Od naszej przeprowadzki w nowe miejsce minęły 2 tygodnie. Nie ruszyliśmy się daleko, więc większość okolicy jako tako znamy. Jadamy w Schabowym, w Chef Panda czy w Chinatown, ale jak już zamieszkaliśmy w Mordorze, to chyba trzeba będzie go też zjeść, prawda? 🙂

Zobaczymy: czy Mordor to tylko miejsce na przymusowy lunch podczas pracy czy może jednak warto tu przyjechać nawet z innych dzielnic, bo są tu jakieś perełki? 🙂 Od tego postu zaczynamy nasz mały, bardzo spontaniczny cykl – GDZIE JEŚĆ W MORDORZE.

 

Na pierwszy ogień poszło Shanghai Garden. Rzut beretem od domu, ruszamy w piątkowy, mroźny wieczór. To miejsce mijaliśmy dziesiątki razy, jeżdżąc Cybernetyki na Ursynów czy Wilanów, ale jakoś nigdy nie skusiło nas na tyle, by się zatrzymać, by spróbować. Może dlatego, że patrząc na restaurację w ulicy, niewiele ją widać – ciemne szyby, może tam nikogo nie ma? Gdy weszliśmy w piątek, wnętrze raczej nie zachęcało – ot zwykła restauracja, wystrój jakby się zatrzymał kilka lat temu. Ale…

Ale gdy siadamy, rozglądam się po sali i z Polaków jesteśmy tylko my. Przy pozostałych stolikach Chińczycy, a przed nimi przeróżne pyszności – czasem takie, których nigdy nie widzieliśmy na oczy!

 

Bierzemy menu, przeglądamy – jest sporo ciekawych dań, ale Łukasz od razu też wypytuje o dania z menu dla Chińczyków – nie wiem, czy już to odkryliście, ale takie menu funkcjonuje w wielu chińskich restauracjach czy knajpkach w Warszawie. Nawet w niewielkim Chef Panda, warto właśnie z chińskiego menu wziąć sałatkę z wołowiną i ogórkiem oraz dwa rodzaje tofu (w naszym poście znajdziecie zdjęcia potraw, o które warto prosić – o TU). W Shanghai Garden niestety (lub stety) nazw dań nie poznaliśmy, ale przemiła pani (nie mówiąca po polsku) pokazała nam specjalności zakładu na swoim telefonie 🙂 Od razu wybraliśmy dwie…

 

Nie podam Wam nazw, bo ich nie znam, ale mamy zdjęcia 🙂 Pierwsza to wieprzowina w drobnych paseczkach, z  sosem, a do tego pokrojone w paseczki ogórek, dymka i marchewka i delikatne naleśniki jak do kaczki po pekińsku. Podobnie jak w przypadku kaczki zawijamy mięso w naleśniki i jemy. Bardzo nam smakuje! Tylko nasze dzieci narzekają, że jednak wolą kaczkę 😉 Tam chyba robotę robi sos śliwkowy – zwłaszcza w przypadku Maksa. Druga pozycja to gryczane bułeczki, które sam na stole napełniasz farszem z tofu, mięsa i znów… czegoś zielonego, czego nazwy nie znamy 😉 To chyba popularne w Shanghai Garden, bo te same bułeczki widzę na prawie wszystkich stolikach wokół! Nam jednak najbardziej smakuje farsz, a trochę mniej bułeczki – chyba właśnie dlatego, że są gryczane. Co ciekawe, gdy pokazaliśmy dania na Instagramie (możecie nas tam śledzić @blogtasteaway – na bieżąco wrzucamy gastronomiczne i nie tylko odkrycia na instastory), kilka osób napisało, że o wow, jedzenie jak w Chinach!

 

wieprzowina-nalesniki

 

 

gryczane-buleczki-farsz-shanghai-garden

 

Trzecią potrawę domówiliśmy już z polskiego menu i był to kalafior podsmażany z boczkiem (28 zł). Łukasz kręcił głową, że ja w ogóle to jem!!! Ty kalafior z boczkiem??? Kalafiora raczej nie tykam (trauma z dzieciństwa czy co?), boczek najchętniej w jajecznicy, carbonarze lub amatricianie. Tu jednak i kalafior, i boczek potraktowany sosem sojowym i chili smakował rewelacyjnie!!! Dla dzieciaków poprosiliśmy o ryż smażony z kurczakiem i jajkiem (bez warzyw;)) i również wypadł świetnie! W poniedziałek Łukasz wrócił po więcej i spróbował tofu z mięsem w stylu „mapo” (28 zł). Co prawda wyglądało inaczej (zdjęcie tytułowe to właśnie to tofu) niż zwykle wygląda tofu mapo, ale smakowo również pierwsza liga!

 

kalafior-podsmazany-z-boczkiem

 

W menu znajdziecie sporo klasyków znanych Wam pewnie z chińskich restauracji – kurczak Kung Pao, smażony kurczak po syczuańsku, paseczki wieprzowe, smażone ziemniaki z bakłażanem i zieloną papryką, ale nawet w menu po polsku jest sporo intrygujących pozycji – jak np. puree z taro z kaczką, głowa ryby z chili (to chyba jedli Chińczycy obok nas, łowiąc kawałki ryby w wielkim, wspólnym garze parującym na środku stołu).  My na pewno ten post będziemy uzupełniać, bo czuję, że to będzie często odwiedzane przez nas miejsce 🙂

 

Na lunch w Mordorze czy można warto też jechać z drugiego końca miasta? 🙂 Zdecydowanie i to, i to! I powiem Wam jedno – gdy tak patrzę na restauracje, knajpki w Mordorze to może wkrótce będziemy mieć tu jakieś małe Chinatown?? 🙂 Jest już Chef Panda ze świetnymi pierożkami i pampuchami, My Food China z boskim makaronem z pikantnym olejem i Shanghai Garden z tłumem chińskich gości… Nam pasuje! 🙂

 

PS. nie zrobiłam żadnych fotek wnętrza, bo nawet nie wiedziałam czy ten post powstanie 🙂 Ale i to na pewno nadrobimy!

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

Shanghai Garden

Cybernetyki 3

codziennie 12-21.00

tel 22 243 86 66 (UWAGA, po polsku raczej się nie dogadacie)

 

rachunek-shanghai garden