Rok 2009, lipiec. Cześć! To ja. Natalia. 3 miesiące temu poznałam mężczyznę mojego życia – tak mi się w każdym razie wydaje – zobaczymy! Mam świetną pracę – uwielbiam robić to, co robię, mam super szefową, fajnych ludzi wokół, pracuję z przyjemnością, dużo wyjeżdżam, rozmawiam z ludźmi, obserwuję. Po pracy? Uwielbiam spotykać się ze znajomymi. Chodzić po knajpach. Uwielbiam imprezy trwające do rana. Uwielbiam podróże. Te dalekie i te krótkie, choćby na weekend, choćby Kazimierz Dolny, Trójmiasto czy Wrocław. Weekendów nigdy nie spędzamy w domu – jeśli Warszawa, to imprezy, znajomi, jedzenie na mieście, leniwe włóczenie się po stolicy. Jeśli wyjazd to już w piątek i powrót w poniedziałek rano, prosto do pracy. Chyba mogę powiedzieć, że jestem towarzyska. Lubię mieć wokół siebie ludzi. Uwielbiam spędzać czas z kimś!

 

Rok 2012, lipiec. To ja. Natalia. Mój synek ma już rok. Jest cudowny! Uwielbiam spędzać z nim czas, uwielbiam te małe rączki, które mnie przytulają, te nieporadne pierwsze kroki, ten zachwyt wszystkim, co nowe… Ale podskakuję z radości, gdy jedziemy SAMI, ze znajomymi na Openera! Mam 28 lat. Wreszcie po ciąży i rocznym karmieniu piersią napiję się piwa! Wreszcie wyjedziemy bez dziecka! Cieszę się na maksa. Na co dzień? Nadal robię to, co kocham. Maks chodzi do żłobka. Popołudniami? Place zabaw, spacery i kawiarnie przyjazne dzieciom, ale nadal uwielbiam chodzić na sushi z przyjaciółkami, spotykać się ze znajomymi na dłuuugie kolacje i nie mogę się doczekać, gdy znów będę mogła trochę poimprezować. Aha, zmieniłam pracę – nadal jestem badaczem, powoli rozkręcamy swoją firmę. Nadal uwielbiam moderować i prowadzić projekty badawcze!

 

Rok 2017, lipiec. To ja. Natalia. Zaraz kończę 33 lata! Bardzo zaraz – jutro! Mam już dwoje dzieci. Maks ma 6 lat, a Jagoda niedawno skończyła 9 miesięcy. Są cudowni, nie wyobrażam sobie już życia bez nich – ciszy, pustki, braku tego uśmiechu najpiękniejszego na świecie i miłości bezwarunkowej. Ale wiesz co? Nadal uwielbiam też moją pracę, chodzenie po knajpach i nie mogę się doczekać aż wreszcie pójdę na imprezę bez konieczności powrotu o 1.00, bo babcia już zmęczona i chce do domu, a tak poza tym boi się, że Jagoda obudzi się na „cycka”… Nadal uwielbiam spotykać się ze znajomymi, nadal wychodzimy czasem z domu i wracamy następnego dnia (z dziećmi!), nadal włóczymy się po knajpach. Nadal kocham swoją pracę, a nawet 3 – badania, DESEO i bloga. Uwielbiam satysfakcję, którą mi przynosi dobre poprowadzenie trudnego projektu, moich respondentów i wyzwania. Tak strasznie lubię dla Was pisać – najlepiej przy kawie, gdzieś na mieście, najlepiej bez dziecka. Przy nich nie potrafię zebrać myśli tak dobrze jak wtedy, gdy jestem sama. Lubię siebie z dziećmi, lubię siebie jako mamę, ale nadal lubię siebie bez nich. Czas bez nich. Uwielbiam nas we dwoje – czas, w którym trochę cofamy się w przeszłość – czekam na niego z utęsknieniem…

A potem słyszę te wszystkie komentarze „dobrych matek”… O tym, że dobra matka z dzieckiem chodzi na plac zabaw czy do parku, a nie do knajpy na plotki z koleżankami. Dobra matka piątkowe wieczory spędza zawsze w domu i czeka aż dzieci dorosną, by razem wychodzić na nocne spacery. Dobra matka się poświęca i rezygnuje ze swoich przyjemności. Zabiera dziecko nad morze, by mu było dobrze, a nie ciągnie do obcych krajów, chociaż tak lubiła podróżować. Nie wychodzi na imprezy – przecież matce nie wypada pić wina i tańczyć na stole! A tak w ogóle imprezy już jej nie bawią – ma przecież dzieci! Kiedyś lubiła? Dawno i nieprawda. Dobra matka bez dzieci nie wyjeżdża – w końcu chciała dziecko nie po to, by oddawać je innym pod opiekę. Do żłobka nie puszcza, bo za małe – najwyżej wróci potem do pracy – nieważne, że kiedyś lubiła pracować i mówili, że bystra, inteligentna i daleko zajdzie. Dobra matka za bardzo pracy nie lubi – przecież skupia się na dzieciach. Dużo czasu spędza w domu, bo dzieci tego potrzebują. Już nie umawia się tak ze znajomymi, nie wychodzi z przyjaciółkami, bo przecież karmi, bo nie ma komu malucha zostawić, a ze sobą nie weźmie, bo gdzie z takim maluszkiem do knajpy? Zwariowałaś?!? Mężowi zostawić? Nie, nie, przecież taki maluch musi mieć mamą non stop przy sobie.

 

Patrzę wtedy na taką dobrą matkę i tak się zastanawiam: kim była wcześniej? Czy jeszcze to pamięta? Czy nadal jest sobą? Tą dziewczyną sprzed 5 czy 10 lat? Czy teraz jest już MAMĄ i o tamtej całkiem zapomniała? Czy ona naprawdę po urodzeniu malucha przestała lubić to wszystko, co lubiła wcześniej? Jakim cudem???

 

Być może są kobiety, które rzeczywiście wraz z narodzinami pierwszego dziecka doznają totalnej wewnętrznej przemiany. Jeśli taka jesteś Ty i Tobie z tym dobrze, to ciesz się i korzystaj – pamiętaj tylko, że dziecko kiedyś dorośnie i fajnie będzie mieć coś swojego. A jeśli rezygnujesz z wszystkiego nie dlatego, że lubisz, tylko z uwagi na dobro dziecka? Odpuść! Nie rezygnujmy z siebie dla naszych dzieci. Kochajmy je do szaleństwa, ale kochajmy też trochę siebie. Nie rezygnujmy z tego, co lubiliśmy. Zdecydowanie zbyt często słyszę: „no kiedyś to lubiliśmy..”, „kiedyś to podróżowaliśmy, ale wiesz teraz.. dzieci”, „ z żoną rzadko wychodzę – ona nie lubi dziecka zostawiać, nawet z babcią. Niemowlę? Nie, nie, mały ma już 4 lata!”.. „z mężem? On tyle pracuje, że potem chce spędzać czas rodzinnie, też z synem, nigdy nie zaproponuje byśmy poszli gdzieś we dwoje”, „imprezy? No co TY! Teraz to tylko do 20.00, potem kładziemy dzieci spać!”….  Ja mówię nie! Kocham moje dzieci nad życie, ale kocham też ojca tych dzieci, moje życie, moją pracę. Uwielbiam czas z nimi, ale czasem  mam ochotę na kolację ze znajomymi, wino, imprezę i wyjście bez dzieci. Na zrobienie czegoś tylko dla siebie. Na zakupy bez wózka i uciekającego kilkulatka z lekkim zakupoholizmem. Na wyjazd bez nich też mam ochotę i nie boję się tego powiedzieć. Pojadę. Wkrótce.  Nie chcę, by ktoś decydował za mnie co powinnam i co mi wypada, bo jestem mamą. Nie chcę być tylko „mamą Maksa i Jagódki”. Natalia. To nadal ja. Nadal jestem sobą.

 

Udostępnij ten post, jeśli czujesz tak samo!