Deszcz uwięził nas nieco wczoraj w pokoju hotelowym, więc nadrabiamy zaległości kulinarne z Kambodży 🙂 Do Sa Pa na północy Wietnamu dotarliśmy około 11.00 po 14 godzinach podróży!!! Ufff!  Teoretycznie pociąg ruszał o 21.50 i o 5.30 miał być w Lao Cai (do Sa Pa pociąg nie dojeżdża, niezbędny bus lub taxi). Nasz pociąg jednak raczył zjawić się w Lao Cai o 9.20! Prawie 12 godzin! Na szczęście Maks większość czasu przespał, narzekając jednak od czasu do czasu na bolący brzuch:/ – w pociągu strasznie trzęsło… Z moim spaniem było gorzej. Wizja, że we dwoje z Maksem pośpimy na jednej kuszetce okazała się mało realna w rzeczywistości (Maks się rozpychał!), a pociąg był pełny, więc możliwości zmiany miejsca brak… No nic, udało się! W Sa Pa powitały nas pięknie ubrane przedstawicielki lokalnych plemion, siąpiący caaaały dzień deszcz i mgła. A u nas w walizce prawie tylko ciuchy na upał i 30 stopni… wyszperaliśmy, co mieliśmy, kupiliśmy kalosze, ale spacery i tak nie należały do przyjemnych…

Zatem wracamy myślami do Siem Reap i zapraszamy na niesamowite połączenie: pyszne jedzenie i szczytny cel….

Jesz i pomagasz? Zastanawiacie się, co to znaczy? Co ma nasze jedzenie czy chodzenie do restauracji do pomagania innym? Przecież to czysty hedonizm i spełnianie własnych zachcianek – pamiętajcie, że zachcianki są ważne i spełniać je trzeba 😉 Pysznee jedzenie, dobra obsługa, mile spędzony czas, rachunek i wydane pieniądze – raz mniejsze, raz większe, raz zasłużenie, raz z irytacją „Tyyle płacimy za coś takiego?”. I co dalej? My do domu, a kasa wędruje do właściciela, inwestora, szefa czy jak zwał tak zwał. Szef opłaca pracowników – chwała mu, jeśli robi to uczciwie i w terminie. I gdzie tu pomaganie? Jak się okazuje w Kambodży można połączyć hedonistyczne rozrywki i objadanie się pysznościami z pomaganiem innych – nastolatkom, dwudziestolatkom z grup marginalizowanych społecznie, którzy większość czasu spędzali dotychczas na ulicy lub młodym osobom, które właśnie opuściły dom dziecka….

Zarówno w Phnom Penh, jak i w Siem Reap udało nam się odwiedzić takie miejsca. Obie restauracje szkolą młodych ludzi, którzy z różnych względów znaleźli się w ciężkiej sytuacji życiowej, zapewniają im pracę, mieszkanie, ubezpieczenie zdrowotne. Przez 1-3 lata szykują ich do samodzielnego, uczciwego życia w społeczeństwie. Dają szansę. Co więcej, zarówno Romdeng w Phnom Penh, jak i Haven w Siem Reap należą do najlepszych restauracji w mieście! W Haven, gdy chcieliśmy zjeść kolację we wtorek czy środę, najbliższy wolny stolik mogliśmy dostać dopiero w piątek! Wow!

Oba miejsca wyróżnia pyszne jedzenie, sympatyczna i profesjonalna obsługa (widać, że szkolenie rzeczywiście przynosi efekty), fajny klimat. W obu spotkamy duuużo gości, w przeważającej mierze obcokrajowców, którzy mając do wyboru całą masę knajp, właśnie tutaj zostawiają swoje pieniądze, a dzięki temu umożliwiają Romdeng i Haven dalsze działanie i pomaganie innym.

Haven, Kambodża, działalność charytatywna restauracji,

„uśmiechnięta” kuchnia w Haven

Romdeng w Phnom Penh oferuje gościom kreatywną kuchnię kambodżańską – tutaj zachwycaliśmy się krewetkami zapiekanymi w gnieździe z taro, tu Łukasz próbował tarantuli, co mogliście zobaczyć na naszym profilu. W karcie znajdziemy również tradycyjnym amok i całą masę smakołyków. Organizacja Mith Samlanh, która prowadzi Romdeng, od 1994 roku pomaga dzieciom ulicy z Phnom Penh i daje szansę młodym ludziom, którzy dotąd tej szansy nie mieli. W Phnom Penh prowadzą jeszcze jedną restaurację na podobnych zasadach – Friends the Restaurant.

Haven istnieje w Siem Reap od grudnia 2011 – szkolić umiejętności w gastronomii przychodzą tu młode osoby: sieroty, pół sieroty, dzieci porzucone, które wychodzą z domu dziecka i nie mają, gdzie pójść dalej. Tu mogą pracować, uczyć się, a niewątpliwie gastronomia w coraz bardziej rozwiniętej turystycznie Kambodży to dobra inwestycja na przyszłość. Na czas szkolenia podopieczni Haven otrzymują od restauracji zakwaterowanie we wspólnych mieszkaniach, posiłki, ubezpieczenie medyczne. Haven przejmuje odpowiedzialność finansową za nich. Po zakończeniu szkolenia otrzymują pomoc w znalezieniu stałej pracy. Uczą się samodzielności, niezależności, by mieć jak najlepszy start w życie.

Nie bez kozery restauracja nazywa się HAVEN – oaza, schronienie, bezpieczna przystań, przylądek. W restauracji czuć dobrego ducha tego miejsca –  jest miło, sympatycznie, trochę rodzinnie, dużo uśmiechu, dbałość o klienta, luźna atmosfera, sympatyczny manager, gdy nie ma wolnych stolików poleci inne super miejsce.. notabene również prowadzone przez szefa kuchni, który wyszedł z kambodżańskiej biedy, a po szlifowaniu umiejętności w Europie, teraz prowadzi własną restaurację (marzenia się spełniają!) … i potrafi nawet powiedzieć 2 słowa po polsku 🙂 (jakie? możecie się domyślić!:)

satay, Haven, Kambodża, Siem reap, pomaganie innym

na początek satay z kurczaka i z wieprzowiny obowiązkowo z sosem orzechowym

podróżowanie z dzieckiem, kuchnia tajska, Kambodża, Siem Reap, Haven

jedno z ulubionych dań Maksa

Gdy wcinamy w Haven sataya, czyli małe szaszłyki z kurczaka lub wieprzowiny, smażone sajgonki czy makaron soba z krewetkami, pomagamy innym – wspieramy ideę, „dajemy” pieniądze na dalszy rozwój organizacji, dajemy szansę kolejnym młodym ludziom. Idealna realizacja najlepszej strategii świata, czyli WIN WIN WIN – tu wygrywa restauracja i jej właściciel, wygrywają młode osoby, przyjęte tu na szkolenie i wygrywamy my – jemy smaczny obiad w miłym miejscu.

Kuchnia w Haven jest otwarta, co w Kambodży nie jest tak oczywiste jak obecnie w Warszawie czy innych dużych miastach w Polsce 😉 W Kambodży często kuchnia jest ukryta i czasem strach, co się tam dzieje i w jakich warunkach przygotowywane jest nasze jedzenie. Tu wszystko widzimy! Pozytywnie działa to tym bardziej kraju, gdzie często słyszymy ostrzeżenia przed brudną wodą, złymi warunkami sanitarnymi i chorobami, których możemy się nabawić jedząc w nieodpowiednich miejscach.

Kambodża, Siem reap, Haven

pyszne egg noodles z kurczakiem

Siem Reap, Kambodża, Haven

relaksująca atmosfera

Miło jest posiedzieć w ogrodzie w Haven, sącząc kokosa, Maks biega po okolicy, zbiera kamyki, a my jemy i popijamy sokiem ze świeżego kokosa… Jemy i pomagamy .. Dlaczego w Polsce jeszcze nikt o tym nie pomyślał???

Zwłaszcza, że od znajomego szefa kuchni wiemy, że poziom wyszkolenia młodych kucharzy w Polsce pozostawia wieeeele do życzenia.. Może warto i u nas zaaplikować strategię WIN, WIN, WIN? Młode osoby, które dostają szansę od losu, dobrze wyszkoleni kucharze (bo przecież bardziej im zależy!), sukces restauracji, świetne miejsce na obiad czy kolację? 🙂 Pomyślcie o tym przy porannej kawie tak jak ja myślałam przy kokosie 🙂

Haven, Siem Reap, Kambodża

kokos idealne orzeźwienie w upalny dzień