Piątek. 18.00. Dworze Centralny. Pociąg. Ledwo kupiliśmy bilety. Tłok, nawet w pierwszej klasie. Uff, jak dobrze, że mamy wszystkie miejsca obok siebie. W wagonie jedzie głównie biznes –białe kołnierzyki, garnitury, laptopy, słuchawki. To nie jest dobra pora na podróż z dziećmi – wiem to. Zmęczone, ale jeszcze nie na tyle, by iść spać. Bez porannej energii i dobrego humoru. Maks głodny po przedszkolu. Jagoda zła, bo spała w korku w drodze na dworzec. Siadamy. Wiadomo – jesteśmy we czwórkę, z dwójką dzieci i TAK, jesteśmy głośniejsi niż pan z laptopem podróżujący w pojedynkę. Jagoda trochę mędzi. Kelnerce z Warsa przeszkadza wózek. Ktoś komentuje czy nie ma przedziałów dla rodzin z dziećmi? NAPRAWDĘ? Tak, są takie przedziały, mam ochotę odpowiedzieć, ale o dziwo WSZYSTKIE 3 SĄ JUŻ ZAJĘTE. Tak, oczywiście bym tam poszła, by nie patrzeć na te skrzywione spojrzenia. 4 godziny przed nami. Będzie wesoło!

 

Lotnisko. Poniedziałek. Nieduże miasto gdzieś w Polsce. Odprawa. Pusto, bo dziennie jest tylko kilka lotów. I znów: „O Jezu, znowu tyle dzieci!”. Bo my, bo jakiś chłopiec, po dziewczynka w różowej tutu. Skąd wiesz, jakie to dzieci? Po co komentujesz? A może to dziecko ma większe doświadczenie w lataniu po świecie niż Ty, co?

 

Muzeum. Zamek. Elegancja Francja. Nic nie dotykaj. Mów cicho albo w ogóle. Oglądaj. W MUZEUM JESTEŚ! Znudzony maks, który robi z błyszczącej podłogi lodowisko. I ja wspominająca te muzea i klasztory, w których ktoś pomyślała o dzieciach i rozstawił chociaż jakieś stanowisko do rysowania. Tu. Lepiej ciiiicho! Nie dotykaj.

 

Restauracja. Nie żadne Och Ach, jakiś sushi bar, gdzieś na osiedlu. Wchodzę sama. Sama z dwójką dzieci. Widzę już lekkie przerażenie kelnerki. Sos sojowy zabieram ze stolika obok, pałeczki też. Jakoś dziwnie straciła ochotę, by mnie obsługiwać. Czy moje dzieci darły się i rzucały jedzeniem? NIE.

 

Słucham czasem porad, że dziecko lepiej zostawić komuś pod opieką i zrobić pewne rzeczy samemu. Samemu do restauracji (OK, też uwielbiam), samemu na wakacje (czasem fajnie, ale nigdy nie zrozumiem tych, co większość wakacji spędzają bez dzieci), samemu w samolocie. I to co śmieszy mnie najbardziej  – samemu do sklepu i samemu do galerii handlowej. Bo to nie miejsce dla dziecka. To nie miejsce dla niemowlaka! „przecież Tata może się nim zaopiekować, a Ty pójdziesz na zakupy”. Dziękuję, jeszcze nie oszalałam. Ani przy jednym dziecku, ani przy drugim nie planowałam tracić czasu BEZ DZIECKA na chodzenie do Biedronki, Lidla czy Carrefoura. Naprawdę nadal wierzę, że są na świecie lepsze rozrywki. Czas bez dziecka wolę poświęcić na randkę z Ukochanym, kolację ze znajomymi, spotkanie z przyjaciółką, kino, pracę. Możesz przecież zamówić zakupy online? Po co z dzieckiem do sklepu idziesz? A może nie chcę zamawiać online? Czy NAPRAWDĘ jako matka zostaję pozbawiona wolnej woli nawet w tak banalnej dziedzinie jak zakupy?

 

Mam wrażenie, że świat oszalał. Nie znamy dziecka. Nie widzimy go nawet 10 minut. Nie znamy jego rodziców,  ani tego jak żyją, ale już zakładamy DZIECKO – RATUNKU BĘDZIE RYCZEĆ. Tak, wiem, są różne dzieci. Tak, wiem są różni rodzice i większość złych zachowań dziecka to wina rodziców. Zwykle się zgadzam, chociaż nie winię rodzica za każdy jęk, płacz i wybuch histerii. Mogę winić, gdy maluch ryczy godzinę, a rodzic NIC NIE ROBI. Niewielu takich spotkałam. Niewiele spotkałam drących się non stop dzieci, pieluch na stole, krzyczących, biegających. Oczywiście moje też czasem są zbyt głośno, czasem biegają, czasem zachowują się nieadekwatnie, ale zwykle da się ich uspokoić. A mam wrażenie, że 70% osób w restauracjach, sklepach, samolotach myśli: „ O NIE DZIECKO!”. Myśli i się krzywi. Nie znam go, nie zna nas. Ale łatka już przypięta. Ciekawi mnie wtedy. Czy widzieli kiedyś ludzi pijących alkohol? Chyba tak, nie? Różnie to bywa, prawda? Po alkoholu niektórzy się drą, inni tłuką szkło, ktoś kogoś pobił, ktoś wpadł pod stół, a ktoś niekulturalnie zaczepiał kelnerkę. Zakładam, że chociaż raz widziałeś, jak ktoś po alkoholu robi z siebie świnię. Może ja? Może Ty? Czy to powód, by bać się wszystkich, którzy w knajpie czy samolocie proszą o alkohol??? Nie zauważyłam!!! Tak jak nie wiesz, jak Kowalski zachowa się, jak wypije tak samo nie wiesz, jak zachowa się moje dziecko!

 

Powiem szczerze – nie podoba mi się to. Uwielbiam czas BEZ MOICH DZIECI. Uwielbiam czas z przyjaciółkami, z Łukaszem, ze znajomymi. BEZ DZIECI. Ale uwielbiam też czas z nimi. Z nimi chcę jechać na weekend i na wakacje. A czasem, nawet jak nie chcę, to po prostu MUSZĘ. I też mam prawo do pociągu / samolotu, mam prawo zjeść obiad w restauracji i nawet kolację. Nie patrzmy na dzieci jak na dzikie zwierzęta, które trzeba zamknąć w klatkach, przestańmy traktować matki z dzieckiem jako najgorszy gatunek klienta. Narzekamy na dzieci w miejscach publicznych. Z dziećmi plac zabaw i park. OK, też. Ale dzięki Bogu jeszcze transport publiczny i restauracje (większość) są dla wszystkich! A jeśli uważamy, że dzieci nie potrafią się zachować w przestrzeni publicznej, to może zaczniemy je tego uczyć? W domu jednak będzie ciężko symulować lot samolotem i 4 godziny w pociągu… Prawda?

 

Zdjęcie: http://www.stinkstackbeacon.com/2017/06/04/city-run-to-fund-childrens-prison/