Wiem, jak to jest. Czasem, gdy idziesz z dziećmi do centrum handlowego, już po 5 minutach żałujesz tej decyzji. Masz tak czasem?? 🙂 Wiem, wiem… Przecież wierzysz, że tym razem będą spokojne, że uda Wam się wszystko załatwić i spędzić miło czas… czasem przecież tak jest! Raz na 20 wypraw? 🙂 Czy raz na 50? 🙂 Ale wierzysz, że to będzie właśnie dziś. A potem wchodzisz z nimi do Tigera czy innego sklepu z małymi gadżetami, które kochają wszystkie małe dzieci i lawirujesz między półkami, tłumacząc, że nie potrzebujemy balonów w kształcie kota, 30 lizaków smoczków, nowego kubka do szkoły i parasolki z uszami królika. W supermarkecie pot cieknie Ci po plecach, bo jedno w jedną stronę i chce oglądać zabawki, a drugie w drugą stronę biegnie już do słodyczy. Młodsze właśnie dorwało jajko z niespodzianką i nie chce oddać. Co tam, że wcześniej już kupiłaś lizaki w ramach przekupstwa i zaprowadzenia spokoju na froncie… Nieważne, i tak duża szansa, że Twoja dwulatka rzuci się na ziemię w rozpaczy z braku soczku, lizaka, czekoladki, bułki czy czegokolwiek innego, na co właśnie ma ochotę. Po 30 minutach w centrum handlowym masz dość i obiecujesz sobie, że nigdy więcej! Nie lepiej pójść samemu na spokojne zakupy? Albo z przyjaciółką? Zdecydowanie! Następnym razem zostawisz je tacie. Albo babci. Albo.. przywiążesz do kaloryferów 😉

 

Albo restauracja. Miał być spokojny obiad ze znajomymi. A tu córka znajomych płacze, bo nie ma frytek. Ich syn właśnie uderzył obce dziecko, a Twoje wcale nie są gorsze.  Jedno jęczy, że chce bajki, drugie marudzi, bo czeka już 30 minut na obiad. Cała sala zabija Was wzrokiem. W końcu jesteśmy w Polsce, a nie we Włoszech czy w Hiszpanii, gdzie jęk dzieci ginie pod gwarem głośnym rozmów, a Twój stres roztapia uśmiech kelnera. Tu czujesz się persona non grata i zastanawiasz się czy to dobry pomysł. Może lepiej rzeczywiście siedzieć z nimi w domu????

 

Po takich wyjściach masz dość. Po takich dniach masz dość. Po całym dniu z dziećmi padasz na kanapę i nie masz siły ruszyć ręką i nogą… Patrzysz na rozrzucone zabawki, milion rozsypanych puzzli, klocki Lego, ubrania zwinięte w kłębek przy łóżku, pranie na suszarce do zebrana, książeczki na podłodze, pokruszone biszkopty, rozlany sok i nie wiesz od czego zacząć. Jesteś jak po bitwie – ledwo żyjesz…. a rano znów budzik zadzwoni o 6.00, znów wyszykować dwójkę, przeprowadzić I wojnę światową o czystą bluzę do szkoły i drugą wojnę światową o zmianę pieluchy u zbuntowanej dwulatki. Do 7.30 zdążysz oszaleć co najmniej 5 razy i już sama nie wiesz czy czekasz na weekend. Jak myślisz o basenie, zakupach i obiedzie z piekielną dwójką, masz ochotę schować się pod kołdrę i nie wychodzić. Masz tak czasem? Ja mam! Jeszcze niedawno o tym pisałam… i nic się nie zmieniło… ale potem…

 

…potem czytasz coś takiego: „Nasza sytuacja jest specyficzna. Nasza córka od 1,5 roku choruje na nowotwór złośliwy. To kiedy i jak  spędzamy razem czas jest uzależnione od jej stanu samopoczucia na daną chwilę. Jej odporność też nie pozwala na wyjścia takie jak przed chorobą. Nie możemy chodzić niestety na basen, jak idziemy do kina to wybieramy takie seanse, żeby było jak najmniej ludzi i zwykle w godzinach porannych. Ponieważ jest ciągle w trakcie chemioterapii musimy unikać dużych skupisk ludzi.
Jeżeli chodzi o jedzenie to niestety też nie korzystamy z restauracji z powodu diety na której musi być córka (…) Sami nie wychodzimy, przez cały ostatni 2017 rok żona leżała z córką w klinice, na ciężkim leczeniu. Źle z nią było, dlatego teraz jeżeli nie musimy to nie rozstajemy się ani ze sobą ani z dziećmi”…

 

Czytasz i czujesz, jak coś dziwnie ściska Cię w gardle. Czujesz, że oczy robią się lekko mokre. Nagle przypominasz sobie, że nawet najbardziej koszmarne wyjście na zakupy z dziećmi jest koszmarne tylko dlatego, że jęczą, marudzą i chcą kupić kolejną zabawkę. Że ta awantura o lizaka to nic takiego. Że nawet jak zje dwa lizaki to nic takiego. Uświadamiasz sobie, że nie chciało Ci się iść do kina na bajkę, którą wybrał i odkładałaś to w czasie. Tak bardzo miałaś ochotę pójść do kina z mężem na jakiś film dla dorosłych. Przypominasz sobie, że możesz iść na dowolny seans, o każdej porze. Możesz iść na basen kilka razy w tygodniu i do każdej restauracji, na którą tylko macie ochotę. Zabrać ich na pizzę, którą tak lubią i nie zastanawiać się czy to zdrowe. Iść na lody, ciastka i gorącą czekoladę, bo sama wiesz, że nic im się nie stanie, a ile będzie radości… Uświadamiasz sobie, jak bardzo nie doceniasz czasu, który macie we dwoje. Tego głupiego lunchu, który udało Wam się zjeść razem, wyjścia do kina, na kolację, a może wyjazdu na weekend? Przecież to takie oczywiste.. czym tu się cieszyć? Znów pokłóciliście się, o to, że źle prowadzisz samochód, a on za mało zajmuje się dziećmi.

 

Gdy kolejny raz będziesz mieć zły dzień, zły humor, nie będzie Ci się chciało iść z dzieciakami na zakupy, do sali zabaw, będziesz mieć dość wszystkiego….przypomnij sobie ten post. Przeczytaj jeszcze raz komentarz powyżej. Nie wymyśliłam go. To czyjaś historia. Czyjeś życie. Anonimowe, ale czyjeś. Mogło być  moje czy Twoje. Może być moje czy Twoje. Wiesz, że zawsze może się wszystko zmienić? Wiem, wiem, Ty też masz prawo narzekać. Też masz prawo mieć dość. Wiem. Ja też mam. Też czasem narzekam. Też mam dość swoich dzieci. Też chcę chwili spokoju. Też mam czasem dość Łukasza.  Ale czasem jednak warto się chwilę zatrzymać i odpowiedzieć sobie na pytanie: czy rzeczywiście jest sens się martwić i denerwować? Czy to rzeczywiście problem? Czy rzeczywiście jest Ci źle? Mi nie.