Alkohole

15.04.2014
19

Kategorie: | Tagi:
  • Ewelina

    1. Brudne krzesełka dla dzieci – niestety standard w naszych restauracjach

    2. Menu dziecięce nieprzystosowane dla dzieci, np: dużo mięsa, długi makaron którego dzieci nie potrafią jeść

    3. Brak małych widelców / łyżek dla dzieci

    4. Brak kredek lub innych małych umilaczy czasu dla dzieci;

    • Wszystko racja, tylko to już bardziej dla restauracji rzeczywiście nastawionych na rodziny z dziećmi, bo zwykłe nie muszą posiadać kredek czy małych sztućców, chociaż jak posiadają jest oczywiście bardzo miło 🙂 Co do długiego makaronu, to prawda – bezsens…

  • kamilutka

    Uważam, że to trochę przesadzone, polecam popracować w gastro przez parę miesięcy a potem wylewać frustracje w internetach;) Czasem nie ma menagera, czasem nie ogarnia a to kelner jest pierwszą osobą, z która spotyka się klient i to kelner obrywa najczęściej.

    • Kamilutka, jak lekarz popełnia błędy, źle traktuje pacjenta, nie polecamy innym spróbować i dopiero wtedy oceniać. Podobnie jak kierowca jeździ niebezpiecznie.. Kelner to zawód jak każdy inny. Jeśli się na niego decydujesz, wykonuj swoją pracę dobrze i tyle. A mojego tekstu nie nazwałabym wylewaniem frustracji, raczej walką o to, by poziom gastro w PL rósł, bo tak jak zobaczysz w komentarzach osób poniżej, mieszkających zagranicą, jest zdecydowanie za niski. Róbmy rewolucje, gotujmy, kreujmy super szefów kuchni, ale do tego dołóżmy obsługę na poziomie 🙂

  • Andron

    Osobiście uważam, że przychodzenie z małymi dziećmi do restauracji to jest znaczna i gruba przesada. Rozumiem, że jest się świeżo upieczonym rodzicem, nie ma się możliwości żeby zostawić dziecko pod opieką kogokolwiek, a chce się trochę polansować, ale na miłość boską: dziecko które przez godzinę drze mordę lub co gorsza biega po całej restauracji jakby było spuszczone ze smyczy i przeszkadza wszystkim, dosłownie WSZYSTKIM dookoła to zmora gorsza niż najgorsze plagi egipskie. A zwróć uwagę bachorowi, albo jeszcze gorzej rodzicom. Afera na całego. Raz kolega, który jest kelnerem wylał wrzątek na dziecko które wpadło na niego, jak szedł z tacą i kto za to poniósł konsekwencje? Rodzice którzy w drugim końcu restauracji pili piwo ze znajomymi i zapomnieli w ogóle że mają dzieci, czy kelner, który akurat wykonywał swoją pracę? Chyba nie muszę odpowiadać.

    • Andron, po pierwsze nie każde dziecko drze mordę przez godzinę, nie każde biega po całej restauracji. Są takie, które spokojnie siedzą z rodzicami / bawią się w kąciku dziecięcym, rysują… My chodzimy z naszym dzieckiem do restauracji od czasu jak miał tydzień. Teraz ma 3 lata prawie, więc pewnie byliśmy razem w jakichś 200-300 restauracjach na całym świecie, zwłaszcza, że często podróżujemy. Tylko raz zdarzyli nam się niezadowoleni goście z powodu tego, że nasz syn śmiał się i przebiegł obok ich stolika. Znacznie więcej razy budził pozytywne emocje i u innych, i u obsługi i nikomu nie sprawiał problemów.
      Oczywiście są miejsca, gdzie nie pójdę z dzieckiem jak choćby Atelier Amaro- poziom kuchni, poziom obsługi, to bardziej jak teatr, a do teatru na przedstawienie dla dorosłych też nie zabiorę 2-3 latka 😉

      Oczywiście masz rację, że ważna jest też rola rodzica, nie wyobrażam sobie nie zwrócić dziecku uwagi, jeśli przeszkadza innym gościom.. A historia z wrzątkiem, to niestety skandal, a nie rodzice :/ Ja np. przestałam chodzić z dzieckiem do jednego z ulubionych sushi barów, gdy tylko zaczął raczkować. Jest tam na tyle mało miejsca, że wiedziałam, że jego raczkowanie/ chodzenie/ bieganie przeszkadzałoby właśnie kelnerom..

  • pani baronowa

    a ja bym chciała wiedzieć, jakie wykształcenie zdobyli prowadzący bloga, że mają się za wyrocznię w tej sprawie. jakie mają doświadczenie w prowadzeniu restauracji. co wiedzą o pracy kuchni i jej specyfice. bo to, że byli w madrycie, tyrolu i kambodży nie jest dla mnie miarodajne.
    jako szef kuchni jestem bardziej wyrozumiała niż Wy, bo wiem, co dzieje się za drzwiami kuchni, po ile godzin i w jakich warunkach pracują kucharze. to nie jest praca łatwa lekka i przyjemna, jak pokazują w telewizji, tylko kierat po 14 godzin w 60 stopniach Celsjusza. często bywa, że kucharz zapije/rozchoruje się/cokolwiek i ekipa pracuje w piątek wieczorem w okrojonym składzie, na przykład na starym sprzęcie, jest jakaś awaria, a może grill się pali?
    ja rozumiem, że kelnerzy to uprzywilejowani żebracy i w większości nie mają pojęcia, co to ser feta, ale proszę zrozumieć, że w restauracji pracują ludzie, co nie znaczy, że należy wszystko wybaczać, ale proszę też powstrzymać się przed pisaniem głupich tekstów z perspektywy świętej krowy.

    • Nie musimy mieć doświadczenia w prowadzeniu restauracji, żeby być klientami restauracji i żeby wymagać. Co do naszego wykształcenia, nie nie ma ono nic wspólnego z gastronomią (mgr socjologii, mgr dziennikarstwa, mgr zarządzania), ale jedno z nas ma za sobą doświadczenie w byciu kelnerem i w Polsce i zagranicą, i własny biznes też po części w gastro…

      Jak każdy klient jednak mamy prawo oceniać. Niestety takie życie.Restauracja ma być dla klientów, więc klient ma prawo wymagać i oceniać, zwłaszcza jeśli płaci za swój posiłek spore pieniądze. Nie tłumaczmy się, że każda wpadka dlatego, ze kucharz ciężko chory lub pożar w kuchni. A tłumaczenie, że kucharz zapił chętnie usłyszałabym przy stole, czekając na danie… nic by mnie tak nie ubawiło! Krytykujemy lekarza, który zapił i kierowcę, dlaczego mamy na to pozwalać kucharzom?
      Równajmy w górę, a nie w dół, bo są restauracje (tak, też w Polsce), w których coś takiego nie ma miejsca. Zamiast tłumaczyć lepiej brać z nich przykład. Co do tekstu, czy jest głupi to już indywidualna opinia. Dla wielu osób całkiem potrzebny, a na swoim blogu na szczęście mogę pisać, co chcę.. wolność słowa mamy. Perspektywa świętej krowy? Raczej perspektywa klienta, który obserwuje i wyciąga wnioski.

      PS. kilku szefów kuchni zdarzyło nam się poznać i mam dziwne wrażenie, że oni troszkę inaczej spojrzeliby na ten tekst, bo w swoich restauracjach do takich zachowań nie dopuszczają…

  • My kiedys zaplacilismy w Madrycie 50 € za 3-daniowy obiad, ktorego nawet nie tknelismy, bo nie wiedzielismy co zrobic:) Teraz juz wiemy – jak przystawka nie smakuje, to dalej juz nie brniemy. Zdazylo nam sie rowniez wyjsc z ‚posh’ restauracji, kiedy odmowiono nam wylaczenia klimatyzacji kolo stolika, a bylismy jedynymi klientami. Leniwy kelner = brak napiwka. Restauracja nie wychodzaca naprzeciw klientowi = brak biznesu.

    • Dokładnie tak. Nie rozumiem wszystkich komentarzy usprawiedliwiających lenistwo, itd. Jak ja się spóźniam z raportem dla klienta lub robię go na odwal się, klient już do mnie nie wróci. Podobnie z restauracją, tylko mi bardziej zależy, bo za klientem idą większe pieniądze 😉 a restauracji również zależeć powinno.. co do tego, że jak przystawka nie smakuje, dalej nie ma co brnąć dobra strategia!:) Nic mnie tak nie wkurza jak niedobry obiad / kolacja 😉

  • Dusiek

    Masz bardzo toporny i ciężki w odbiorze styl pisania. Dodatkowym mankamentem jest niezbyt poprawna znajomość interpunkcji, używanie znaków interpunkcyjnych w stylu „radosnej twórczości” (hej, siup tu se myślnik a tu se kilka kropek walne). Ponieważ wyrażam tylko swoją opinię oczekuję co najmniej podziękowań.

    • Och, dziękuję Ci bardzo, bardzo! Czy takie podziękowanie jest wystarczające czy powinnam gdzieś przesłać kwiaty? Co do ciężkiego i topornego stylu – jeśli tak uważasz, nie czytaj. Jeśli ktoś uważa inaczej, czyta. Co do interpunkcji, staram się jej pilnować wedle zasad, których mnie uczono na studiach, ale cóż czasem w pośpiechu może się coś przydarzyć.. rozumiem, że Ty jesteś nieomylnym polonistą?

  • ABC

    Fajne podusmowanie. Myślę jednak, że ostatni punkt.. tu bym się nie zgodziła. Dlaczego ktoś miałby dziękować za opinie, którą napisała nieznana mu blogerka. Bez przesady ! Co do reszty to sporo w tym prawdy. Mnie np. szczerze wkurza oczekiwanie napiwków. Ja nie zarabiam dużo, i mi nikt za moją ciężko harówkę napiwków nie daję. Nie rozumiem dlaczego kelnerzy są w tym względzie wyróznieni. Kiedyś płaciłam w lokalu karta i kelnerka rzuciła mi pytanie na twarz-doliczyć do rachunku napiwek… NO NIE !?!?! Raz, że to bezczelne, dwa, że stawia się klienta w niezręcznej sytuacji. Kiedyś zamówiłam sałatkę, a w niej brakowało 2 składników, na moje pytanie, dostałam odpowiedź, że ich akurat nie ma… Odnośnie niewiedzy kelnerów to faktycznie porażka. Powinni się uczyć i wiedzieć!