Zdradzamy tajemnicę naszych częstych podróży…

28.07.2017
26

Kategorie: Podróże | Tagi: digital nomads, jak połączyć pracę i podróże, jak pracować w podróży, podróżowanie na swoim, praca w podróży, praca z dzieckiem u boku

„No tak, a oni znów w podróży! Ciągle gdzieś jeżdżą! Jeszcze na dobre nie wrócili, a już znów są w trasie! Czy Wy w domu nie potraficie usiedzieć? Pobylibyście trochę w Warszawie!”… Takie słowa słyszymy baaaardzo często! Od wszystkich – od rodziny, od znajomych, przyjaciół, od Was. Większość rozmów zaczyna się od krótkiego: „to gdzie teraz?”, a nawet mój 87-letni dziadek jak do mnie dzwoni, zaczyna od pytania: „GDZIE JESTEŚ?”. Gdy pada odpowiedź „w domu”, zwykle mocno się dziwi 🙂 To prawda, często nas nie ma. W samym 2017 w podróży spędziliśmy już prawie 90 dni na jakieś 180 od początku roku. Byliśmy w Tajlandii, w Japonii, w Rzymie, we Francji, na Półwyspie Gargano, na Suwalszczyźnie i Podlasiu były weekendy za miastem albo w naszym ulubionym Trójmieście, Wrocławiu, Poznaniu czy niedawno odkrytych Katowicach. To rodzi kolejne pytania, zwłaszcza od osób, które nas nie znają: „Gdzie oni pracują? Skąd mają na to pieniądze? Skąd mają CZAS?”. Takich pytań słyszymy sporo, chociaż myślę, że jeszcze więcej jest tych niewypowiedzianych, bo przecież głupio tak dopytywać …:)

 

Obserwując naszego bloga, a zwłaszcza obserwując Facebooka czasem możecie mieć wrażenie, że wcale nie pracujemy, tylko podróżujemy, jemy i spędzamy czas z dziećmi 🙂 Raz na pięknej plaży, raz w Bangkoku, raz sushi w Japonii, dzieci się bawią, a jak w Warszawie to też ciągle jedzą. Prawda o tym, jak wygląda nasze codzienne życie i jak wyglądają nasze podróże jest jednak inna…

 

Spokojnie  – nie powiem Wam teraz, że cały czas siedzę w Warszawie, a zdjęcia znajduję w Internetach lub jestem mistrzem Photoshopa 🙂 Nie powiem Wam też, że podróże są złe, głupie i wcale ich nie lubię, a jeździmy tylko dlatego, że musimy zbierać materiały na bloga. Nie wyznam nagle, że nienawidzę podróżować z dziećmi, a to wszystko tylko dla lajków (słyszałam kiedyś taką opinię!!!;))). Ale zdradzę Wam jedno: nasze podróże to nie tylko zwiedzanie, jedzenie, nowe miejsca, pyszne potrawy, które aż proszą się o zdjęcie na Instagram i beztroski czas z dziećmi. Nasze podróże niemal nigdy nie są tym, co większość z Was wyobraża sobie pod hasłem WAKACJE. I nie chodzi tu wcale o bloga, robienie zdjęć, zbieranie materiałów, wrzucanie postów na Facebooka czy Instagram – dla mnie to relaks i przyjemność, bo uwielbiam się dzielić tym, co ładne, piękne smaczne! 🙂 Ale do tego dochodzi to wszystko, co robimy w podróży, a czego na Facebooku czy na blogu nie widać.

 

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

 

Praca! Praca na swoim ma to do siebie, że jest z nami prawie zawsze. Chyba już nie pamiętam wyjazdu, podczas którego nie sprawdzałam maila. Nie pamiętam podróży, podczas której nie miałam żadnych obowiązków zawodowych – czy to z mojej agencji badawczej brainlab czy z DESEO. Za to pamiętam podróż do Wietnamu i moment, gdy w pokoju hotelowym nagrywałam film powitalny dla respondentów na forum dyskusyjne, które miałam zdalnie prowadzić. Pobyt w Niemczech podczas jarmarków świątecznych, gdy do późnych godzin nocnych przesiadywałam w recepcji, moderując forum o… walce z opryszczką. Pamiętam, gdy na lotnisku w Bangkoku rozmawiałam z jednym z moich kluczowych klientów i obiecywałam mu przesłanie poprawek do raportu za 2 godziny, modląc się o Internet w Birmie. Pamiętam raport z badania, który pisałam na plaży na Filipinach i projekt o świętach wielkanocnych, który prowadziłam w Japonii, siedząc nad komputerem do 3 czy 4 w nocy, gdy dzieciaki dawno spały. Mały domek na Olandii, w którym po nocach prowadziłam online projekt o tym, co jedzą Polacy i równocześnie zaczynałam drugi, o tym jak klienci korzystają z kanałów obsługi w banku. Scenariusze badań pisane na tarasie nad Jeziorem Garda czy w Positano. Pamiętam setki maili z wyjazdów, odebrane telefony, raporty, projekty i wszystko to, co robiłabym w Warszawie. Pamiętam wiadomości na Facebooku i listy w Excelu z nazwiskami osób, które zamówiły torty na Dzień Babci czy na Dzień Ojca.  Jedne ogarniałam podczas gorących poranków w Tajlandii, drugie nie tak dawno, we francuskiej Oksytanii, wyciągając komputer nawet wtedy, gdy na 15 minut wsiadaliśmy do auta. Komputer. Prawie zawsze ze mną. Pani Komputer – tak mówi na mnie Łukasz. Ja uważam inaczej – nie tracę czasu! Zawsze otwierałam komputer w pociągach, w samochodzie, czasem nawet w autobusie. Od czasu, gdy mam dwójkę dzieci, bloga i jestem zaangażowana mocno w 2 firmy – nie mam wyjścia. Mam podróże, które kocham, ale bardzo rzadko mam wakacje, na których nic nie muszę. Czy narzekam? Broń Boże – kocham to! Czasem tylko mam spadek formy, gdy znów śpię 4 godziny ;)))

 

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże, praca z dzieckiem u boku

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

 

Zdjęcia, które widzicie, nie zostały wykonane celowo do tego posta. To zdjęcia z różnych lat, z różnych podróży. Jedno jest pewne: niemal od zawsze jest ze mną ASUS. Teraz, bo firma ASUS kilka miesięcy temu wyposażyła nas w ultra cienkie i lekkie laptopy ZenBook UX410. Dla mnie idealne, bo nie mam biura i nie lubię pracować w domu – laptopa w torebce mam przez 80% czasu! Musi być lekki i poręczny! Musi też mieć dobrą baterię i długo wytrzymywać bez ładowania, bo czasem pracuję w dziwnych miejscach 😉 Na szczęście ZenBook UX410 ją ma. Ma też duży ekran (14 calową matrycę w 13 calowej obudowie) – więc pisanie, wybieranie zdjęć czy tworzenie postów na bloga jest wygodniejsze niż wcześniej – pomimo, że wcześniej też działaliśmy na ASUSach. Więcej informacji o zenbooku znajdziecie TU.

 

ASUS to też mój sentyment. Gdy w 2006 wyjeżdżałam na Erasmusa do Bilbao w Kraju Basków, właśnie ASUSA zakupiła mi mama. Był chyba dwa razy cięższy niż mój obecny, ale i tak potrafiłam nosić go w torbie, gdy w bibliotece pisałam pracę magisterską o nacjonalizmie baskijskim albo eseje po hiszpańsku na zajęcia podczas podróży autobusem na mojej ulubionej trasie Bilbao-San Sebastian. Minęło ponad 10 lat, a ASUS nadal ze mną i mam nadzieję, że jeszcze długo, długo będzie moim wsparciem w zdalnej pracy, bez której nasze życie nie wyglądałoby tak jak wygląda obecnie. Bez zdalnej pracy na pewno nie bylibyśmy w podróży tak często, więc będę ją chwalić do końca i na zawsze. Chociaż nie zawsze używamy ich do pracy…. 😉 Czasem do oglądania meczu polskiej reprezentacji, gdy właśnie stoisz w kolejce na prom z Gdyni do Karlskrony…:)

 

praca w podróży, jak pracować w podróży, ASUS, podróżowanie na swoim, jak połączyć pracę i podróże

 

Z czasów mojego pierwszego ASUSA lubię wspominać jedną anegdotkę, która chyba definiuje całą mnie i definiuje nasze podróże. Gdy tak jeździłam z Bilbao do San Sebastian co weekend albo co drugi, zwykle miałam 1 godzinę, którą spędzałam w autobusie. Czasem spałam znużona chorobą lokomocyjną, ale czasem próbowałam tę godzinę czasu wykorzystać i zrobić coś pożytecznego. Np. przeczytać książkę po hiszpańsku, napisać pracę na zaliczenie. Po jednej z takich podróży, podszedł do mnie starszy pan i po hiszpańsku zagadał: „Has aprovechado el tiempo, no?” , czyli „Dobrze wykorzystałaś ten czas, prawda?”… do dziś jak mam dużo na głowie, lubię te wolne, nawet małe chwile wykorzystywać, by potem mieć więcej czasu na przyjemności, dla dzieci, dla siebie. I do dziś wspominam tego dziadka i jego słowa…. Aprovechar el tiempo – zapamiętajcie, przyda się i Wam 🙂

PS.Dajcie znać, ile jest tu osób, które tak jak my pracują również zdalnie, pracują w podróży i zabierają laptopa wszędzie 🙂

 

* post powstał we współpracy z firmą ASUS

 

  • Staram się na urlopie robić tylko to, co konieczne. Ale nie powstrzymam się przed robieniem zdjęć, kiedy jak nie w momencie gdy jestem zrelaksowana, opalona i pełna energii. Towarzyszy mi też smartfon, gdzie zerkam na maile.

    • 🙂 a ja właśnie przy całym tym byciu online jakoś rzadko sprawdzam maile na smartfonie 🙂 chyba bardziej smartfon do przyjemności, zdjęć, instagramów, facebooków komentarzy, a komputer do pracy 🙂

  • ja zawsze sobie powtarzam, że na kolejny wyjazd nie bierzemy laptopa a i tak wychodzi inaczej, bo zawsze jest coś do zrobienia 😉 Takie uroki blogowania i pracy 🙂

    • Ja chyba sobie teraz nie wyobrażam już 🙂 dla mnie urlop był w Tajlandii jak poza blogiem przez 2 tygodnie nie miałam prawie żadnej roboty z deseo i z brainlabu 😉 w Japonii za to miałam zdecydowany przesyt roboty 😉 teraz ruszamy w pon i chciałam podomykać tematy, ale niestety jeden raporcik nade mną wisi, bo dziś mi się opieka do Jagody wysypała;)

      • ale macie kamper z WiFi, prawda? ;)))
        Czasami mi sie jednak marzy taki weekend zupełnie oderwany od komputera i internetu..

        • Czasem można by srpóbować, ale chyba bym tęskniła za wrzucaniem fotek ;)))) mamy telefony, więc będzie net 🙂

  • Szczerze Cie podziwiam! Za wszystko. Za zaangażowanie w pracy, w bloga, za miłość do podróży i to jak potrafisz znaleźć złoty środek w byciu mamą i kobietą pracującą. Jesteś inspiracją, wiesz? 🙂 Serdeczne uściski!

    • Dzięki Kinga za te miłe słowa :))))

  • Marika

    Podziwiam i zazdroszczę elastyczności. Niby też mam wolny zawód, ale do efektywnej pracy potrzebuję swojego biurka (dużego monitora i pełnej klawiatury), ciszy i spokoju. Niby coś tam mogę podłubać na laptopie z doskoku na wyjeździe, ale na pewno nie jest to wtedy pełnowartościowa praca – męczy mnie to wtedy i stresuje. Dlatego u mnie – niestety – sprawdza się wyraźny podział na pracę i wolne.

    • U mnie też czasem potrzeba ciszy i spokoju, stąd robota w nocy 🙂 no i powiem szczerze, że przy całym tym łaczeniu różnych ról, cieszy mnie jak we wrześniu jagoda pójdzie do żłobka, a ja w spokoju usiądę na kilka godzin ciurkiem, by przy kawie popracować 😉 (biura nie mam, więc albo pracuję u nas w deseo albo po kawiarniach;))

  • Mam podobnych zdjęć cała masę. Nawet dziś fb mi przypomnial fote sprzed 5 lat gdzie B pracuje w towarzystwie kucyka;)

    • 🙂 dokładnie :))) bawi mnie, jak ktoś skomentował, że ten post to wielki product placement, bo tylko jedna fota chyba powstała celowo pod post, a cała reszta wygrzebana właśnie z wspomnień z różnych lat 🙂 a co poradzę, że zawsze wiernie ASUS 😉 ale kto tego nie robił, nie zrozumie 🙂

  • Joanna Sadłowska

    Też tak mamy 🙂 A dzięki możliwości pracy na swoim, mogliśmy przeprowadzić się w ukochane Karkonosze 🙂

    • 🙂 to też niesamowita możliwość 🙂

  • Powoli przymierzam się do zdalnej pracy i bardzo chciałabym połączyć ją właśnie z podróżowaniem. Jesteście dla mnie wielką inspiracją i bardzo podziwiam Cię Natalia, że potrafisz połączyć to wszystko. Ja się dopiero uczę… 🙂 pomijając samo podróżowanie, bo to akurat wydaje mi się łatwe. Bo w podróży potrafię zrobić czasem więcej niż w domu, ale uczę się pracy przy córce. Moje dziecko jak widzi, że chcę coś zrobić na komputerze od razu też chce. noooo, a 15 miesięcy to chyba zbyt mało na własnego asusa 😛

    • :))) moje też się już chce dorwać do laptopa, a dopiero 10 miesięcy na koncie:) trzymam kciuki za Twoją zdalną pracę 🙂 moja Jagoda od września zaczyna karierę żłobkową, bo dłużej pracować tylko podczas jej drzemek nie dam rady 😉 blog OK, ale mój wspólnik już czeka na moją dyspozycyjność 🙂

  • Michał Szubryt

    Ja też zawsze komputer przy sobie, w dodatku ASUS 🙂 Internet też koniecznie no i gniazdko, akumulator zapasowy, przetwornica w samochodzie, słuchawki z redukcją szumów i notes który zastępuje drugi monitor 🙂 Rodzina za tym nie przepada ale nie mam jak zostawić firmy także podróżujemy wszyscy razem z komputerem 🙂 A sytuacja która zostaje w pamięci to przygotowywanie arkusza kalkulacyjnego na jachcie przy wietrze 7B na Atlantyku w okolicach Kanarów. Psy szczekają – karawana idzie dalej czyli sztorm, nie sztorm ale pracować trzeba 🙂

    • :))) takie wspomnienia są najlepsze 🙂 co kto lubi – my wolimy częściej podróżować, a jednak pracę zabrać 🙂 przetwornicę też mamy w samochodzie :)))

  • Wlodzimierz Klonowski

    Zawsze staram się łączyć wyjazdy konferencyjne ze zwiedzaniem i ewentualnie z krótkom urlopem wypoczynkowym. Ostatnio jednak dyrekcja Instytutu odmawia nie tylko niewielkiego chocby dofinansowania ale także urlopu służbowego na czas konferencji (oczywiście nie na czas wypoczynku) chociaż mam invited presentation pod afiliacją Instytutu, nie płacę więc wpisowego etc. a wyjazd finansuję z prywatnych pieniędzy gdy mnie na to stać. Przepisy prawa pracy w tych sprawach są dla urzędników i robotników a nie dla naukowców. To wszystko jest coraz bardziej chore…

    • Takie łączenie rzeczywiście jest fajne.. szkoda jechać w ciekawe miejsce i nic nie zobaczyć 🙁

  • W sumie to Was rozumiem. Ja niestety zamiast laptopa mam telefon (w sumie to dwa), z którymi nawet na urlopie się nie rozstaje. By mieć święty spokój od pracy muszę wyjechać na totalne bezludzie lub w miejsce gdzie jakimś cudem nie mam ani zasięgu, ani internetu.
    Żałuję tylko, że nie mam bardziej mobilnej pracy – mogłabym podróżować jeszcze więcej 😉

    • Chyba coraz trudniej znaleźć takie miejsca 🙂 chociaż na pewno się da.. chociaż mnie chyba by ten brak kontaktu obecnie irytował – również z uwagi na bloga 🙂 jak chcę wrzucić post czy zdjęcie, a nie mogę, zwykle się wkurzam ;)))

  • Na wyjazdy rowerowe nie zabieram laptopa, bo jeżdżę najczęściej sam i nie chce mi się go pilnować non stop. Ale maile czy sociale – to ogarniam bez większej zwłoki (zwłaszcza maile).

    Podziwiam Was, że potraficie to wszystko trzymać w ryzach i ogarniać. Ja sam mam problem z czasem przeciekającym przez palce.

    • Łukasz mówi, że to moja zasługa 😉 wiesz – piątkowa uczennica, która zawsze odrabia pracę domową 😉 teraz siedzimy przy winie (ja przy wodzie) przy naszym kamperze gdzieś nad morzem w Sobieszewie, a ja z komputerem na kolanach 🙂 ale za to pójdę spać z poczuciem, że wszystko ogarnięte 😉

  • Joanna

    Wiesz, a ja nie mam takich myśli, jak Ci ludzie o których piszesz. Wystarczająco długo żyję, że zdaję sobie sprawę z tego, że musicie wkładać ogromny wysiłek w pracę, aby móc finansować tak częste i kosztowne podróże. I zdecydowanie większy, niż ja etatowiec 🙂 Szacun dla Was za prowadzenie aż tylu przedsięwzięć. Ale ja, nawet gdybym nie pracowała, to nie dałabym fizycznie rady aż tyle podróżować. Choć podróże lubię i mam kolejne plany dokąd pojechać. P. S. Gdy opowiadałam o Was mojej koleżance, to ta od razu stwierdziła, że musicie być dziećmi znanych i bogatych osób, bo to niemożliwe, żeby szary obywatel mógł mieć tyle czasu i pieniędzy.

    • :)))) dzieci znanych i bogatych to brzmi ciekawie 🙂 rozczaruję – moja mama była informatykiem w banku (od stycznia na emeryturze – kurka aż mi się to dziwnie pisze;)), a Łukasza rodzice – nauczycielka i komandor w wojsku 🙂 dużo pracujemy, procentuje też praca i inwestycje włożone w bloga, bo to teraz nam pomaga finansować część podróży – np. kamper pojawił się u nas w ramach współpracy, we Francji byliśmy na zaproszenie regionu, itd 🙂