Gdyby wszystkie matki zachowywały się jak ONE…

06.12.2017
10

Kategorie: Bez kategorii | Tagi: kobieta, macierzyństwo, mama, siła kobiet, wsparcie
macierzyństwo, kobiet, siła kobiet, przyjaźń, matka

„No co TY? Jeszcze nie chodzi??? Zosia w jego wieku to już biegała. Byłaś u lekarza?”

„Ciągle Ci się budzi w nocy. Mój Franek przesypia całe noce w zasadzie od urodzenia – tak go nauczyłam!”

„Dajesz mu bajki? Moje NIGDY nie oglądają!”

„Nie karmisz? Rozumiem, no ale wiesz, mleko matki to najlepsze, co możesz dać dziecku. Może nie starałaś się wyjątkowo mocno.”

„Cesarka? A czemu? Dla mnie nie ma nic piękniejszego od naturalnego porodu”…

 

Pewnie każda z nas chociaż raz usłyszała któryś z tych lub podobnych tekstów. Każda chociaż raz poczuła się GORSZĄ MAMĄ, bo nie rodziła naturalnie, nie karmiła piersią, nie gotowała zupek, dała dziecko do żłobka, nie była z nim do 3 roku życia (a przecież to kluczowe dla jego rozwoju!), odbiera je o 1730, a nie o 1500, nie potrafiła wyrzucić smoczka w najlepszym momencie, nie potrafiła odstawić od piersi (a przecież miała to zrobić kilka miesięcy temu!), nie nauczyła przesypiać nocy. Część z nas poczuła się GORSZĄ MAMĄ, bo przecież Kasia, Zosia i Tomek już biegają, recytują Pana Tadeusza i potrafią porozumieć się po chińsku. Część poczuła się tak w rozmowie ze znajomą na zajęciach z dziećmi, część z „przyjaciółką”, której WSZYSTKO wychodzi lepiej i która musi Ci koniecznie o tym przypomnieć przy każdej rozmowie. Zawsze zastanawia mnie, skąd bierze się ten specyficzny gatunek kobiet. Mam, matek, czasem bezdzietnych. Kobiet, które zawsze wytkną Ci, co robisz źle. Znasz je?  Kiedyś nie omieszkały wytknąć Ci dodatkowych 2 kg, złego makijażu i tego, że Twój chłopak nie jest taki super jak ich. Teraz nie omieszkają Ci wytknąć, że jesteś złą matką, nie umiesz, nie potrafisz, a one robią to lepiej. Powód znajdzie się ZAWSZE. Czasem powiedzą CI to bezpośrednio, czasem skrzywią się, przewrócą oczami, czasem uśmiechną się przymilnie, wbijając szpilkę. Zawsze zastanawia mnie, po co??? Przecież mamy tyle wspólnych problemów, przecież wszystkie czasem podpieramy się nosem, bo dziecko ząbkuje i nie śpi po nocach, wszystkie czasem wychodzimy w zarzyganej bluzce i nie mamy siły uczesać się i umalować jak kiedyś. Wszystkie mamy problemy z dziećmi. Mniejsze lub większe, ale mamy je WSZYSTKIE. Bo jedno jeszcze nie chodzi, drugie budzi się w nocy, trzecie nie chce jeść z piersi, czwarte długo korzysta z pieluchy, a piąte jest niegrzeczne w przedszkolu. Nie wierzcie im, gdy chcą powiedzieć Wam, że robicie coś gorzej. One na pewno też mają swoje słabe strony.

 

Wiecie, co najlepiej zrobić w takiej sytuacji??? Olać je. Usunąć ze swojego życia. Otaczać się kobietami, mamami, przyjaciółkami, które takie nie są.  Takimi, które nie muszą dowartościowywać siebie, krytykując Wasze zachowanie. Takimi, które powiedzą: „Nie martw się, ja też tak mam”, zamiast „No co Ty? Poważnie sobie z tym nie możesz poradzić???”. Ja chyba ostatnio bardzo wyraźnie zrozumiałam, że właśnie takie kobiety mam obok siebie. Bliższe i dalsze, ale takie, które nie oceniają, nie krytykują, nie sprawiają, że czujesz się beznadziejną matką, beznadziejną kobietą, tylko mówią: dasz radę, jesteś dzielna, dają wskazówki i wspierają jak nikt inny. Opowiadają, że u nich też nie było łatwo, dzieciaki też chore, też nie wszystko idzie po ich myśli, a mąż przecież nie zrozumie wielu spraw, w których my siedzimy po uszy. Nikt nie zrozumie kobiety jak druga kobieta. Nikt nie zrozumie matki jak druga matka. Bo choćbyś miała najlepszego męża na świecie, on nigdy nie będzie w ciąży, nigdy nie będzie czuł się jak wieloryb z gigantycznym brzuchem, nigdy nie przeżyje bólu porodu lub problemów po cesarce. Nie będzie wiedział, jak cycki bolą od nadmiaru mleka i jakie irytujące jest wstawanie w nocy po X razy (nawet jeśli daje butelkę). Takich sytuacji jest sporo. Sytuacji, w których to my powinniśmy trzymać się razem.

 

Dlatego jedyne, co możemy zrobić to zamiast krytykować, wbijać szpile i wywyższać się, spojrzeć na tę drugą z odrobiną ciepła, zrozumienia i powiedzieć jej „Nie martw się, ja też tak mam, będzie dobrze!”. Dziękuję, że los postawił na mojej drodze kobiety, które właśnie takie są. Takich sobie i Wam życzę. Taka chcę być.

 

Jeśli się zgadzasz, puść ten tekst w świat. Niech pozytywna energia wykończy to, co złe i pokaże, że matki nie muszą iść na noże, ale mogą się wspierać.

  • Majka

    Myślę, że część z tych kobiet to są mamy, które same nie czują się pewnie w swojej roli z różnych powodów. Niekiedy dostały po tyłku bo ktoś im powiedział, że dokonały złego wyboru. Ta presja jest wszędzie, wśród bliskich, w gazetach, w TV, nawet niekiedy w Twoich, jeśli nie postach, to komenatarzach pod nimi. A druga rzecz, to to, że dzieci są niejako „dobrem wspólnym” – kiedyś dzieci wychowywała „cała wieś” i to w nas zostało. Czasem wtrącanie się, a nawet krytyka są wyrazem troski. Co więcej, jeżeli ktoś umie ją przyjąć bez „olaboga biją mnie”, to czasem nawet coś wyciągnie dla siebie, zwłaszcza w rodzinie bo jak wiadomo genetyka to nie taka głupia nauka i doświadczenie teściowej z synem, może mieć odniesienie do wnuka. Po coachingowemu – prawdziwy problem jest w nas, że bierzemy to wszystko do siebie. A możemy nie brać. Tak naprawdę, jest własnie tak, jak napisałaś, że każda ma „swoje słabe strony” ale nawet nie dlatego, że mamy wady i słabości ale dlatego, że w postindustrialnym świecie nie ma już miejsca na życie idealne i zawsze, bez względu na to co wybierzemy, z czegoś będziemy musiały zrezygnować. Polecam książkę „W głębi kontinuum”, gdzie autorka porównuje życie mam, rodzin, dzieci w pierwotnej kulturze i naszej. Daje do myślenia.

  • Joanna

    Cieszę się, że podjęłaś temat karmienia butelką i cięcia cesarskiego. Mogę zaapelować do kobiet, czego niestety nie praktykuje się szkole rodzenia. Mianowicie, drogie Panie: nie wszystkie kobiety są w stanie karmić piersią, a jest to uwarunkowane hormonalnie. Jeśli przed zajściem w ciążę wykonacie badanie prolaktyny i wyjdzie ona niska, to choćbyście wydały krocie na poradnie laktacyjne, nie będziecie miały dużo pokarmu. Prolaktyna odpowiada za produkcję mleka, niski poziom oznacza, ze pokarmu będzie mało, poziom prolaktyny wysoki- dużo mleka. Gdy pediatra chciała mnie po przyjściu na świat dziecka wysłać do poradni laktacyjnej, od razu powiedziałam jej o moich wynikach badań, i że nie ma to sensu mojej sytuacji. Nie oponowała. Dwa miesiące korzystałam z laktatora, wspomagając się mlekiem modyfikowanym.
    Warto wiedzieć, ze w dawnych czasach, gdy kobieta nie miała pokarmu i nie znalazła mamki zastępczej, dzieci próboano ratować mlekiem krowim. Często niemowlęta, po nim dostawały biegunki, i umierały. Dziś żadne dziecko nie umrze z braku pokarmu, pamiętajmy o tym i doceniajmy ten fakt, zamiast dołować inne kobiety z góry zakładając, że są wygodne itp.
    Podobnie z cięciem cesarskim: nie u wszystkich kobiet będzie akcja porodowa. Czekałam do końca 42 tygodnia. W szpitalu okazało się, że łożysko się już starzeje, co groziło uduszeniem się dziecka. Wywołanie ciąży oksytocyną? Dziękuję bardzo, mało skuteczne. Zresztą siostra kilka lat wcześniej męczyła się tym wynalazkiem za mnie i końcu zrobiono jej cięcie. Co by się stało, gdybym nie poddała się cięciu? Straciłabym dziecko, bo czas już był na niego wcześniej, sądząc po jego pomarszczonej , wysuszonej skórze i długaśnych paznokciach. Tak, straciłabym dziecko jeszcze 100 lat wcześniej, dlatego doceniam zdobycze medycyny. I żadna mamka polka mnie nie wpędzi w komleksy, bo ja nie miałam wyboru. Cieszę się, że żyję w obecnych czasach i moje dziecko również.

    • Iggy

      Przykro mi to pisać, ale opowiadasz glupoty, ktoś przeczyta i to sobie weźmie do serca. Stężenie prolaktyny we krwi zmienia się dobowo, poza tym jej poziom sprzed ciąży nie ma absolutnie nic wspólnego z poziomem podczas karmienia. Sposób na niskie stężenie prolaktyny to częste przystawianie dziecka, szczególnie w nocy. Co do wywoływania porodu, robi się to na kilka sposobów – nie tylko syntetyczna oksytocyna, ale także tabletkami z prolaktyną na zmiękczenie szyjki macicy czy przez masaż błon płodowych. Cesarka to ostateczność. Twoje ciało i dziecko, twój wybór ale nie wprowadzaj innych w błąd.

      • Joanna

        Nie zamierzam polemizować z osobą, która wymyśla takie herezje, jak masaż błon płodowych, czy podawanie prolaktyny na zmiękczenie szyjki macicy. Zastanów się nad tym co piszesz, a najlepiej doczytaj, bo mylisz pojęcia i to są faktycznie bzdury.
        Istnieje natomiast masaż szyjki macicy, i podawanie prostaglandyn w celu jej zmiękczenia. Metody znam, pracuję w służbie zdrowia.
        Mój wpis miał dotyczyć docenienia zdobyczy medycyny, czego niestety brakuje współczesnym kobietom. I jak widać, po wpisie mojej poprzedniczki, tolerancji również.
        Natalio, Twój post jest bardzo trafny.

        • Iggy

          Ups, przejęzyczyłam się, miałam napisać prostaglandyny a z rozpędu napisałam prolaktyną. Co nie zmienia faktu, że mojej koleżance właśnie przez masaż poród wywołano. I to nie przez masaż szyjki a przez tzw. masaż błon, po angielsku nazywa się to membrane sweep: „(…)During an internal examination, she will try to insert a finger into the opening of your cervix (neck of your womb) and then gently but firmly move her finger around. This action should separate the membranes of the amniotic sac surrounding your baby from your cervix. This separation releases hormones (prostaglandins) which may kick-start your labour.” A o wpływie niskiej prolaktyny przed porodem na karmienie w życiu nie słyszałam, skąd wiadomo jak prolaktyna podniesie się po porodzie?

          • Joanna

            Informacje o poziomie prolaktyny, a wpływie na produkcję mleka dostępne są w internecie. Lekarze nie informuja o tym, gdyż są zobowiązani (i słusznie) do zachęcania karmienia piersią. Rozpowszechnianie takich informacji również nie leży w interesie poradni laktacyjnych.
            Jesteśmy różni, niektórym kobietom porody przychodzą lekko, innym trudniej, a niektóre trzeba mocno wspomagać, aby urodziły. Również mam koleżankę, która urodziła po podaniu oksytocyny. I znam sporo takich, które męczyły się wiele godzin, którym nic nie pomogło i w końcu wykonano im cesarskie cięcie.
            Uważam, że poród naturalny, jak i karmienie piersią są najlepszym rozwiązaniem.
            Tylko niepotrzebnie część kobiet jest wpędzana w kompleksy, gdy pomimo ich starań, poród kończy się cc, a po wielokrotnych próbach karmienia piersią pokarmu nie wystarcza.
            Niedawno w sąsiednim szpitalu, pomimo kilkukrotnych próśb położnicy o cc, , lekarz kontynuował akcję porodową. Skończyło się urodzeniem martwego dziecka, które zdążyło się udusić. Nie sądzę, aby kobieta była dumna z tego, że urodziła naturalnie.
            Nie popieram cc na żądanie, ale czasem trzeba umieć wybrać mniejsze zło, by uratować matkę lub dziecko.

  • Dokładnie, nie ma co się przejmować i … iść do przodu:) Swojego przodu 🙂 Przyznam, że i takie mamy dobrarada znam (choć mało!) i tak już jakiś czas po jej monologu żałuję, że nie powiedziałam jej co moje dzieci to już potrafią 😉 Ale podczas jej przechwalania czy dawania rad wciąż mam w głowie „a po co?, daj spokój” 🙂 Na szczęście tych drugich mam i znam zdecydowanie więcej 🙂

    • Natalia Sitarska

      Też tak myślę, że tych lepszych przykładów jest więcej 🙂 tego się trzymajmy 🙂

  • Jeszcze dobrze, gdy to jest po prostu jakaś znajoma… gorzej gdy najbliższa rodzina, od której raczej ciężko się odciąć :/

    • Natalia Sitarska

      oj tak, wtedy to przykra sprawa.. ale wtedy trzeba takiej osobie delikatnie pokazać, gdzie mamy jej opinię na pewne tematy 😉