Nadal jestem sobą – moje dzieci z tego powodu nie cierpią!

10.07.2017
30

Kategorie: Bez kategorii | Tagi: dobra matka, jestem mamą, jestem sobą, macierzyństwo, mama, zła matka
macierzyństwo, mama, dobra matka, zła matka, być mamą, być sobą

Rok 2009, lipiec. Cześć! To ja. Natalia. 3 miesiące temu poznałam mężczyznę mojego życia – tak mi się w każdym razie wydaje – zobaczymy! Mam świetną pracę – uwielbiam robić to, co robię, mam super szefową, fajnych ludzi wokół, pracuję z przyjemnością, dużo wyjeżdżam, rozmawiam z ludźmi, obserwuję. Po pracy? Uwielbiam spotykać się ze znajomymi. Chodzić po knajpach. Uwielbiam imprezy trwające do rana. Uwielbiam podróże. Te dalekie i te krótkie, choćby na weekend, choćby Kazimierz Dolny, Trójmiasto czy Wrocław. Weekendów nigdy nie spędzamy w domu – jeśli Warszawa, to imprezy, znajomi, jedzenie na mieście, leniwe włóczenie się po stolicy. Jeśli wyjazd to już w piątek i powrót w poniedziałek rano, prosto do pracy. Chyba mogę powiedzieć, że jestem towarzyska. Lubię mieć wokół siebie ludzi. Uwielbiam spędzać czas z kimś!

 

Rok 2012, lipiec. To ja. Natalia. Mój synek ma już rok. Jest cudowny! Uwielbiam spędzać z nim czas, uwielbiam te małe rączki, które mnie przytulają, te nieporadne pierwsze kroki, ten zachwyt wszystkim, co nowe… Ale podskakuję z radości, gdy jedziemy SAMI, ze znajomymi na Openera! Mam 28 lat. Wreszcie po ciąży i rocznym karmieniu piersią napiję się piwa! Wreszcie wyjedziemy bez dziecka! Cieszę się na maksa. Na co dzień? Nadal robię to, co kocham. Maks chodzi do żłobka. Popołudniami? Place zabaw, spacery i kawiarnie przyjazne dzieciom, ale nadal uwielbiam chodzić na sushi z przyjaciółkami, spotykać się ze znajomymi na dłuuugie kolacje i nie mogę się doczekać, gdy znów będę mogła trochę poimprezować. Aha, zmieniłam pracę – nadal jestem badaczem, powoli rozkręcamy swoją firmę. Nadal uwielbiam moderować i prowadzić projekty badawcze!

 

Rok 2017, lipiec. To ja. Natalia. Zaraz kończę 33 lata! Bardzo zaraz – jutro! Mam już dwoje dzieci. Maks ma 6 lat, a Jagoda niedawno skończyła 9 miesięcy. Są cudowni, nie wyobrażam sobie już życia bez nich – ciszy, pustki, braku tego uśmiechu najpiękniejszego na świecie i miłości bezwarunkowej. Ale wiesz co? Nadal uwielbiam też moją pracę, chodzenie po knajpach i nie mogę się doczekać aż wreszcie pójdę na imprezę bez konieczności powrotu o 1.00, bo babcia już zmęczona i chce do domu, a tak poza tym boi się, że Jagoda obudzi się na „cycka”… Nadal uwielbiam spotykać się ze znajomymi, nadal wychodzimy czasem z domu i wracamy następnego dnia (z dziećmi!), nadal włóczymy się po knajpach. Nadal kocham swoją pracę, a nawet 3 – badania, DESEO i bloga. Uwielbiam satysfakcję, którą mi przynosi dobre poprowadzenie trudnego projektu, moich respondentów i wyzwania. Tak strasznie lubię dla Was pisać – najlepiej przy kawie, gdzieś na mieście, najlepiej bez dziecka. Przy nich nie potrafię zebrać myśli tak dobrze jak wtedy, gdy jestem sama. Lubię siebie z dziećmi, lubię siebie jako mamę, ale nadal lubię siebie bez nich. Czas bez nich. Uwielbiam nas we dwoje – czas, w którym trochę cofamy się w przeszłość – czekam na niego z utęsknieniem…

A potem słyszę te wszystkie komentarze „dobrych matek”… O tym, że dobra matka z dzieckiem chodzi na plac zabaw czy do parku, a nie do knajpy na plotki z koleżankami. Dobra matka piątkowe wieczory spędza zawsze w domu i czeka aż dzieci dorosną, by razem wychodzić na nocne spacery. Dobra matka się poświęca i rezygnuje ze swoich przyjemności. Zabiera dziecko nad morze, by mu było dobrze, a nie ciągnie do obcych krajów, chociaż tak lubiła podróżować. Nie wychodzi na imprezy – przecież matce nie wypada pić wina i tańczyć na stole! A tak w ogóle imprezy już jej nie bawią – ma przecież dzieci! Kiedyś lubiła? Dawno i nieprawda. Dobra matka bez dzieci nie wyjeżdża – w końcu chciała dziecko nie po to, by oddawać je innym pod opiekę. Do żłobka nie puszcza, bo za małe – najwyżej wróci potem do pracy – nieważne, że kiedyś lubiła pracować i mówili, że bystra, inteligentna i daleko zajdzie. Dobra matka za bardzo pracy nie lubi – przecież skupia się na dzieciach. Dużo czasu spędza w domu, bo dzieci tego potrzebują. Już nie umawia się tak ze znajomymi, nie wychodzi z przyjaciółkami, bo przecież karmi, bo nie ma komu malucha zostawić, a ze sobą nie weźmie, bo gdzie z takim maluszkiem do knajpy? Zwariowałaś?!? Mężowi zostawić? Nie, nie, przecież taki maluch musi mieć mamą non stop przy sobie.

 

Patrzę wtedy na taką dobrą matkę i tak się zastanawiam: kim była wcześniej? Czy jeszcze to pamięta? Czy nadal jest sobą? Tą dziewczyną sprzed 5 czy 10 lat? Czy teraz jest już MAMĄ i o tamtej całkiem zapomniała? Czy ona naprawdę po urodzeniu malucha przestała lubić to wszystko, co lubiła wcześniej? Jakim cudem???

 

Być może są kobiety, które rzeczywiście wraz z narodzinami pierwszego dziecka doznają totalnej wewnętrznej przemiany. Jeśli taka jesteś Ty i Tobie z tym dobrze, to ciesz się i korzystaj – pamiętaj tylko, że dziecko kiedyś dorośnie i fajnie będzie mieć coś swojego. A jeśli rezygnujesz z wszystkiego nie dlatego, że lubisz, tylko z uwagi na dobro dziecka? Odpuść! Nie rezygnujmy z siebie dla naszych dzieci. Kochajmy je do szaleństwa, ale kochajmy też trochę siebie. Nie rezygnujmy z tego, co lubiliśmy. Zdecydowanie zbyt często słyszę: „no kiedyś to lubiliśmy..”, „kiedyś to podróżowaliśmy, ale wiesz teraz.. dzieci”, „ z żoną rzadko wychodzę – ona nie lubi dziecka zostawiać, nawet z babcią. Niemowlę? Nie, nie, mały ma już 4 lata!”.. „z mężem? On tyle pracuje, że potem chce spędzać czas rodzinnie, też z synem, nigdy nie zaproponuje byśmy poszli gdzieś we dwoje”, „imprezy? No co TY! Teraz to tylko do 20.00, potem kładziemy dzieci spać!”….  Ja mówię nie! Kocham moje dzieci nad życie, ale kocham też ojca tych dzieci, moje życie, moją pracę. Uwielbiam czas z nimi, ale czasem  mam ochotę na kolację ze znajomymi, wino, imprezę i wyjście bez dzieci. Na zrobienie czegoś tylko dla siebie. Na zakupy bez wózka i uciekającego kilkulatka z lekkim zakupoholizmem. Na wyjazd bez nich też mam ochotę i nie boję się tego powiedzieć. Pojadę. Wkrótce.  Nie chcę, by ktoś decydował za mnie co powinnam i co mi wypada, bo jestem mamą. Nie chcę być tylko „mamą Maksa i Jagódki”. Natalia. To nadal ja. Nadal jestem sobą.

 

Udostępnij ten post, jeśli czujesz tak samo!

  • Ola

    Siemka, nie jestem mamą, ale chciałabym właśnie być taka jak piszesz. Być mamą i Olą, Aleksandrą, szczęśliwą. Zaciekawiło mnie jednak coś innego w tym artykule. Jakie badania prowadzisz, czym się w ogóle zajmujesz? 😀

    • Jestem socjologiem i badaczem rynku 🙂 kilka lat w TNS Polska (kiedyś TNS OBOP -czyli znany od lat Ośrodek Badania Opinii Publicznej), a od 2012 w swojej firmie 🙂 prowadzę badania jakościowe (czyli wywiady indywidualne i grupowe) na różne tematy – usługi bankowe, telekomunikacja, zakupy, zwyczaje świąteczne, czasem jakieś dla branży farmaceutycznej,czasem testy reklam 😉 przeróżne – bardzo lubię:)

  • Emalia

    Jestem w pierwszej ciąży, dużo podróżuję, uwielbiam spotykać się ze znajomymi i mało siedzę w domu. Jestem w 6 miesiącu ciąży: łaziłam po Karkonoszach, zjechałam południowe Włochy, byłam w Bośni i w Paryżu. Twój blog daje mi nadzieję, na to że można nie zapomnieć o sobie w macierzyństwie. I że nie każdej kobiecie mleko zalewa mózg! A szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.

    • Życzę Ci by nadal tak było jak urodzisz, ale z takim podejściem na pewno będzie super 🙂

  • Marlena

    Zgadzam się w 100%. Jestem mama od 2,5 roku.
    Wróciłam do pracy mój syn najpierw chodził do żłobka, teraz do przedszkola.
    Jak miał 0,5 roku wyjechaliśmy sami we dwoje do Mediolanu.
    Zabieramy go i w podróże ( Izrael, Gruzja, Chorwacja, Zakopane) i do knajp, wieczorami nad Wisłę.
    I choć życie oczywiście nie jest takie jak przed, ale nawet jest bogatsze o kogoś nowego do kochania. Ja cały czas jestem sobą, lubię, teatr,książki, wino, muzykę , podróże i przez to może jestem nawet lepsza mama niż gdybym siedział z nim 24h i łatwo wpadała w złość i była ciągle nieszczęśliwa.

    • oj tak, myślę, że to poświęcenie i decyzja, że tylko plac zabaw, park i wieczory z dzieckiem to dla wielu źródło frustracji :/

  • Natalia, super, że o tym napisałaś! Ile osób było zaskoczonych, że widzi mnie na imprezie samą, chociaż 8 tygodni wcześniej urodziłam Basie albo, że zdecydowaliśmy się lecieć wszyscy razem na weekend do Londynu gdy miała 2,5 miesiąca. Widziałam wszystkie zaskoczone i wydaje mi się, że lekko krytyczne spojrzenia wysyłane w moją stronę. Często zdarza mi się spotkać parę, która przestała być po prostu dziewczyną i chłopakiem, a zostali na pełen etat mamą i tatą. Ja nie chcę, żeby tak było. Nadal jeździmy na weekendy sami, wychodzimy do knajp i do kina. Nie wstydzimy się prosić jednej czy drugiej babci, żeby została z Basią na noc, zatrudniliśmy też nianię, żebyśmy oboje mogli realizować swoje plany i marzenia (które w moim przypadku zdecydowanie wykraczają poza bycie tylko i wyłącznie mamą). Rozumiem, że są kobiety, które się całkowicie spełniają tylko w tej jednej roli i to jest ok, nie wszyscy przecież muszą chcieć podróżować, prowadzić biznes czy bloga, ale nie rozumiem jak można „porzucić” swojego faceta na rzecz dziecka. Co niestety często ma miejsce wśród osób, które spotykam, jednak ja bardzo dbam, żeby u nas tak nie było! No i na koniec, wiadomo – po co dzieciaka do tej Australii ciągnąć! 😉

    • dokładnie 🙂 dla mnie hitem była para, o której opowiadała mi znajoma – oni do siebie nawet zaczęli mówić per mama i per tata! Masz rację – plany na życie każdy ma inne, ale temat „porzucenia męża” na rzecz dziecka też się zdarza.. i to już kompletnie niezrozumiałe :/ wiadomo – bywają trudne momenty, gdzie człowiek pada na twarz i nie ma ochoty na randki i inne amory, ale kurka nie jak się ma jednego 4 latka w domu (real story).. pozdrowienia dla Was i musicie kiedyś wreszcie wpaść na lody/ ciacha jak będzie to się dziewczyny zapoznają może;)

  • Justyna

    Witaj, wszystko pięknie – ładnie, ale nie każdy ma babcię na wyciągnięcie ręki, jeszcze chętną aby popilnować dzieci, bo córka jej chce poimprezować…Co byłoby, gdybyś nie miała opieki? Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie każdą fajną mamę stać na wynajem opiekunki na każde wieczorno – nocne wyjście, na każdą wycieczkę? Bardzo dobrze, że masz możliwość darmowej pomocy, ale co będzie, kiedy babcia powie „nie”, a pieniędzy przeznaczonych na wycieczkę nie wystarczy na opiekunkę? Czy nadal będziesz Natalią?

    • Zuz

      Jeej… Ale jestes smutna. Dlaczego autorka ma sie zastanawiac co by bylo gdyby? Powodzi jej sie w zyciu, wiec korzyta udogodnien 🙂 powinna sie zamartiwac co inne namny sa w mniej komfortowrj sytuacji? Po za tym nie przesadzaj, pieniadze na opiekunke na jeden wieczor to grosze… Czesto mlode dziewczyny chcace dorobic chetnie podejma sie opieki na dzieckiem za niewielka sume.
      Podsumowujac chcacy znajdzie sposob, niehcacy znajdzie powod. 🙂
      Trzymam kciuki za Ciebie Natalio, zawsze badz soba 🙂 mam nadzieje ze tez bede taka supermama, a nie chodzaca frustracja 🙂

      • Ja też myślę, że jak się chce kogoś znaleźć do pomocy to się uda – można też się z koleżanką, która ma dziecko umówić -raz Ty, raz ja – różne są sposoby…
        Zuz – nie uważam się za supermamę, ale na pewno za szczęśliwego człowieka – i tego się będę trzymać i tego też Tobie życzę 🙂

        • Zuz

          Ja uwazam cie za supermame i przyklad tego jak szczesliwa mama jest niesamowitym skarbem dla dziecka 🙂 moja mame dopadla frustracja poporodowa przez glupie rady „zyczliwych”. Przestala uprawiac sport, podrozowac i pracowac bo za wszelka cene chciala byc matka idealna, matka swojego dziecka i nikim innym, bo tak jej wmowiono. To bylo bardzo zle… Mimo faktu ze mama poswiecala mi duzo czasu, zawsze mialam zdrowo skomponowane posilki, wyprane i wyprasowane ubranka i mame na kazde zawolanie, czulam ze mama jest nieszczesliwa i ta jej frustracja przechodzila na mnie. I nie, nie krzyczala, nie byla niemila, ja po prostu czulam ze cos jest nie tak, taki szosty zmysl, empatia, nie wiem jak to nazwac.
          Wszystko zmienilo sie kiedy mama zaczela brac sprawy we wlasne rece i zaczela zyc swoim zyciem. Mialam jakies 9 lat, mama poszla do pracy na pol etatu, zaczela spotykac sie z kolezankami, chodzic na fitnes 🙂 Ten okres wspominam bardzo dobrze, stalismy sie bardziej zzyta pozytywna rodzina. Mama emanowala szczesciem, a ja bylam szczesliwa widzac moja mame szczesliwa. Teraz rozmawiajac z moja mama, ona zawsze podkresla jak wazne jest aby nie zwariowac po porodzie i zyc zyciem, ktore daje nam szczescie, a nie takim jakie chca widziec inni 🙂
          Jeszcze raz pozdrawiam i gratuluje podejacia.

          • Wow, niesamowite to, co piszesz! Piszesz, że mama się zmieniła jak miałaś 9 lat – czyli już wcześniej czułaś, że nie jest szczęśliwa i coś jest nie tak? Jesteś zatem potwierdzeniem teorii – najlepszym, bo z innej strony 🙂

          • Zuz

            Tak, czulam. Pamietam mame, ktora o mnie dbala i zawsze przy mnie byla ale to ja dusilo i moja dziecieca wrazliwosc to widziala. Dla dziecka rodzic jest calym swiatem i on chce aby ten swiat byl szczesliwy. Dzieci maja szosty zmysl 😉 Pewne wzorce przejmuja od rodzicow jak na przyklad czerpanie radosci z zycia. Jaki przyklad moze dawac matka lub ojciec ktorzy sa sfrustrowani i nieszczesliwi. Szczesliwa mama to najlepsze co dziecko moze dostac od zycia.

          • Bardzo się z Tobą zgadzam i cieszę się, że pokazujesz perspektywę dziecka :)) pozdrowienia serdeczne:)

    • Emila

      Właśnie tego aspektu zabrakło mi w powyższym wpisie. Przed urodzeniem synka często chodziliśmy do teatru i kina. Teraz tego nie robimy. Nie przesiadujemy ze znajomymi po nocach przy dobrym winie. Wybieram spokojny wieczór z rodziną bo wiem jak synek się męczy gdy nie może zasnąć w obcym miejscu. Nie chodzę na całonocne imprezy po których nastepny dzień nie byłam w stanie podnieść głowy;) Tęsknię za winem, ale świadomie wybrałam karmienie piersią. Nie mam mamy na podorędziu i nie chcę żeby mój syn był wychowywany przez obcą osobę. Czy to znaczy że nie jestem sobą? A może to nowa, lepsza JA. Nie tak bardzo skupiona na swoich potrzebach i odpowiedzialna za przyszłość tego małego człowieka.

      • Ania

        Zgadzam się z Emilia! Do tego dziewczyny, zamiast wspierać się wzajemnie w swoich wyborach nazywają te, które wybrały nowe,spokojniejsze życie – smutnym kurami domowymi. Życie to sztuka kompromisu, grunt, to żeby nam było dobrze z naszymi zyciowymi wyborami i szlag mnie trafia, gdy mamy imprezujące patrzą z politowaniem na te zostające w domu, mamy pracujace na te,które zostały w domu. I vice versa.. ludzie, trochę zrozumienia i empatii poproszę!

        • Zuz

          Nikt nie nazywa smutnymi tych, ktore sa szczesliwe ze swoimi wyborami… Smutne sa te, ktore swoja frustracje wyladowuja na innych i wiecznie widza wszystko w czarnych barwach. Takie kobiety naprawde zniechecaja do macierzystwa.

          • o to to! Uważam, że są kobiety stworzone do bycia właśnie takimi Herami – boginiami domowego ogniska – jeśli to je uszczęśliwia, super.. gorzej właśnie jeśli są smutne i sfrustrowane, bo dziecko i już nie mogę tego i tamtego..

    • Mam jedno dziecko, babcie mieszkają daleko, ale jednak dajemy radę gdzieś wyjść od czasu do czasu. Opiekunka na kilka godzin to nie majątek, przecież nie chodzi o wyjście w każdy weekend. Nasz styl podróży też się nie zmienił od lat, jeździmy wszędzie – zrezygnowaliśmy tylko z wyjazdów w rejony malaryczne gdy Młody był za mały na profilaktyki.

  • Xzaara

    Wiele w tym racji trzeba mieć swoje pasje, plany, marzenia i trochę egoizmu żeby pomyśleć o sobie, oderwać się od codzienności, ‚podładować baterie’ i mieć znów pozytywną energię dla rodziny. Z drugiej strony każda mama podejmuje własne wybory i musi mieć to wewnętrzne przekonanie że to co robi jest najlepsze dla niej i rodziny. Ja wróciłam do pracy po roku, oddałam dziecko do żłobka i nie żałuje tej decyjzji, lubię to co robię. Jednak rozumiem też mamy które poświęciły pracę na rzecz wychowawczego, jeśli dziewczyna całe życie pracowała w mięsnym, supermarkecie albo była super ekstra korpo-laską to może chce teraz nacieszyć się domowym zaciszem i zobaczyć jak jej dzieckoz przy niej dorasta, drugiej takiej okazji nie będzie. Po wychowawczym też można znaleźć pracę, może nawet lepsza od poprzedniej i jeszcze w spokoju nacieszyć się życiem zawodowym. Szanujmy się nawzajem, szanujmy swoje wybory i sposób wychowania dzieci, najważniejsze żebyśmy my same były szczęsliwe z tym co wybrałyśmy.

    • Dokładnie tak – właśnie o tym również pisałam – jesli Tobie tak dobrze, OK, ale nie zmuszaj się i nie wymagaj tego od innych 🙂

  • Ewa Contet

    Hmmm, a może niektórym to po prostu pasuje? Dziecko jako wymówka do nierobienia pewnych rzeczy? Może im się zwyczajnie nie chce? I dobrze, to ich wybór. Tak samo jak wyborem innych jest wyjście z dziećmi do miasta, restauracji, egzotyczne wakacje, randka z mężem. Tolerancja działa w obie strony… Współczuję otoczenia, które tak komentuje Twoje życie…

    • Hey Ewa 🙂 No jasne – jeśli komuś to pasuje, to OK 🙂 Ale jeśli ktoś narzeka, że „teraz to mamy dzieci, to nie możemy” / „kiedyś lubiliśmy, ale wiesz, teraz dzieci” to nie brzmi jak zadowolony ze swojej obecnej sytuacji… W tekście piszę o tym – jeśli Tobie dobrze, nikomu nic do tego 🙂 ale jeśli Ci źle, to odpuść to, co „matka powinna ” 🙂

  • Marta Biadon Karzelek

    Cześć Natalia,
    Bardzo fajny tekst. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że sprawa się w zasadzie nie dezaktualizuje. Nawet jak już jesteś mamą prawie nastolatka (Tommy w tym roku 11 lat kończy) to tym bardziej powinnaś czuwać jak kwoka, nigdzie się z domu nie ruszać (broń cie Panie Boże w roku szkolnym- bo to już jest patologia). I w ogóle co to za pomysł z tymi wyjazdami i przeprowadzkami za granicę.
    Powiem Ci, że to właśnie takie głosy (i to te w najbliższym otoczeniu) lata temu zniechęciły mnie do drugiego dziecka. Dziś na różne złote rady i „ustawianie” mi życia wzruszam tylko ramionami, ale na początku kiedy byłam dwudziestokilkuletnią dziewczyną nie było łatwo, dlatego takie teksty jak twój są ważne. Niby oczywiste, ale jednak od pewnych stereotypów i kulturowych uprzedzeń ciężko uciec.
    Uwielbiam pracować, uwielbiam wyjeżdżać, podróżować i raz na jakiś czas wywróci życie do góry nogami bo akurat taką z moim mężem mamy wizję. Tego przede wszystkim chcemy nauczyć naszego syna a przykład jak wiadomo idzie z góry 😉

    • Hey Marta! 🙂 Kopę lat! wow, niesamowite, że Twój syn ma już jedenaście lat!!! 🙂 ale faktycznie pamiętam, że Ty rodziłaś jak jeszcze pewnie nikt od nas z klasy o tym nie myślał 😉 Myślę, że na pewno było CI ciężej, tak jak piszesz z decyzją o drugim, bo jednak po trzydziestce człowiek chyba bardziej pewny swego niż jak się ma dwadzieścia kilka lat… z drugiej strony tak wcześnie zaczęłaś, że jeszcze możecie przeżyć macierzyństwo od nowa, jeśli tylko chcecie ;))) A jeśli nie, cieszyć się życiem z odchowanym synem 😉 (prawie odchowanym;)) Gdzie Wy teraz mieszkacie? 🙂

      • Marta Biadon Karzelek

        To prawda, kopę lat 😉 Teraz mieszkamy w Warszawie.
        Póki co świadomie wybieramy wariant nr2 i przyznajemy bez bicia, że tak jest nam po prostu wygodniej. A Tomi zdecydowanie wolałby psa niż rodzeństwo, ale przy obecnym trybie życia paradoksalnie łatwiej byłoby z niemowlakiem… Wczesna decyzja o macierzyństwie była bardzo świadoma akurat w tamtym czasie mieszkaliśmy już rok w Niemieczech, gdzie moj mąż dostał stypendium naukowe i stwierdziliśmy że może warto wykorzystać ten czas i urodzić w cywilizowanym kraju (sorry, że tak mówię,ale 11 lat temu, kiedy byłam w ciąży najbardziej przerażała mnie polska opieka zdrowotna) i mieć czas dla dziecka, ale tez dla siebie.
        Lubię do was zaglądać na bloga bo naprawdę widać ile pasji i pracy wkładacie w to co robicie. GRATULUJĘ!!!

        • Dzięki Marta 🙂 nawet nie miałam pojęcia, że zaglądasz 🙂
          Nadal brzmi to dla mnie niesamowicie, że masz już 11-letniego syna 😉 chociaż może nie powinnam się dziwić – przecież mój Maks ma już 6 lat 😉 co do tego rodzenia, to niestety mam wrażenie, że 11 lat później polska służba zdrowia nadal przeraża :/ Nawet ostatnio czytałam u znajomej blogerki o naprawdę słabym doświadczeniu z rodzeniem na niby poważanej Karowej :/ Ja dlatego rodziłam prywatnie 😉

          Wszystkiego dobrego dla Was 🙂 Niech się układa :)) czy z psem, czy z niemowlakiem czy we troje ;))

  • Jola

    Nie wolno rezygnować z siebie, nie można się poświęcać. Takie podejście tylko wywołuje frustrację i oczekiwania, że dziecko się nam kiedyś odwdzięczy. A to się nigdy nie stanie, bo ono miało nas dla siebie zawsze i nie rozumie, za co tu być wdzięcznym I koło się zamyka 🙂 Dzieci dużo lepiej się rozwijają, jeśli widzą szczęśliwych rodziców, uczą się od nich jak się w życiu realizować i szybciej stają się samodzielne. Powiedziałabym więc, że poświęcanie się dla rodziny to bardziej wyraz egoizmu niż „dobra rada” dla mamy 😉

    • Zuz

      Potwierdzam, dzieci czuja frustracje rodzicow. 🙂