Daleka Ochota, zwana też Rakowcem czy Okęciem, a administracyjnie Dzielnicą Włochy, co nie przestaje mnie zadziwiać… Mieszkam w tej okolicy już ponad 12 lat… To również nie przestaje mnie zadziwiać! 🙂 Jako nastolatka „cierpiałam”, opuszczając mojego ukochane blokowisko na Bielanach przy Kępie Potockiej, 2 kroki od Placu Wilsona, 2 kroki od mojego liceum, by wynieść się gdzieś daleko, gdzie nikogo nie znałam. Potem się przyzwyczaiłam, chociaż nadal dojeżdżałam tramwajem i autobusem na uwielbiany Żoliborz, bo liceum, bo znajomi… Troszkę nie na własne życzenie w okolicy wylądowałam też w dorosłym życiu. Zaakceptowałam, chociaż nie jest to i nigdy nie będzie moja ulubiona dzielnica w Warszawie. Jednej rzeczy jednak cały czas nie udało mi się zaakceptować:  totalnego braku knajpek, restauracji, kawiarni, przyjemnych piekarni i tego wszystkiego, czego zazdroszczę znajomym i przyjaciołom na Żoliborzu, Mokotowie, Ursynowie czy Kabatach.

 

Problem boleśnie doskwierał zwłaszcza, gdy spędzałam z Maksem czas na macierzyńskim. Całe lato na spacerki i relaks z wózkiem w ręku i śpiącym przez większość czasu maluchem. Ach, jak fajnie czasem usiąść z koleżanką na kawkę i ciastko, gdy bobas śpi, prawda? No i dupa! Nie ma w okolicy nic, co spełniałoby to banalne marzenie. Na piechotę dojdę do włoskiej Piccola Italia, która a) ma marny stosunek jakości miejsca do cen, b) ma marną obsługę, c) wygląda trochę, jakby czas się tam zatrzymał (ten lekko przyschnięty barek sałatkowy), d) JEST NA PIĘTRZE w pawilonie, więc wdrapanie się tam z wózkiem-gondolą nigdy nie było możliwe. Trochę dalej mamy tureckie MAHO.

Jak się zaprę, dojdę do A MODO MIO, ale to jakieś 2 przystanki autobusem + 3 tramwajem, więc spacer porządny, na który nie zawsze był czas. Więc co robiłyśmy z koleżanką na macierzyńskim, gdy zachciało się kawki i czegoś słodkiego? Szłyśmy do… McDonald’s! W końcu na bezrybiu i rak ryba.. czyż nie?

 

Mając to wszystko w głowie, gdy usłyszałam o Videlcu, obudziła się we mnie nadzieja! Blisko, od biedy dojdę nawet na piechotę, chociaż spacer Aleją Krakowską nie należy do najbardziej przyjemnych. Dojechać samochodem? 5 minut wystarczy! dwa kroki od przychodni, do której chodzimy z Maksem, więc po lekarzu można skoczyć na małą „nagródkę”. I co najważniejsze: miejsce przyjazne dzieciom! Raz, dwa ruszyłam zobaczyć ten nowy cud na Rakowcu! I co? Bardzo przyjemne miejsce, nowoczesne, fajne wnętrze, może nie super oryginalne, bo urządzone zgodnie z aktualnymi trendami (czarna tablica z wypisanymi potrawami obecna, otwarta kuchnia obecna, styl elegancki, ale luźny), ale od razu zachęcające, by skoczyć na lunch czy nawet wieczorem na szybką kolację (czynne do 21.00).

 

Videlec, wnętrze, Ochota, restauracje Warszawa

nowoczesne, przyjemne wnętrze – część „dorosła” Videlca

 

Gdy moje (a przede wszystkim Maksa) oczy ujrzały ów kącik dziecięcy, radości nie było końca. Jak na kącik w normalnej (nie „dzieciowej”) restauracji jest naprawdę spory! W dodatku w części sali, tuż przy kąciku, mamy 2-3 stoliki, więc możemy mieć dziecko na oku. Są zabawki, książeczki, stolik i bardzo fajne materiałowe huśtawki. Super pomysłem jest też czarna ściana, na której można malować kredami! Maks od razu się tym zainteresował! Kolejne zaskoczenie? Toaleta. Z przewijakiem i … uwaga! Z nakładką na toaletę! To się również nie zdarza w knajpach nie będących knajpkami / kawiarniami dedykowanymi dla rodziców i dzieci! Gratulacje! Ktoś wreszcie pomyślał o najmłodszych klientach 😉

 

Videlec, restauracje przyjazne dzieciom, kącik dziecięcy, Ochota

największa radość, najlepszy pomysł

Videlec, restauracje przyjazne dzieciom, Ochota, Warszawa, kącik dla dzieci

huśtawki, warzywa, konik, bajeczki..

 

Czas na jedzenie! Menu jest krótkie i zmienne, więc znów zgodnie z trendami. Nie jest może bardzo oryginalne, ale urozmaicone i każdy znajdzie coś dla siebie. Mamy zupy – krem z pomidorów czy krem z topinamburu (znów modnie!), sałatki (19-26 zł), pasty (3 rodzaje, 19-35 zł), pizze własnej kompozycji i kilka dań głównych (29 – 56 zł). Sałatki różne – wcześniej z kaczką, z kozim serem, ostatnio trafiłam na opcję z krewetkami, mango i dressingiem malinowym (bardzo dobra!).

 

Dania główne brzmią nieźle, chociaż przyznam, że nie udało mi się jeszcze ich spróbować, bo albo z Maksem jedno danie na spółkę (wtedy Pan i Władca wybiera pizzę lub makaron!) albo głód za mały. Ale kusiła mnie pieczona dorada z puree z dyni i sałatką z cukinii (39 zł) albo kaczka confit z młodymi warzywami i sosem żurawinowo – porzeczkowym (39 zł). Do sprawdzenia następnym razem!

 

Videlec, Ochota, restauracje, sałatka, krewetki

sałatka z krewetkami, mango i awokado, na rukoli z dressingiem malinowym

Videlec, Ochota, restauracje, pizza

Pan Maks zarządził pizzę – obojgu nam bardzo smakowała!:)

 

Pasty całkiem przyjemne, w menu te bardziej wyszukane – np. tagliatelle z salsiccią i borowikami z nutą oliwy truflowej (28 zł), czarne tagliatelle z sepią i krewetkami (35 zł) czy ragout z dzika na makaronie fettuccini (34 zł) . Pastę można też czasem trafić w menu lunchowym, które dostępne jest w tygodniu w porze obiadowej w całkiem miłej cenie 19 zł za zupę i drugie danie.

 

pasta, suszone pomidory, Videlec, Ochota, restauracje warszawa

pasta z suszonymi pomidorami, szpinakiem i rukolą (25 zł)

arrabiatta, spaghetti, Videlec, warszawa, restauracje, Ochota

arrabiatta, część menu lunchowego

 

Mamy też menu dziecięce. Tutaj bez odejścia od standardu.  Zupa pomidorowa (9 zł), tagliatelle z sosem pomidorowym (12 zł) czy kurczaczki z pieczonymi ziemniaczkami i sałatką marchewkowo – jabłkową (15 zł). Jeśli dzieci zadowolone, nie ma co kombinować, chociaż ja wiecznie tęsknię za kotlecikiem rybnym podawanym w Vincencie w Kazimierzu Dolnym. Maks jednak z radością wsunął tagliatelle aż mu się uszy trzęsły, więc za menu dziecięce zaświadcza swoim podniebieniem. Na koniec oczywiście deser. Wafelki migdałowe z kremem mascarpone w towarzystwie truskawek są boskie! Chrupiące, delikatne wafelki, pyszny krem i orzeźwiająca truskawka.

 

deser, ciastko, Videlec, Warszawa, Ochota, restauracje

desery również przynajmniej częściowo się zmieniają: tym razem kruche ciastko wiśniowe z lodami

 

No i tak. Wszystko byłoby pięknie, gdybym swoje smakowanie Videlca zakończyła na jednej wyprawie w porze lunchowej w tygodniu. Pysznie, miło, przyjemnie, obsługa na piątkę, itd, itp. Gorzej niestety było w niedzielę. Weszłyśmy do Videlca na chwilę przed 15.00 i z początku nie wierzyłam własnym oczom – wszystkie stoliki zajęte, tłum dziki, masa dzieciaków. Z jednej strony: „wow, super”, z drugiej: „gdzie my usiądziemy??”. Stoliki przy kąciku dziecięcym zajęte, więc jeśli chcecie wybrać w weekend, obowiązkowo rezerwacja. Zresztą na pozostałe najlepiej też! Ilość gości chyba przytłoczyła w niedzielę młodziutki Videlec, bo na dania czekało się zdecydowanie zbyt długo, obsługa nie do końca ogarniała co i jak, a goście, zwłaszcza z małymi dziećmi na kolanach, zaczynali się niecierpliwić. Jedzenie nadal było smakowite, a Maks nadal szczęśliwy ze swojego kącika zabaw. Oby tylko obsługa i kuchnia dopracowały działanie przy tłumie gości i będzie naprawdę na 5+ i w tygodniu, i w weekendy 🙂 Ja wrócę na pewno szybko, zwłaszcza, że jest też WIFI, więc i popracować w miłych okolicznościach i przy dobrym lunchu można! 🙂   PS1. w weekend w godzinach 11.00-13.00 Videlec oferuje też śniadania.

 

PS 2. Uważajcie z parkowaniem na uliczce Lutniowej na tyłach restauracji. To jakieś absurdalne miejsce, gdzie znak zakazu jest ukryty, od strony Włodarzewskiej nie ma go w ogóle, a potem czeka na Ciebie wezwanie – tak jak na mnie :/ ech…

 

Informacje praktyczne:

Videlec

ul. Grójecka 194

tel. 22 749 18 58

godziny otwarcia:

nd – pon 11-21.00

wt – sob 11-22.00