„No tak, a oni znów w podróży! Ciągle gdzieś jeżdżą! Jeszcze na dobre nie wrócili, a już znów są w trasie! Czy Wy w domu nie potraficie usiedzieć? Pobylibyście trochę w Warszawie!”… Takie słowa słyszymy baaaardzo często! Od wszystkich – od rodziny, od znajomych, przyjaciół, od Was. Większość rozmów zaczyna się od krótkiego: „to gdzie teraz?”, a nawet mój 87-letni dziadek jak do mnie dzwoni, zaczyna od pytania: „GDZIE JESTEŚ?”. Gdy pada odpowiedź „w domu”, zwykle mocno się dziwi 🙂 To prawda, często nas nie ma. W samym 2017 w podróży spędziliśmy już prawie 90 dni na jakieś 180 od początku roku. Byliśmy w Tajlandii, w Japonii, w Rzymie, we Francji, na Półwyspie Gargano, na Suwalszczyźnie i Podlasiu były weekendy za miastem albo w naszym ulubionym Trójmieście, Wrocławiu, Poznaniu czy niedawno odkrytych Katowicach. To rodzi kolejne pytania, zwłaszcza od osób, które nas nie znają: „Gdzie oni pracują? Skąd mają na to pieniądze? Skąd mają CZAS?”. Takich pytań słyszymy sporo, chociaż myślę, że jeszcze więcej jest tych niewypowiedzianych, bo przecież głupio tak dopytywać …:)

 

Obserwując naszego bloga, a zwłaszcza obserwując Facebooka czasem możecie mieć wrażenie, że wcale nie pracujemy, tylko podróżujemy, jemy i spędzamy czas z dziećmi 🙂 Raz na pięknej plaży, raz w Bangkoku, raz sushi w Japonii, dzieci się bawią, a jak w Warszawie to też ciągle jedzą. Prawda o tym, jak wygląda nasze codzienne życie i jak wyglądają nasze podróże jest jednak inna…

 

Spokojnie  – nie powiem Wam teraz, że cały czas siedzę w Warszawie, a zdjęcia znajduję w Internetach lub jestem mistrzem Photoshopa 🙂 Nie powiem Wam też, że podróże są złe, głupie i wcale ich nie lubię, a jeździmy tylko dlatego, że musimy zbierać materiały na bloga. Nie wyznam nagle, że nienawidzę podróżować z dziećmi, a to wszystko tylko dla lajków (słyszałam kiedyś taką opinię!!!;))). Ale zdradzę Wam jedno: nasze podróże to nie tylko zwiedzanie, jedzenie, nowe miejsca, pyszne potrawy, które aż proszą się o zdjęcie na Instagram i beztroski czas z dziećmi. Nasze podróże niemal nigdy nie są tym, co większość z Was wyobraża sobie pod hasłem WAKACJE. I nie chodzi tu wcale o bloga, robienie zdjęć, zbieranie materiałów, wrzucanie postów na Facebooka czy Instagram – dla mnie to relaks i przyjemność, bo uwielbiam się dzielić tym, co ładne, piękne smaczne! 🙂 Ale do tego dochodzi to wszystko, co robimy w podróży, a czego na Facebooku czy na blogu nie widać.

 

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

 

Praca! Praca na swoim ma to do siebie, że jest z nami prawie zawsze. Chyba już nie pamiętam wyjazdu, podczas którego nie sprawdzałam maila. Nie pamiętam podróży, podczas której nie miałam żadnych obowiązków zawodowych – czy to z mojej agencji badawczej brainlab czy z DESEO. Za to pamiętam podróż do Wietnamu i moment, gdy w pokoju hotelowym nagrywałam film powitalny dla respondentów na forum dyskusyjne, które miałam zdalnie prowadzić. Pobyt w Niemczech podczas jarmarków świątecznych, gdy do późnych godzin nocnych przesiadywałam w recepcji, moderując forum o… walce z opryszczką. Pamiętam, gdy na lotnisku w Bangkoku rozmawiałam z jednym z moich kluczowych klientów i obiecywałam mu przesłanie poprawek do raportu za 2 godziny, modląc się o Internet w Birmie. Pamiętam raport z badania, który pisałam na plaży na Filipinach i projekt o świętach wielkanocnych, który prowadziłam w Japonii, siedząc nad komputerem do 3 czy 4 w nocy, gdy dzieciaki dawno spały. Mały domek na Olandii, w którym po nocach prowadziłam online projekt o tym, co jedzą Polacy i równocześnie zaczynałam drugi, o tym jak klienci korzystają z kanałów obsługi w banku. Scenariusze badań pisane na tarasie nad Jeziorem Garda czy w Positano. Pamiętam setki maili z wyjazdów, odebrane telefony, raporty, projekty i wszystko to, co robiłabym w Warszawie. Pamiętam wiadomości na Facebooku i listy w Excelu z nazwiskami osób, które zamówiły torty na Dzień Babci czy na Dzień Ojca.  Jedne ogarniałam podczas gorących poranków w Tajlandii, drugie nie tak dawno, we francuskiej Oksytanii, wyciągając komputer nawet wtedy, gdy na 15 minut wsiadaliśmy do auta. Komputer. Prawie zawsze ze mną. Pani Komputer – tak mówi na mnie Łukasz. Ja uważam inaczej – nie tracę czasu! Zawsze otwierałam komputer w pociągach, w samochodzie, czasem nawet w autobusie. Od czasu, gdy mam dwójkę dzieci, bloga i jestem zaangażowana mocno w 2 firmy – nie mam wyjścia. Mam podróże, które kocham, ale bardzo rzadko mam wakacje, na których nic nie muszę. Czy narzekam? Broń Boże – kocham to! Czasem tylko mam spadek formy, gdy znów śpię 4 godziny ;)))

 

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże, praca z dzieckiem u boku

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

 

Zdjęcia, które widzicie, nie zostały wykonane celowo do tego posta. To zdjęcia z różnych lat, z różnych podróży. Jedno jest pewne: niemal od zawsze jest ze mną ASUS. Teraz, bo firma ASUS kilka miesięcy temu wyposażyła nas w ultra cienkie i lekkie laptopy ZenBook UX410. Dla mnie idealne, bo nie mam biura i nie lubię pracować w domu – laptopa w torebce mam przez 80% czasu! Musi być lekki i poręczny! Musi też mieć dobrą baterię i długo wytrzymywać bez ładowania, bo czasem pracuję w dziwnych miejscach 😉 Na szczęście ZenBook UX410 ją ma. Ma też duży ekran (14 calową matrycę w 13 calowej obudowie) – więc pisanie, wybieranie zdjęć czy tworzenie postów na bloga jest wygodniejsze niż wcześniej – pomimo, że wcześniej też działaliśmy na ASUSach. Więcej informacji o zenbooku znajdziecie TU.

 

ASUS to też mój sentyment. Gdy w 2006 wyjeżdżałam na Erasmusa do Bilbao w Kraju Basków, właśnie ASUSA zakupiła mi mama. Był chyba dwa razy cięższy niż mój obecny, ale i tak potrafiłam nosić go w torbie, gdy w bibliotece pisałam pracę magisterską o nacjonalizmie baskijskim albo eseje po hiszpańsku na zajęcia podczas podróży autobusem na mojej ulubionej trasie Bilbao-San Sebastian. Minęło ponad 10 lat, a ASUS nadal ze mną i mam nadzieję, że jeszcze długo, długo będzie moim wsparciem w zdalnej pracy, bez której nasze życie nie wyglądałoby tak jak wygląda obecnie. Bez zdalnej pracy na pewno nie bylibyśmy w podróży tak często, więc będę ją chwalić do końca i na zawsze. Chociaż nie zawsze używamy ich do pracy…. 😉 Czasem do oglądania meczu polskiej reprezentacji, gdy właśnie stoisz w kolejce na prom z Gdyni do Karlskrony…:)

 

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

 

Z czasów mojego pierwszego ASUSA lubię wspominać jedną anegdotkę, która chyba definiuje całą mnie i definiuje nasze podróże. Gdy tak jeździłam z Bilbao do San Sebastian co weekend albo co drugi, zwykle miałam 1 godzinę, którą spędzałam w autobusie. Czasem spałam znużona chorobą lokomocyjną, ale czasem próbowałam tę godzinę czasu wykorzystać i zrobić coś pożytecznego. Np. przeczytać książkę po hiszpańsku, napisać pracę na zaliczenie. Po jednej z takich podróży, podszedł do mnie starszy pan i po hiszpańsku zagadał: „Has aprovechado el tiempo, no?” , czyli „Dobrze wykorzystałaś ten czas, prawda?”… do dziś jak mam dużo na głowie, lubię te wolne, nawet małe chwile wykorzystywać, by potem mieć więcej czasu na przyjemności, dla dzieci, dla siebie. I do dziś wspominam tego dziadka i jego słowa…. Aprovechar el tiempo – zapamiętajcie, przyda się i Wam 🙂

PS.Dajcie znać, ile jest tu osób, które tak jak my pracują również zdalnie, pracują w podróży i zabierają laptopa wszędzie 🙂

 

* post powstał we współpracy z firmą ASUS