Nasze wypady do Trójmiasta zawsze są mocno kulinarne. Są miejsca, do których uwielbiamy wracać, są też miejsca nowe. Zawsze mamy też od Was maaaasę propozycji – wszystkie skrzętnie notuję, bo nigdy nie wyrabiamy się zjeść wszystkiego!

 

Tym razem odwiedziliśmy 3 miejsca.. i tylko 1 nowe! Niestety po prostu musieliśmy iść na rybkę do Baru Przystań – to po prostu tradycja i pomknęliśmy tam od razu z pociągu (zostawiając bagaże w skrytce na dworcu). W Sopocie wróciliśmy też do Sztuczka Bistro – to była trzecia wizyta i jak dla mnie najbardziej zachwycająca! Wielkie brawa za danie dla dzieci – ryba z frytkami, ale proszę Państwa, co to za ryba była!! Idealnie przygotowana, dorodna polędwica z dorsza.

 

Z nowych, nieznanych nam wcześniej miejsc, wybraliśmy Prologue w Gdańsku. Pięknie położone miejsce, tuż przy Motławie, ale trochę na uboczu (dwa kroki od Muzeum II Wojny Światowej i na przeciwko urokliwej Ołowianki). Ceglany budynek, w którym znajduje się Prologu prezentuje się urokliwie i idealnie wpisuje się w tę okolicę.

Menu intrygujące, ale zarazem większość propozycji w karcie krąży wokół znanych dań, ale przygotowanych w autorski sposób. W karcie znajdziecie zatem schabowego, śledzie, kalafior, krem ze szpinaku, sardynki, tatar, łososia czy nawet fish&chips. Takie podejście bardzo mnie cieszy, bo nie lubimy przekombinowanych miejsc. Menu Prologue pod tym względem jest idealne – kusi, ale nie odstrasza. Ceny? Nie ma się co czarować – wysokie!  Ceny przystawek od 19 do 46 zł, ceny dań głównych zamykają się w przedziale 68 – 115 zł. Prologue polecają nam osoby, których opinię o dobrej kuchni i jedzeniu bardzo szanujemy, więc koniecznie chcemy spróbować.

 

prologue_gdańsk

 

prologueprologue_gdańsk1

Wchodzimy na niedzielny obiad. Ok. 13.30 jest jeszcze spokojnie, ale 30 minut później chyba wszystkie stoliki są zajęte. Przyjemny wystrój, bez zbędnego zadęcia i napuszenia. Obsługa profesjonalna, a zarazem sympatyczna. Nie ma tu przysłowiowego kija od szczotki, który jest często przypadłością obsługi w fine diningowych restauracjach. Bierzemy się za lekturę całkiem zróżnicowanego menu. 

 

W przystawkach znajdziecie chociażby takie propozycje jak: grillowany kalafior, młoda cebula, wasabi, świerk, bergamotka (23 zł), lekki krem ze szpinaku z wędzonym boczkiem, dynią i werbeną cytrynową (28 zł) czy marynowanego śledzia z polskim wasabi, jabłkiem i kiszonym ogórkiem (26 zł). Kuszą mnie wytrawne pączki z serów Gruyere i Raclette, z sosem truflowym i Parmiggiano Regiano (36 zł) albo wędzone sardynki w tempurze z marmoladą z buraka i żurawiny i creme fraiche (26 zł). Wszystkie przystawki mają w sobie głównie polskie składniki, ale z ciekawym i kuszącym twistem.

 

Finalnie wybór pada na grillowany kalafior oraz przegrzebki z topinamburem, pędami świerku w consomme wołowym (44 zł). Kalafior początkowo budzi moje obawy – połączenie z cebulą, wasabi, świerkiem i bergamotką sprawia, że zastanawiam się czy nie za dużo różnych smaków w jednym daniu? Efekt jest jednak świetny! Danie smakuje rewelacyjnie, nawet dla kogoś, kto nie przepada za kalafiorem jak ja, a główny bohater wręcz rozpływa się w ustach. To ciekawe, że tak teoretycznie banalny kalafior, dla wielu kojarzący się zapewne z gotowanym kalafiorem z masłem i bułką tartą, wypada tak dobrze w fine diningowej wersji. Przegrzebki też są świetne! Perfekcyjnie przygotowane, bardzo dobrze parują się z delikatnym consomme wołowym. W tej pozycji jednak odrobinę drażnią pędy świerku. Wydaje się, że ten akcent jest niepotrzebny, a połączenie przegrzebków z consomme wołowym jest tak dobre, że po co to niszczyć? Nam zwykle w takiej sytuacji przypominają się przegrzebki zajadane w Irlandii i podawane z… kaszanką, czyli tamtejszym „black pudding” (rodzaj wędliny, przypominającej polską kaszankę, a powstającej z krwi wołowej lub wieprzowej). Przystawki w Prologue dostają mocną 5! Przed przystawkami na stole lądują jeszcze czekadełka – niewielkie kuleczki z dorsza, przypominające hiszpańskie croquetas, a potem domowy chleb z podwędzanym masłem – to masło to absolutny SZTOS!! Domowy chleb jest świeży i chrupiący, a masło smakiem przypomina mi.. oscypka 😉 I to jest komplement!

 

prologue_czekadełko

 

prologue_chlebprologue_kalafiorprologue_przegrzebki

 

Menu dań głównych otwiera ravioli z żółtkiem, topinambur, grzybowe duxelle, leśne pikle, dzikie zioła (68 zł). Potem łosoś oraz fish& chips z okoniem w roli głównej. Jest też wędzone żeberko wieprzowe bez kości z sosem barbecue, pigwą, ananasem i żurkiem (68 zł), łopatka z wołowiny Wagyu z potrójnie gotowanymi frytkami, ketchupem grzybowym, sosem hollandaise i Prologue kimchi (115 zł) oraz „risotto” brokułowe z jęczmienia z pietruszką, żółtym burakiem, szynką Iberico oraz czosnkiem niedźwiedzim (71 zł).

Ostatecznie Łukasz wybiera łopatkę (zdjęcie tytułowe), Ola schabowego na kości ze świni jabłkowej z czerwoną kapustą, dynią oraz marmoladą z cebuli i anchois (78 zł), a ja tutejsze „Fish & chips” – okoń, potrójnie gotowane frytki z jalapeño, groszek, piklowana nektarynka (84 zł).

W menu nie ma nic dla dzieci, ale obsługa proponuje albo kurczaka albo rybę z dodatkiem puree lub frytek. Bierzemy 4 razy kurczaka (obsługa zapowiada, że bez panierki) z frytkami.

 

prologue_schabowy

 

Prologue fish and chipsJak wrażenia po daniach głównych? Zdecydowanie gorsze niż po przystawkach…

Są na talerzach rzeczy wybitne, ale są też średnie…  To dania na wysokim poziomie, ale… Ale przy takich cenach oczekuje się jednak perfekcji. Perfekcji przez duże P.
Łopatka Wagyu okazała się wcale nie wołowiną Wagyu, tylko australijską… i wcale nie była medium tak jak zamawiał Łukasz.  Wszyscy wiemy, że wagyu to ideał w świecie wołowiny – mięso wyjątkowej jakości o legendarnej wręcz miękkości. Bydło wagyu (nazwa dotyczy kilku japońskich ras) jest genetycznie przystosowane do odkładania tłuszczu międzymięśniowego. To właśnie sprawia, że dostajemy tak bardzo cenione mięso marmurkowate. U nas opinię o Wagyu ugruntowała wołowina zajadana w Kobe czy w Osace (musicie kiedyś spróbować!). Ale, ale.. jak nie ma wagyu, to po co australijska wołowina? Polska wołowina ma się naprawdę nieźle (wiedzieliście, że prawie 90% idzie na eksport i jesteśmy trzecim największym eksporterem wołowiny w UE???) i to ją chętniej widzielibyśmy na talerzu.

W tym daniu zatem to nie mięso gra pierwsze skrzypce (a powinno!), tylko dodatki –  sos hollandaise (na bazie masła, żółtek i białego winna lub octu winnego), grzybowy ketchup oraz Prologue kimchi – jestem ciekawa, jak wypadnie kimchi w takim (nie azjatyckim) miejscu, gdy za nami kilogramy kimchi zjedzone w Korei Południowej (i Japonii również), ale Łukasz mówi, że jest świetne. Wielkie brawa również za frytki – niby banalne, ale są idealne.

 

Schabowy…pięknie podany, ale znów dodatki wypadły lepiej niż mięso. Tu chyba „winę” trzeba zrzucić na kucharza, bo samo mięso ze świni jabłkowej należy do bardzo cenionych odmian. Tu jednak wypadło sucho i Łukasz żałował, że nie jest to jednak Mangalica (jej mięso charakteryzuje się bardzo dużą zawartością tłuszczu).

 

Fish&Chips to najgorsze ze zjedzonych przez nas dań. Bardzo skromny kawałek okonia – przeciągniętego i nadmiernie przypalonego (chętnie wymieniłabym go na polędwicę z dorsza), piklowana nektarynka, która niewiele wnosiła do tego dania (nic?), bardzo smaczne puree z groszku (od razu przypomina Irlandię i Szkocję oraz fish&chips podawany tradycyjnie z puree z zielonego groszku), ale najbardziej smakują mi grube domowe frytki i ciekawy sos tatarski z dodatkiem jalapeño.

 

Co do dań dla dzieci, nie mam zdjęcia niestety, bo dzieciaki głodne i nie pozwalały wynosić swoich desek przed lokal dla lepszego światła 🙂 Kurczak faktycznie bez panierki – przyznam, że nie wyglądał zbyt apetycznie, ale troje smakoszy na czworo kurczaka zjadło. Myślę jednak, że jest droga pośrednia między nuggetsami z McDonald’s, a takim „łysym” kurczakiem 😉 Frytki sztos! Ketchup pycha.. Ale 45 zł za jedno takie danie?? To jednak cena abstrakcyjna!

 

Desery odpuściliśmy, bo mieliśmy w planie wizytę w UMAM. Kusił mnie natomiast najbardziej pieczony sernik waniliowy, śliwka Renkloda, Mirabelka (31 zł).

 

Podsumowując, Prologue na pewno należy do najlepszych restauracji w Gdańsku, ale stosunek ceny do jakości jednak dla nas lepszy był w Sztuczka Bistro w Sopocie, a tam jedzenie było równie świetnie. TU znajdziecie naszą recenzję Sztuczka Bistro – z 2017, ale teraz potwierdziliśmy, że jest super! W Prologue jednak kilka rzeczy nas rozczarowało, ale potencjał jest ogromny i bardzo trzymamy za to miejsce kciuki!

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

PROLOGUE

GDAŃSK

ul. Grodzka 9

tel. 58 526 59 09

Godziny otwarcia:

pon – pt 16.00-24.00

sobota – niedziela 13-16.00 oraz 17-24.00

 

rachunek - obiad 3 dorosłych i 4 dzieci

rachunek – obiad 3 dorosłych i 4 dzieci