Nie pozwolę Ci na to!

13.03.2018
30

Kategorie: Podróże | Tagi: budżetowe podróże, Business Class, hostele, luksusowe hotele, luksusowe podróże, podróżowanie
podróże, podróżowanie budżetowe, luksusowe podróże, business class

Post o locie Business Class. Jeden z ostatnich na blogu. Zbiór faktów i tego, co nam się podobało i co nas zdziwiło, bo Business Class lecieliśmy po raz pierwszy pod koniec 2017 roku. Teraz, z Doha do Adelajdy, po raz drugi. Cała masa Waszych komentarzy o Waszych doświadczeniach. Uwielbiam je, bo już wiem, którymi liniami warto, a którymi mniej 🙂 Nie przypominam sobie, by w poście padło cokolwiek na temat osób, które Business Class nigdy nie leciały … dlaczego miałoby paść? Przecież dla nas to też nowość i swego rodzaju „przeżycie”, nowe doświadczenie  – właśnie dlatego o tym napisaliśmy – bo sami też niedawno nie wiedzieliśmy, „z czym się je” Business Class. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek w naszych postach pojawiła się krytyka osób podróżujących inaczej niż my. Może kiedyś pośmialiśmy się trochę z All Inclusive, ale raczej pokazując dlaczego warto wybrać coś innego, wytknąć nos poza hotel niż wytykając palcem osoby, które all inclusive lubią. Nic nam do tego! Nie przypominam sobie, bym na blogu krytykowała tych, co podróżują pociągiem, a nie samochodem, tych, co noszą plecaki, a nie walizkę, tych, co wolą wyjechać bez dzieci na egzotyczne wakacje czy tych, co oszczędzają na lokalnych przysmakach, zabierając prowiant ze sobą. A jednak… nam się dostało! Takich komentarzy nie było wiele, ale wystarczyły, by pojawiła się dość ważna refleksja.

 

Od Business Class poszło dalej… co to za podróżowanie, jeśli masz na nie pieniądze? Co to za sztuka podróżować, jeśli stać Cię na dobry hotel i lot Business Class? Co to za podróżowanie, jeśli wybierasz najlepszą restaurację w mieście i stać Cię, by wydać na posiłek tyle, ile wydajesz na dobrą kolację w swoim mieście? Co to za podróżowanie, gdy śpisz białej pościeli na 18 piętrze fajnego hotelu???

 

Powiem Ci jedno: tak samo dobre jak Twoje! Podróżowania nie definiuje plecak, brak kasy i przemieszczanie się lokalnym transportem. Tak samo jak podróżowania nie definiuje elegancka walizka, kasa na koncie i przemieszczanie się własnym samochodem. Oba sposoby podróżowania mają swoje zalety. Oba prawdopodobnie mają swoje wady. Tobie wygodniej podróżować z plecakiem, bo masz wtedy wolne ręce, a mi wygodniej podróżować z walizką, zwłaszcza, gdy mam ze sobą dwójkę dzieci i jedno z nich muszę czasem ponosić na rękach. Może mi tak wygodniej, bo od ciężarów bolą mnie plecy albo lekarz zakazał mi nosić? Czy podróżując z walizką widzę mniej niż ten, kto podróżuje z plecakiem? Nie zauważyłam! 🙂 Z walizkami jeździliśmy nocnym pociągiem w Wietnamie czy w Armenii, autobusem w Birmie czy speed boatem w Tajlandii, wynajętym samochodem w Meksyku czy Izraelu. Pewnie to samo zrobilibyśmy z plecakiem. Podobnie jest ze sposobem przemieszczania się. Lokalny transport ma swoje zalety – poznajesz go od podszewki, obcujesz z ludźmi, wczuwasz się w klimat, ale to samochodem często dojedziesz tam, gdzie innych nie ma. Zostaniesz na dłużej, bo jesteś niezależny. A może podróżując kamperem prześpisz się na plaży gdzieś na Lofotach, gdzie na namiot byłoby za zimno? Ktoś będzie wspominał rozmowy z lokalsami w autobusie w Meksyku, a Ty wspomnisz zadowolenie Twoich dzieci z tego, że zatrzymaliście się na placu zabaw, gdy miały już dość monotonnej jazdy. Czy któraś z tych podróży będzie lepsza, a któraś gorsza???

 

Podróżowania nie definiuje to czy śpisz w hostelu z obcymi 12 osobami na sali, ani to, że lubisz 5-gwiazdkowe resorty i piękne wnętrza. Możesz spać w hostelu, a za dnia chodzić utartymi ścieżkami, w Bangkoku siedzieć głównie na Khao San Road, a potem imprezować z innymi turystami z Europy na Koh Phi Phi. Możesz spać w 5-gwiazdkowym hotelu, a w dzień przejść n piechotę pół miasta, odwiedzić dzielnice, w których nie ma ani jednego białego, a potem polecieć na wyspę i objechać ją wzdłuż i wszerz samochodem. Możesz też spać w hostelu i na własną rękę, na piechotę, z ograniczonym budżetem przejść całe miasto, zjeść najlepszego tom yuma gdzieś z dala od wszystkiego albo pojechać na Koh Phi Phi, siedzieć w drogim hotelu, pić drinki i nie wystawiać nosa poza swój resort. Kiedy zatem podróżujesz? Która z tych osób według Ciebie podróżuje? Ta, która podróżuje z ograniczonymi środkami? Czy ta, która podróżuje i wydaje na to sporo pieniędzy? A może żadna z nich????

 

Powiem Ci, na czym naszym zdaniem polega podróżowanie. Podróżowanie masz w głowie. Nie w portfelu. Nie w hostelu czy w hotelu. Nie w autobusie za 5 zł czy w Business Classie za 5000 zł. Nie w japonkach ze straganu i nie w najmodniejszych sandałkach z najdroższego sklepu w mieście. Podróżowanie to Twoje podejście, otwartość na nowe, to Twoja głowa i serce. To one sprawiają, że albo zwiedzasz, szukasz, odkrywasz albo patrzysz na świat z szeroko zamkniętymi oczami. O tym nie decydują pieniądze, nie decyduje też ich brak. Można być zamkniętym i mało ciekawym świata człowiekiem, gdy nie masz nic. Można być zamkniętym i mało ciekawym świata człowiekiem, gdy masz wszystko.

 

Podróżuj tak jak lubisz. Nie daj sobie wmówić, że jakieś podróżowanie jest gorsze niż inne.. póki oglądasz, zwiedzasz, poznajesz, próbujesz, rozmawiasz, patrzysz, podziwiasz, widzisz nowe, smakujesz inne, dowiadujesz się, odkrywasz. Mamy taką brzydką cechę. Nie lubię pisać, że my, Polacy. Ale może to właśnie my Polacy? Lubimy się czepiać i szukać dziury w całym. Najlepszy przykład tego mamy w komentarzach na przeróżnych portalach. Podróżuje drogo? Życia nie zna, złodziej pewnie, skąd on ma tę kasę??? Podróżuje tanio? Polaki cebulaki, wstyd Polsce przynosi! Podróżuje sama, bez faceta? Pewnie się puszcza. Podróżuje sam, bez kobiety? Dobrze mu tak, pewnie ma laskę w każdym mieście! Co za kobieta, co do samego puszcza! Podróżują z dziećmi? Nieodpowiedzialni egoiści! Przecież te dzieci nic nie pamiętają, a jakie to dla nich męczące! Podróżują bez dzieci? Wyrodni rodzice! Ja mam dziecko i nie myślę o swoich przyjemnościach!!! Podróżują we dwoje? Co to za życie! Wzięliby się za poważną robotę, a nie na plaży leżą! Do wszystkiego można się przyczepić. Ale nie TU. Nie u nas. U nas nie krytykuje się innego sposobu podróżowania niż nasz własny i naszego sposobu na podróżowanie również krytykować nie pozwolę!! Bo krytyka innych sposobów na życie to zaprzeczenie wartości, które są kluczowe w podróżowaniu: otwartości, życzliwości, tolerancji i akceptacji tego, co inne! A na to Ci nie pozwolę. Nie TU.

 

  • Emi

    w samo sedno 👍 pozdrawiam i życzę wspaniałych kolejnych podróży ❤️

  • Najfajniejsze jest to,że macie wybór- możecie podróżować i autostopem i ekskluzywnie. Myślę, że czepiają się zgorzknialscy, którzy w głębi ducha są nieszczęśliwi, nieważne czy w domu czy w podróży. Tak czy siak – róbcie swoje bo robicie to świetnie 🙂 nie ma co sie przejmować.

    • Dzięki wielkie 🙂 Tego samego Wam życzę! Wam też podróże świetnie wychodzą 🙂

  • Kasia Gort

    💛💛💛 swietnie napisane.
    6 lat temu polecieliśmy z moim mężem do Azji. Spaliśmy w lepszych (w najlepszym wypadku 3***) i gorszych hotelach. Od karaluchów w Nepalu (Ahh karaluchy były prawie wszedzie 🙂) przez hostele w Singapurze czy Kuala Lumpur po beach hut na Tioman w Malezji. Lataliśmy Qatar Airways jak i jechaliśmy nocnym autobusem (21h!) w Wietnamie czy pociagiem w Indiach (druga klasą). Spaliśmy i jadaliśmy na Khao San Road jak i jadaliśmy w dobrych restauracjach w Hanoi. Wyprawa była na średnim budżecie. Było niesamowicie, czasami niezbyt bezpiecznie, ale mamy dzięki temu niezapomniane wspomnienia.
    Natomiast dzisiaj, mając 2 dzieci, mysle ze już bym sie nie zdecydowała na hotel na Khao San Road czy na nocny autobus w Wietnamie. Niezależnie czy bym leciała z dziecmi czy bez.
    Na ostatnich wakacjach wybraliśmy All Inclusive (po około 9 latach) i było… wygodnie i tez byliśmy bardzo zadowoleni. Punkt widzenia zmienia sie od punku siedzenia. I każde podróżowanie jest dobre póki sprawia nam radość. I tak jak mówisz: Nic nikomu do tego.

    • No właśnie to prawda – dzieci też zmieniają punkt widzenia 🙂 My np. będąc w Kambodży zrezygnowaliśmy z Laosu, gdy Maks miał 2,5 roku, bo nie wyobrażałam sobie tłuc się 15 godzin autobusem z dzieckiem w takim wieku! pojedziemy tam jak będą starsi albo sami 🙂 Khao San najlepiej działa jak się jest we dwoje / w grupie – z dzieciakami są inne fajniejsze miejsca w BKK 🙂 fajnie, że mieliście okazję na taką wyprawę przed dziećmi 🙂 u nas szybko pojawił się Maks i trochę brakuje wspomnień z takiej wędrówki po Azji we dwoje ;)) Nadrobimy jak dzieciaki będą starsze;) oby nam tylko zostały siły ;)))

      • Kasia Gort

        Fajnie, ale szkoda ze byly to tylko 3 miesiace. Z perspektywy czasu wiemy, ze powinnismy pojechać na 6 bądź 12 miesięcy. Teraz tez pozostaje nam czekac az dzieciaki podrosną aby nadrobić :)) trochę sie naczekamy!
        Tak czy inaczej, Wasz blog jest zawsze inspiracja i motywacja! 👏🏽

        • 3 miesiące w tej podróży byliście??? to już w ogóle bosko!!!! 🙂 🙂 🙂

  • Agnieszka ER

    Świetny wpis! Podróże i ciekawość świata to stan umysłu. A każdy niech podróżuje w taki sposób na jaki go stać i wybiera taki komfort jaki lubi.

    • Dzięki 🙂 dokładnie tak 🙂

  • Zgadzam się w pełni. Są jednak rzeczy, których z walizka nie zrobisz .np tygodniowego trekkingu przez patagońskie Andy czy Himalaje. Ale ok, jak się uprzesz to plecak na miejscu wypożyczysz. W małych mieścinach wzdłuż Carretera Austral może będzie trzeba liczyc na życzliwośc właściciela hosteliku lub lokalesow ale w Himalajach już na luzie znajdziesz wypozyczalnie. Ogólnie niech każdy podróżuje tak jak uwielbia i tak, jak mu w duszy gra, z tym co go uszczęśliwia. Ja tylko czasem widzę pozytywy wychodzenia jednak momentami poza strefe komfortu, bo to popycha do rozwoju, czasem duchowego, czasem mentalnego:)

    • Masz rację 🙂 ale my na razie i tak nie zrobimy trekkingu, nie przez walizki, ale przez dzieciaki ;))) myślę, że chcąc w takie miejsce dotrzeć, to już decydujesz się na pewien sposob podróży i to jest dla mnie w pełni zrozumiałe 🙂 wiadomo, że w Himalaje nikt nie pójdzie z walizką i na obcasach :)))

  • Brawo! A krytyką się nie przejmujcie, tylko róbcie swoje 🙂

  • Nie ma sensu zwracać uwagi na innych, jak nie będzie ludzie tak i tak będą gadać 🙂

    _____________
    ♥ Blog dla kobiet daria-porcelain.pl ♥

  • Monika

    Amen! 🙂 Z naszej podróży Singapur-Malezja z równą sympatią wspominamy z mężem klaustrofobiczny pokój bez okien za 90PLN na Penang jak i wypaśny domek za ponad 500PLN na Langkawi. Każda opcja noclegowa jak i każde miejsce miało swój urok i każde wygenerowało masę fantastycznych wspomnień a te mają przecież wartość uniwersalną, nieprzeliczalną na żadne pieniądze 😀

    • a jak oceniacie Malezję? Słyszę dużo sprzecznych opinii 🙂

      • Nam się bardzo podobała! Nie mniej zaznaczam, iż był to jak dotąd nasz jedyny „romans” z Azją. Nie mamy więc porównania. Słyszałam opinie, że Malezja jest za mało azjatycka i być może stąd negatywne opinie 🙂 My wyjeżdżając tam nie mieliśmy kompletnie żadnych sprecyzowanych oczekiwań i być może dlatego tak bardzo nam się ta podróż podobała. Byliśmy w Kuala Lumpur – myślę, że „absolutetly must”, ale po 4 dniach czuliśmy się już nim mocno zmęczeni. Do Malaki udaliśmy się na wycieczkę tam i z powrotem (stacjonując w stolicy) – nie żałujemy, ale więcej niż 1 dzień byśmy temu miejscu nie poświęcili. 2 dni na plantacjach herbaty na Cameron Highlands – dla nas wielkie wow (ale nie byliśmy na Sri Lance jak wy :P) a poza tym przyjemna temperaturowa odmiana (po mega zaduchu w Kuala Lumpur te 20 stopni było super oddechem). Wyspa Penang – tak, tak i jeszcze raz tak! Georgetown, mały treking w parku narodowym, monkey beach. Jedynie pogoda mogłaby nam wtedy bardziej sprzyjać, no ale jak to powiedział z rozbrajającym uśmiechem jeden sprzedawca kokosów „it’s a raining season” 😀 (byliśmy na przełomie września i października). Langkawi potraktowaliśmy już typowo wypoczynkowo, takich kilka ostatnich dni na byczenie się w domku przy plaży. Było idealnie! Wspomniana pora deszczowa popsuła nam tylko plany jedynej wycieczki na wyspie – spaceru po Sky Bridge (tzn. wjechaliśmy gondolką na górę żeby zobaczyć jedno wielkie nic :D). W całej podróży najlepsze było to, że każde z tych miejsc było kompletnie inne! Kulinarnie jest jak najbardziej azjatycko (to czym żywiliśmy się na początku w foodcourtach w Singapurze, bez problemu odnaleźliśmy też w Malezji). Niespodzianką była natomiast dość silna obecność kuchni indyjskiej. Na koniec dodam jeszcze, że po kraju podróżuje się bardzo wygodnie. Między miastami kursują bardzo wygodne autokary (z siedzeniami rozkładanymi do pozycji leżącej), bilety kupowaliśmy na bieżąco głównie przez internet. Dogadywanie się w języku angielskim (nawet z osobami starszymi) nie jest żadnym problemem. Cenowo jest bardzo różnie (co innego street food w Kuala Lumpur, co innego w Georgetown a jeszcze co innego taka wyspa Langkawi, gdzie prócz taksówek nie ma innego lokalnego transportu, więc jak się wyląduje w resorcie na uboczu i ma do wyboru tylko kilka pobliskich restauracji, do których można dojść pieszo, to wiadomo, że właściciele będą się tam odpowiednio cenić), nie mniej średnia wychodzi przyzwoicie. Jestem bardzo ciekawa jak Wam by się podobała Malezja, dlatego tym bardziej zachęcam 😉
        Pozdrawiam serdecznie

      • Odpisałam mini esejem 😉 Nie wiem czemu nie widać tego komentarza 🙁

        • kurka ja niestety wiem, ten idiotyczny ostatnimi czasy system komentarzy usuwa sobie sam te, które są dla niego zbyt długie ://// dowiedziałam się w dość bolesny sposób, bo jedna z czytelniczek napisała o dendze, którą jej mama dostała w Tajlandii i myślała, że ja ten post usunęłam, bo zaprzeczał nieco mojemu o tym, że nie ma się co obawiać dengi ://// a ja widziałam, że odpisalaś na mailu, kliknęlam by przeczytać i zniknął :/// chyba musimy zmienić system komentarzy albo postawić tylko na fcb :///

          • O to świetny „ficzer” ;/ Dzięki Disqus! Nie wiem czy Disqus wkleja całą treść takich długich komentarzy do maila z powiadomieniem. Na wszelki wypadek wkleję ten komentarz w wiadomości facebookowej do Tasteaway 🙂 (całe szczęście ja go wciąż widzę w swoim profilu Disqus oznaczony jako spam :/).

          • też uważam, ze to jakaś paranoja! ostatnim razem bylo mi naprawdę przykro, bo Kasia od komentarza o dendze napisala mi maila, że się zawiodła na nas i jak mogę usuwać komentarz, który ma innych ostrzec!! Finalnie się dogadałyśmy przez maile, a jej komenatrz wrzuciłam do artykułu Komary w Tajlandii, ku przestrodze;) i tego samego dnia wieczorem przypadkiem u znajomej blogerki zobaczyłam dyskusję na FCB, że diquis usuwa za długie komentarze :/ bez sensu!

  • Dora

    Natalio, oh jak ja wiedziałam, po przeczytaniu postu na temat biznes klasy, że właśnie takie niefajne komentarze się pojawią. Wiedziałam to na 100%!
    I super, że piszesz ten post. Myślę sobie jednak, że tak to jest już w naszym narodzie (pewnie nie tylko w naszym), że lubimy krytykować, zazdrościmy, jesteśmy zawistni. Bardzo to przykre. Niestety też nie raz spotkałam się z niepotrzebną krytyką w kwestii podróży. Przecież zawsze się da tak skomentować czyjeś wakacje, żeby szpileczkę wsadzić 😉
    Róbcie swoje, podróżujcie jak chcecie, wydawajcie krocie, wydawajcie gorsze, róbcie tak jak Wam jest wygodniej.
    Wszystkim tym którzy krytykują: załóż bloga, włóż w to serce, pasję, czas, a może za rok, dwa też będziesz miał możliwość lecieć tą biznes klasą!
    Serdeczne pozdrowienia 🙂

  • mariposa linda

    Świetnie napisane i bardzo się z tym wszystkim zgadzam! 🙂
    Niech każdy podróżuje, jak chce!
    Ja np. nie cierpię, jak jest kiepska łazienka w hotelu i tak miałam od zawsze. Dlatego chętnie zapłacę więcej, żeby mieć te lepsze warunki.
    Na początku naszych podróży, jakieś 7-8 lat temu, czasem mieliśmy gorsze warunki, czasem lepsze, ale mnie po prostu zabiera przyjemność z podróżowania spanie w gorszych miejscach, a już na pewno beznadziejna łazienka (brak zasłonki pod prysznicem – brrr).
    Bardzo odczuliśmy to w tym roku – na Filipinach trafił nam się jeden dość beznadziejny nocleg (a i tak jeden z lepszych w tym miejscu – tam jest jednak bardzo słaba baza noclegowa, no i był wysoki sezon), przez który strasznie nam się nie podobało i wyjechalismy stamtąd wcześniej – nawet mój mąż się lekko podłamał, a on zazwyczaj nie zwraca na nocleg większej uwagi.
    No i z teraz z dzieckiem też chcemy mieć lepsze warunki, żeby np. był większy pokój, żeby można było ją bez problemu wykąpać itd.

    • ja też lubię przyjemną łazienkę, a strasznie nie lubię jak jest zimno albo jak jest zimna woda 🙂 no i z dziećmi obskurne warunki też średnio, zwłaszcza jak raczkuje maluch albo bawią się na podłodze 😉 dorosły po prostu wyjdzie, napije się wina i wróci spać ;))

  • Magnes z podróży

    Podróżuj tak jak lubisz. Nie daj sobie wmówić, że jakieś podróżowanie jest gorsze niż inne.. To będzie moje motto! Naprawdę! Ja jestem chodzącym przykładem, że podróżować powinno się tak jak się lubi. Mam na swoim koncie podróże na własną rękę od A do Z i all in, i tych ostatnich się nie wstydzę, bo np. Turcja all in była mi w tamtym okresie życia potrzebna jak powietrze do oddychania i wspominam ten wyjazd naprawdę rewelacyjnie, tak jak np. tegoroczną Tajlandię z plecakiem. Każdy wyjazd jest ważny, jeśli dał Ci to, choć po części, czego szukałeś.

    • Dokładnie tak 🙂 tego się trzymajmy 🙂 🙂

  • Joanna

    Oczywiście, każdemu wg potrzeb! Wiadomo, że będą ludzie, którzy zazdroszczą Wam i będę dawać temu wyraz krytykując Was. Najlepiej ich zignorować. A czy macie tak łatwo w ich mniemaniu? Nie ma łatwych pieniędzy, swoje zrobiliście ciężka praca. A podróże z dziecmi? Na pewno są dla Was mega męczące, a nikt Was w tym nie wyręczyć. Ja Was podziwiam, że tak intensywnie podrozujecie z całą rodziną. Sama bym się aż tak daleko i na tak długo nie wybrała nawet z jednym dzieckiem. Co nie znaczy, że nie czytam Waszych reportaży z podróży. Bardzo chętnie je czytam. Teraz jesteśmy w Hiszpanii na Costa del sol. Pogoda niespecjalnie fajna, mocno wieje, a mąż jest chory. I niestety nie jest to fantastyczny wyjazd. Czy Wam zdarzyło się kiedys chorowac na wyjeździe?

    • Jak mąż chory, to wiadomo NAJGORZEJ ;))) Ja teraz choruję i powiem Ci, że wolalabym to robić w Hiszpanii 😉 chociaż aż się dziwię, że pogoda słaba – ostatnio widziałam zdjęcia znajomej z Andaluzji i opalanie itd.. może się jeszcze poprawi? 🙂 jakieś katary, kaszle, biegunka na pewno się zdarzała, ale nawet tych złych chwil nie pamiętam 😉 gdzie dokładnie jesteście na Costa del Sol? 🙂

      • Joanna

        Miejscowość nazywa sie Benalmadena. Były duże plany związane ze zwiedzaniem Malagi, a skończyło się na pobycie w jednej miejscowości. Na szczęście w Benalmadena było co robić, sporo ładnych miejsc jest do zobaczenia. Byłam tez potwornie zmęczona poprzednimi dwoma tygodniami w pracy, wiec pobyt stacjonarny miał swoj urok. W tym roku wiosna jest chłodniejsze w Europie- tak podają w pogodzie. Za to w Australii to macie pięknie! Świetny jest taki wypad bez dzieci od czasu do czasu. Popieram całym sercem, pomimo, że sama nie mam takich możliwości! P. S. A jakie języki znacie, jeśli zechcesz zdradzić? Jakie warto znać podrozujac? Może post na ten temat napiszesz?