Gdy ostatnio pisałam, że nasz wyjazd na 2 miesiące to nie tylko wakacje, obiecałam zdradzić, jakim cudem udaje nam się pracować, podróżując z dwójką dzieci. Pracujemy na wyjazdach od kilku lat. Już ledwo pamiętam te wyjazdy, na których nie miałam nic do zrobienia.  Gdy przypominam sobie nasze pierwsze wspólne podróże, nie mogę się nadziwić, ile musieliśmy mieć czasu! Bez dzieci, praca na etacie, więc na urlopie pełen luz, bez bloga, nawet bez wrzucania zdjęć na Facebooka czy Instagrama! Tak wyglądały nasze podróże w 2009 i 2010. Potem powoli wszystko się zmieniło. Najpierw Łukasza firma, potem Maks, potem blog, potem moja firma aż wreszcie DESEO.

Sytuacje, w których odpalałam komputer były przeróżne – tak jak ta teraz, gdy piszę do Was w autobusie linii 141 w drodze do dentysty, a kilka osób spogląda na mnie dziwnie, bo jak to tak – pisać na komputerze w autobusie? 😉 Co za dziwadło! Ale to właśnie idealny moment, by pisać o pracy w podróży!

Nie będę się powtarzać i pisać, co w podróży robimy – o tym pisałam TU. Jedno jest pewne: nasza praca na wyjazdach zwykle wykracza poza prowadzenie bloga, pisanie artykułów, wrzucanie zdjęć. Wyjazd, na którym „mam tylko bloga do ogarnięcia”, zwykle traktuję właśnie jako wakacje. Taki urlop od wszystkiego innego. Dobra, dobra, wstęp już mamy, a teraz kawa na ławę – jak to u nas wygląda?

 

1) WYKORZYSTYWANIE MOŻLIWOŚCI

 

Cały czas mam w głowie anegdotkę z czasów mojego Erasmusa. Była jesień 2006, a ja studiowałam w Bilbao. Traf chciał, że przed wyjazdem do hiszpańskiego Kraju Basków w Warszawie poznałam Gosię, również wybierającą się na Erasmusa. Ona jednak była w San Sebastian, a ja w Bilbao. Szybko pokochałam plaże San Sebastian, tamtejsze życie nocne i czas z Gosią, więc bardzo często w piątek wsiadałam do autobusu i jechała godzinę z hakiem z Bilbao do Donosti (baskijska nazwa San Sebastian). Po jednej z takich podróży, gdy chyba pisałam pracę na zaliczenie na uczelnię, podszedł do mnie starszy pan i powiedział: „Has aprovechado el tiempo, no?” … „Wykorzystałaś ten czas, prawda?”. To zdaniem mam od lat w głowie!

Gdy mam coś do zrobienia, nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Pracuję wszędzie – w pociągu, w samochodzie (jeśli nie jest mi niedobrze;)), na dworcu, w autobusie, gdy czekałam na wizytę u lekarza, gdy czekam aż Maks skończy piłkę, itd.

W podróży też takie momenty są – raport dla Klienta pisałam, gdy jeździliśmy po Hokkaido. Przeglądałam zdjęcia planując treści do kalendarza. Oczywiście są rzeczy, które ciężko robić na kolanie. Ale każdy z nas ma w swojej pracy zadania, które wymagają mniej lub więcej skupienia. Te często można ogarnąć „po drodze”. Samochód to też często czas na pracowe rozmowy – zwłaszcza w przypadku Łukasza. Oczywiście, najlepiej wtedy, gdy dzieciaki śpią. Takich chwil, które można wykorzystać na zrobienie czegoś małego jest sporo. I ja to robię. Czasem oczywiście mam ochotę po prostu gapić się w okno lub przespać się w samochodzie i to też robię 😉 Czasem muszę zabawiać dzieci. Ale gdy dzieci śpią / są spokojne, zwykle staram się „aprovechar el tiempo”.

 

2) PRACA NOCĄ CZY PRACA WCZESNYM RANKIEM?

 

Nie będę Was czarować. Oczywiście pracujemy, gdy dzieci śpią. Zwłaszcza ja. Łukasz zwykle wcześniej ma wolny wieczór, bo zwłaszcza Jagoda to maluch w fazie „mamusia moja kochana” i mamusia musi być przy kąpieli, ubieraniu, itd. Ostatnio jednak coraz więcej rzeczy robi sama lub z Maksem i to też czas dla mnie. Na pewno jednak pracujemy prawie każdego wieczora. Odpuszczamy, gdy jesteśmy po długiej podróży, gdy spędzamy czas ze znajomymi, ale zwykle poświęcamy chociaż 1-2 godziny wieczorem na bieżące sprawy – ogarniamy maile, odpisujemy, działamy, ja piszę posty.

Często też staram się pracować rano, gdy wszyscy jeszcze śpią. To mój ulubiony czas! Jest spokojnie, cicho, a ja mam najwięcej energii. Przyznam, że z tym nawet trochę walczę. Czasem wiem, że lepiej byłoby wyłączyć komputer wieczorem, iść wcześniej spać, a wstać rano. Ale w tej kwestii cały czas popełniam te same błędy ;))) Może kiedyś wreszcie się nauczę 🙂 Praca wczesnym rankiem to moim zdaniem najlepsze rozwiązanie – ja zawsze czuję wtedy, że mam jasny umysł – wszystko mi łatwiej przychodzi 🙂 Wtedy też staram się robić te najbardziej skomplikowane i wymagające skupienia rzeczy…. albo te, na które nie mam ochoty 😛 Uwielbiam swoją pracę badacza rynku, ale cóż – kwestionariusz rekrutacyjny zwykle jest trochę mniej ciekawy do zrobienia niż pisanie o tajskiej wyspie i wybieranie pięknych zdjęć. Dlatego od kwestionariusza zaczynam.

Praca rano to też dobre rozwiązanie, bo masz poczucie, że zaczynasz dzień, a obowiązki już zrobione! Tu na plus działa też zmiana czasu w przypadku Azji. U nas 17.00, w Polsce dopiero 10.00. To jest idealne rozwiązanie! Nawet, jeśli czegoś nie skończę, jak dzieci śpią, to może dokończę , gdy będą się bawić po śniadaniu, a na zwiedzanie wyjdziemy trochę później?

 

3) PRIORYTETY

 

Wybieram. To, co najważniejsze. To, co najpilniejsze. Co muszę? A co powinnam? To chyba obowiązkowy element, jak pracujesz u siebie i sam odpowiadasz za to, co zrobisz. Te najpilniejsze robię wtedy, gdy mam najwięcej siły, energii i ciszę. Lub względną ciszę 😉

 

4) DYSCYPLINA

 

Tak jak dyscypliny wymaga praca na swoim tak i dyscypliny wymaga praca w podróży. Jasne, że fajnie po prostu paść na łóżko z książką. Jasne, że jak jesteś na swoim to fajnie iść z koleżanką na 3-godzinny obiad, bo przecież nie masz nad sobą szefa. Ale kto pracuje u siebie, ten wie. Praca u siebie jest świetna, ale to nie relaks. To dyscyplina i czasem konieczność łączenia tego, co przyjemne z obowiązkami. I nawet czasem, gdy znajomi siedzą z winem, Ty odpalasz komputer i jedną ręką załatwiasz sprawy, a drugą trzymasz kieliszek 😉

 

4) SAMODZIELNA ZABAWA JESZCZE NIKOMU NIE ZASZKODZIŁA

 

Od małego uczyliśmy tego dzieci, chociaż… wiadomo  – z różnym skutkiem. Od zawsze jednak pokazuję im, że czas, w którym sami się bawią, sami wymyślają, sami organizują zabawy, jest bardzo ważny. Teraz, gdy są starsi, zwłaszcza Maks, możemy się również dogadać – Maks rozumie, że muszę coś zrobić. Jagoda oczywiście mniej 😉 Gdy bawią się sami, zwykle robimy te mniej wymagające uwagi rzeczy – takie też zawsze się znajdą. Tu widzimy zdecydowanie zmiany u nas na lepsze, bo to pierwszy wyjazd, na którym Maks i Jagoda się świetnie razem bawili i w tych zabawach nie jęczeli non stop „Mamo, Tata”… no chyba, że doszło do awantury 😉

 

5) CO ROBISZ, GDY TWOJE DZIECKO OGLĄDA BAJKĘ?

 

Nigdy nie ukrywałam, że nasze dzieci oglądają bajki lub grają. Zawsze jednak mocno pilnowałam, by tych bajek w naszym życiu nie było za dużo i zwykle bajki włączam w strategicznych momentach. Rok temu przyznaję szczerze: bajki wykorzystywałam w restauracjach. Dzieci młodsze, Jagoda nie usiedzi, a my chcieliśmy odpocząć po zwiedzaniu i zjeść w spokoju. To był ich czas na bajkę, co sprawiało, że nie oglądali ich już w pokoju. Gdy byliśmy teraz w Japonii, w Seulu czy Tajlandii, jedzenie tak fascynowało dzieciaki, że może przez 2 miesiące, 2 razy oglądali bajkę w restauracji??? (jak już naprawdę nas wykończyli;)). Czas zatem na oglądanie (czy to 30 min czy godzina) to czas, kiedy siedzą spokojnie, a my… albo możemy leżeć i patrzeć bezmyślnie w Facebooka / telewizję albo możemy zrobić coś konstruktywnego. Ja w 85% przypadków wykorzystuję ten czas na pracę. Włączam budzik / stoper i pilnuję czasu oglądania bajek i tego, by dobrze go wykorzystać.

 

 

6) CZARNA DZIURA SOCIAL MEDIÓW

 

Problem naszych czasów. Nas też dotyczy. A może nawet bardziej nas dotyczy niż innych? Przecież social media to również część naszej pracy. Postowanie na Facebooku, na Instagramie, wrzucanie relacji, odpowiadanie na wiadomości i komentarze pochłania dużo czasu. Ten czas jednak u nas jest potrzebny – to element prowadzenia bloga. Nadal uważam, że potrzebny jest czas na rozmowy z Wami na priv i w komentarzach. To one są dla mnie sensem pisania. Nigdy nie rozumiałam blogerów, którzy nie odpowiadają czytelnikom. Wiem, że i dla Was social media mają na pewno wiele pozytywnych rzeczy – rozmowy ze znajomymi, czytanie fajnych blogów;)), oglądanie super profili na instagramie i inspirujących relacji. Ale kto z nas nie zna tej chwili, gdy bezmyślnie scrolluje FCB lub Insta? Klika, ogląda i potem wie, że stracił godzinę i nic z tego nie wynika. Ja też czasem mam ten problem, ale staram się go ograniczyć. To mega oszczędność czasu! Czasu, który można poświęcić na zrobienie czegoś dla siebie, czegoś rozwijającego, czegoś konstruktywnego.

 

7) ZAJĘCIA W PODGRUPACH

 

To też rozwiązanie, które pomaga pracować w podróży. Np. Tata zabiera dzieci, Ty pracujesz. Albo odwrotnie. Przyznam jednak, że my korzystamy z niego rzadko. Zwykle w podróży jesteśmy razem 24h, ale zdarzało się, że zabierałam dzieci na plażę, bo Łukasz miał ważną rozmowę telefoniczną i potrzebował ciszy, spokoju i dobrego Internetu. Albo Łukasz zabierał ich na basen, bo ja musiałam skończyć ważny raport dla Klienta.

 

To chyba te ogólne zasady, które w tej pracy nam pomagają 🙂 Tak sobie myślę, że powinnam wrzucić taki nasz typowy dzień w podróży – prawie live jak to wygląda 🙂 Może przy następnej to zrobię 🙂 Tymczasem jedno jest pewne – podczas tej podróży zrobiłam naprawdę sporo i bardzo się cieszę, że ten czas wykorzystałam! 🙂

Jednym z dzieł powstałych na tajskiej wyspie jest nasz ebook o pakowaniu 🙂 Jeśli jeszcze go nie macie, znajdziecie go TU!