„Jak Ty możesz mieć przy łóżku taką książkę?” – powiedziała moja Mama któregoś grudniowego dnia, gdy została u nas z kaszlącą Jagodą. Szybko zastanowiłam się, co to za książka wywołała taką reakcję. Nie miałam przy łóżku horroru z trupią czaszką na okładce, nie było drastycznych scen, sexu czy porno. Przy łóżku od kilku tygodni leży jedna książka, której nie mogę skończyć. Nie dlatego, że jest nieciekawa, ale dlatego, że ciągle brakuje mi czasu, ciągle za dużo pracy i ciągle padam na łóżko nieprzytomna. Wiem, że na pewno też to znacie? 🙂

 

Książka na pierwszy rzut oka może niepozorna z różową okładką i z niby zwykłym tytułem „Niezwykłe dziewczyny”, ale jest też druga część tytułu. To ona spowodowała zdziwienie u mojej mamy i to ona jest tu kluczowa. Pełny tytuł książki Agnieszki Witkowicz-Matolicz to „Niezwykłe dziewczyny. Rak nie odebrał im marzeń”. Ta książka przyszła do mnie sama. Chyba wtedy, gdy napisałam posta o systematycznych badaniach (jeśli nie czytałyście, koniecznie zajrzyjcie TU!), odezwała się moja koleżanka i oznaczyła właśnie Agnieszkę. Nim się obejrzałam, książka czekała na mnie w DESEO.

 

Powiedzmy sobie szczerze: Rak w moim domu kojarzy się źle. Wszędzie kojarzy się źle, ale u nas jeszcze bardziej. I niestety nie możemy o nim powiedzieć „nie odebrał marzeń”. Rak zabrał mojej rodzinie sporo. Nie będę wchodzić w szczegóły. Nie będę Was straszyć… jeszcze tak dzień po świętach. Przecież tak nie można. Wystarczy, że Wam powiem, że zabrał mojego Tatę. W młodym wieku. W wieku, w którym wielu naszych znajomych dopiero zaczyna życie rodzinne, rodzą im się dzieci, biorą ślub. Miał 41 lat… czy mając takie doświadczenia jest sens czytać książkę o tym, że „rak nie odebrał marzeń”? Czy generalnie jest sens czytać taką książkę??? Przecież jest tyle przyjemniejszych tematów!

 

Myślę, że warto ją przeczytać co najmniej z dwóch powodów. Książka Agnieszki Witkowicz-Matolicz opowiada o 10 młodych kobietach, dziewczynach, które dowiadują się, że mają raka. Pokazuje ich walkę, ich chorowanie, zwykle inne niż to, które widzimy przed sobą myśląc „rak”. Dlatego z jednej strony warto po nią sięgnąć, by zobaczyć, że to nie zawsze wyrok, nie zawsze koniec, że czasem się da. Może teraz pomyślisz: no dobra, to nie dla mnie! Przecież jestem zdrowa. Nie mów, że Cię to nie obchodzi. Nie zarzekaj się, że jesteś zdrowa i Ciebie to nie dotyczy. One też były! Zabiegane, zapracowane dziewczyny. Czasem matki, czasem kobiety sukcesu, czasem szczęśliwe narzeczone. Takie jak Ty. Takie jak ja. Wiem, że lubimy myśleć, że nas to nie dotyczy… Ale niestety dotyczyć może. KAŻDEJ z nas. Ciebie, mnie, Twojej przyjaciółki, siostry, Twojej mamy, koleżanki z pracy, a wtedy dobrze mieć gdzieś w sobie pokłady wiary. Wiary, bo wiesz, że komuś się udało!

 

Ale książka Agnieszki przyda Wam się też wcześniej. Przyda Wam się, gdy będziecie biec z wywieszonym językiem z przedszkola na spotkanie i denerwować się, że dziecko znów ociągało się z ubieraniem (to ja!). Przyda Wam się, gdy będziecie irytować się nadmiarem obowiązków i bałaganem w mieszkaniu (to też ja!). Przyda Wam się, gdy będziecie przeklinać, że mały znów ma katar i macie już naprawdę dość. I wtedy, gdy popatrzycie w lustro i z dezaprobatą będziecie patrzeć na obwisłe piersi, które wykarmiły Wasze dzieci i brzuch już nie taki jędrny jak kiedyś. Gdy zobaczycie siwe włosy i wory pod oczami o poranku. Gdy zirytuje Was „ten idiota” Wasz szef. Albo klient, który chce wszystko na wczoraj.

 

ksiązka niezwykłe dziewczyny

 

Ta książka przypomina znów o tym, o czym piszę Wam co jakiś czas. O docenianiu. O wdzięczności. O prostych radościach. Może jestem już nudna. Może za często Wam o tym mówię. Ale wiecie co? Przypominam o tym też sobie! Bo mnie też doprowadzają do szału głupoty. Bo irytują się tym, czym nie warto się irytować. Bo za dużo pracuję. Bo za mało o siebie dbam. Bo nie mam czasu dla siebie. Bo za rzadko dzwonię do moich przyjaciółek. Bo za rzadko doceniam słońce na twarzy i śnieg pod stopami. Idzie NOWY ROK. Zacznijcie go od tej książki!

 

Foto tytułowe: PIXABAY