Był Dubaj, to teraz kilka słów o tym, co robić na miejscu, gdy już znudzą się Wam szklane wieżowce, taksówki, dobre restauracje i jeszcze lepsze hotele. W Dubaju byliśmy krótko, zatem nie braliśmy pod uwagę wynajmu samochodu i od razu szukaliśmy wycieczki zorganizowanej. Plan: pustynia, safari, jednak stosunkowo spokojnie z uwagi na Maksa.

Nie ma problemu ze znalezieniem biura, które organizują wycieczki po okolicy: na pustynię, do Abu Dhabi, w góry Hatta, wieczorki arabskie, rejsy, zwiedzanie miasta. Propozycji w biurach, których oferty przeglądaliśmy jest zwykle nawet kilkadziesiąt.  Zwykle są to wyprawy kilku – kilkunastogodzinne. My szukaliśmy głównie na Arabian Adventures, ale w końcu zdecydowaliśmy się na wycieczkę z Arabia Horizons – skorzystaliśmy ze stoiska, które rozstawiono na promenadzie w Marinie, zapytaliśmy się o szczegóły, wybraliśmy, zapłaciliśmy i można jechać!

Mieliśmy trochę ograniczeń z uwagi na Maksa – większość wycieczek zakłada kilka godzin w samochodzie :/ W końcu zdecydowaliśmy się na Hatta Mountain Safari. Jak się w praniu okazało, decyzja była nieco pochopna… Widoki świetnie, ale nadal baaardzo dużo czasu w samochodzie i pytanie zasadnicze, czy na pewno ta wyprawa warta jest 100 dolarów za osobę? Polemizowałabym! Zatem ku przestrodze, wybierajcie ostrożnie, a nasze wrażenie z gór Hatta poniżej 🙂

ulubiony moment maksa

ulubiony moment Maksa – od strony jego okna wielbłądy prawie zaglądały do samochodu!

przemierzając góry Hatta

przemierzając góry Hatta

gorąco!

gorąco!

spacerem..

spacerem..

zmęczyłem się trochę!

Tato, zmęczyłem się trochę!

Po przejażdżce go górach – widoki świetne, ale dla podróżników z chorobą lokomocyjną niezbędny aviomarin! – dotarliśmy do Hatta Village, które znajdowała się w planie podróży. Oczekiwaliśmy wioski w górach oraz spotkania z lokalną ludnością. Troszkę się rozczarowaliśmy, gdy okazało się, że wioska to coś w stylu … skansenu 🙂 Przyjemnie obejrzeć, przeszliśmy się po domkach imitujących dawne domostwa, pomimo, że Maks widząc „ludzi”-manekiny nieustannie mówił „lalki… boję się!!” 😉 Weszliśmy na lokalną wieżę, by zrobić kilka zdjęć i tyle.

Zatem czytajcie plany wycieczek dokładniej niż my! 🙂

Hatta village

Hatta village

„lalki…boję się!”

„tata trzyma.. boję się!”

pustynne widoki

pustynne widoki

widok na wioskę z lokalnej wieży

widok na wioskę z lokalnej wieży

pustynnie i egzotycznie

pustynnie i egzotycznie

Po wycieczce, by wynagrodzić sobie rozczarowanie wybraliśmy się do wietnamskiej restauracji Hoi An – to przeżycie godne mistrzów i osobnego wpisu… soon! 🙂