnych zaskoczeń! Nie planowaliśmy wcale zwiedzać Bluff, chcieliśmy zjeść i ruszać dalej. Ale po drodze na obiad zobaczyliśmy skansen, który okazał się mega przygodą – zwłaszcza przebieranie się za pionierów, którzy zaludniali te tereny było niezapomniane!

 

Bluff Fort Historic Site

 

Bluff

 

klimatyczne dinery w małych miasteczkach – jak Mel’s Diner w Beatty, Doc’s Diner na Florida Keys (Key Largo – Newport)

Idea dinerów podających amerykańskie śniadania od początku mnie kusiła jak chyba większość osób, które do Stanów się wybierają! Te, które odwiedzaliśmy chociażby w Beatty czy na Florida Keys zostaną na długo w pamięci! Niesamowity klimat sprzed lat i często bardzo dobre jedzenie!!!

 

klimatyczne diners

 

Mel's Diner

Springdale i tamtejsze cudowne widoki  – Springdale to baza do zwiedzania Parku Narodowego Zion (który też jest cudowny!!!). Miasteczko jest cudownie położone i niby wiedziałam, co mnie czeka… Ale gdy przeszliśmy przez lobby i restaurację i zobaczyliśmy TO, oniemiałam! Zanotujcie na przyszłość – Hotel Springhill Suites Marriot.

 

Springdale

 

 

ludzie –  to również wielki PLUS!!! Sympatyczni, otwarci, uśmiechnięci i obsługa, dla której prawie nie ma rzeczy niemożliwych.

 

NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIA (NEGATYWNE):

 

amerykańskie śniadania hotelowe – chyba gorzej być nie może 😉 Albo prawie nic nie ma albo jajecznica z proszku 😉 Tylko dzieci były szczęśliwe, jak były gofry do samodzielnego przygotowania;))

– Momofuku Las Vegas – czytaliśmy, słyszeliśmy, że trzeba, że wowo – opinie słyszeliśmy głownie o nowojorskim Momofuku, ale przecież taka marka musi pilnować wszystkich lokali… nic bardziej błędnego! Momofuku w Las Vegas to nasz najdroższy i najbardziej rozczarowujący posiłek podczas amerykańskiej podrózy – ceny dań 30-55 dolarów za danie!!! (Tan Tan Beef Noodle – 42 dolary) – kolacja kosztowała nas 160 dolarów i były to zmarnowane pieniądze – nie polecamy!

 

NAJBARDZIEJ NIEZAPOMNIANE PRZYGODY:

 

– niesamowita i czasem mrożąca krew w żyłach trasa z Moab w okolice Bryce Canyon – z Moab po śniadaniu wyruszyliśmy w stronę Parku Narodowego Canyonlands, ale pogoda nas stamtąd wygoniła.. potem zwiedzaliśmy piękny i chyba mało popularny Capitol Reef National Park… a potem okazało się, że w okolicy nie ma ani, gdzie zjeść.. ani gdzie zanocować, bo wszystko zamknięte.. jechaliśmy długo.. przez malutkie Torrey, przez zaśnieżone bezdroża, rodem z przystanku Alaska,  po ciemku, w śnieżnej zamieci, po pustych drogach, by w końcu dotrzeć w okolice Kanionu Bryce…

 

Bezdroża trasa z Moab

 

nocleg w motelu w creepy miasteczku Beatty, tuż przy Dolinie Śmierci – akurat na Walentynki 😉 Jak zwykle jechaliśmy przed siebie, zakładając, że coś się znajdzie! W Beatty chyba jednak sporo osób postanowiło spędzić Walentynki (prawdopodobnie w pobliskiej Death Valley) i został nam tylko motel 🙂 Nawet nas to ucieszyło, bo nocowanie w motelu trzeba w Stanach zaliczyć, ale czemu właśnie w takim creepy miejscu ??? 🙂

 

i oczywiście last but not least:

 

nocleg w samochodzie na Key West –  o tym pisałam Wam już TU! 🙂 opowiadaliśmy też tę historię w filmiku z „patologiczną rodziną” – nocowanie w samochodzie, matka z browarem, a trzylatka z własnym telefonem (plastikowym;))). Poniżej moje ulubione zdjęcie – wschód słońca na plaży Smathers Beach, po nocowaniu-koczowaniu w samochodzie 😉

 

po nocy w aucie

 

CENY:

 

 

 O nie pytaliście bardzo często, więc wrzucam! 🙂

LOTY: Za bilety do Stanów zapłaciliśmy dla naszej czwórki 12 tys. zł. Lot do Los Angeles, powrót z Miami. Wracanie z tego samego miasta nie było znacząco tańsze, a my początkowo chcieliśmy przejechać trasę z LA do Miami 🙂 Były to bezpośrednie połączenia LOTem. Przyznam, że od czasu, gdy zasmakowaliśmy bezpośrednich lotów z dziećmi, to je staramy się wybierać – tak lecieliśmy do Singapuru, do Tokio i teraz do Stanów.

SAMOCHÓD: Koszt wynajęcia samochodu to 100-150 zł dziennie, w zależności od samochodu. Na pewno warto mieć taki bardziej terenowy, z napędem 4×4, jeśli planujecie jeździć po parkach narodowych – np. w Monument Valley to konieczność! Pamiętajcie też, że zwrócenie samochodu, gdzie indziej niż został wypożyczony to dodatkowy koszt – jeśli weźmiecie w LA, a chcecie zwrócić w Miami, dopłacacie ok. 2000 dolarów!!

NOCLEGI: Za noclegi płaciliśmy od 300 do 1000 zł za naszą czwórkę. Większość noclegów na trasie to bardzo przyzwoite hotele za 300-500 zł za 4 osoby ze śniadaniem i parkingiem. Szkoda tylko, że śniadanie takie słabe 🙂 Zdecydowanie spodobał nam się amerykański model pokoju z dwoma queen size beds – idealne dla rodziny 2+2 🙂

Aha, to o czym musicie pamiętacie to fakt, że te same hotele, które w lutym kosztują 300-500 zł za dobę w sezonie mogą kosztować 1000-1500 zł za dobę! My ok. 1000 zł płaciliśmy jedynie w Trump Hotel w Las Vegas za dwupokojowy apartament.. Być może zatem warto rozważyć zwiedzanie w lutym / poza sezonem? 🙂

PARKI NARODOWE: najlepiej kupić Annual Pass i macie wzjad do wszystkich parków narodowych przez rok – kosztuje 80 dolarów! Osobno płacicie za rozrywki na ziemi Indian Navajo, czyli np. za Kanion Antylopy czy Monument Valley – one nie wchodzą w Annual Pass

 

JEDZENIE:

 

– za obiady dla naszej czwórki płaciliśmy od 40 dolarów (zwykle w małych miasteczkach) do ok. 150 dolarów. Średnia za obiad dla 4-osobowej rodziny to ok. 70-80 dolarów. To taki normalny obiad- po daniu dla dorosłych, sałatka, 1 lub dwa dania dla dzieci, napoje (bez alkoholu ;)).

– 130 dolarów to dobry obiad dla naszej czwórki w modnym Laguna Beach w okolicach Las Vegas, z winem;)

– za śniadania dla naszej ekipy płaciliśmy 30-80 dolarów – zwykle część zabieraliśmy ze sobą np. resztki pancakes dla dzieci, bo porcje były ooogromne!

– cena burgera w dobrej knajpie w małym miasteczku – 14-18 dolarów (oczywiście z górą frytek!)

– cena burgera u GORDONA RAMSAYA w Las Vegas – 16-17 dolarów – SĄ NIE-SA-MO-WI-TE!

– cena przystawki w dobrej knajpie w małym miasteczku  -9-18 dolarów

– cena śniadania w lokalnym dinerze – ok. 8-10 dolarów np. za 2 pancakes z borówkami i karmelizowanymi pekanami (porcja na duży głod) / breakfast burrito, french toasts czy omletów

-cena śniadania w fajnym miejscu w Starym Vegas – 10-15 dolarów za posiłek

-cena kawy w lokalnym dinerze –  2 dolary (i nie kończąca się dolewka)

– cena kawy w Starbucks (np. Nitro Cold Brew) – 5-6 dolarów

– cena sławnej Cesar Salad (z kurczkakiem, parmezanem i grzankami) – 15-16 dolarów

– cena dania dla dzieci – 5-7 dolarów – zwykle to mały burger i frytki, hot dog i frytki, makaron z sosem marinara, nuggetsy z kurczaka

 Myślę zatem, że dla 4 osobowej ekipy trzeba zakładać minimum 100 dolarów dziennie na wyżywienie, zakładając, że śniadania jesz w hotelu. Jeśli na mieście jemy 3 posiłki, minimum to ok. 130- 150 dolarów przy 4-osobowej rodzinie. Czy da się taniej? Zawsze się da 🙂 W Stanach sporo jest fast foodów, kanapek i innych takich – za obiad w Burger King dla czwórki zapłacisz 20-30 dolarów. My jednak woleliśmy inne miejsca i jedna wizyta w Burger Kingu (tam, gdzie wyboru nie było) nam wystarczyła 🙂

 

Jeśli macie jakieś amerykańskie pytania, dajcie znać! 🙂

A tak wyglądała nasza TRASA – jest nieco uproszczona, bo więcej punktów nie da się (nie potrafię?:)) w Google wpisać 🙂 Pomiędzy Prescott i Wielkim Kanionem była Sedona i okoliczne parki stanowe. Po drodze było też Page i Kanion Antylopy oraz Horseshoe Bend.. W okolicach Las Vegas była też wyprawa na Zaporę Hoovera. Z Doliny Śmierci zjechaliśmy do Los Angeles i stamtąd polecieliśmy do Fort Lauderdale…

 

TRASA

 

 

Dalsza część trasy to już Floryda 🙂 Ale przyznaję, że tam spędzaliśmy czas raczej spokojnie 🙂 Po więcej zwiedzania wrócimy!

 

TRASA FLORYDA