Zabieram moje dzieci wszędzie tam, gdzie chcę!

11.06.2017
50

Kategorie: Oczami Maksa, W knajpie, W podróży | Tagi: dziecko w podróży, dziecko w restauracji, podróżowanie z dziećmi, restauracje z dziećmi, tablet w podróży, zabieram moje dzieci wszędzie

Ostatnio dzieci i matki raczej nie mają dobrego PRu. Coraz częściej słyszymy o restauracjach bez dzieci, o hotelach bez dzieci, o miejscach, w które lepiej nich nie zabierać, bo nie są tam mile widziane. Dzieci przeszkadzają. Dzieci są głośne. Niegrzeczne. Marudzą. Ten, kto zabiera dziecko do samolotu to wariat, który chce uprzykrzyć życie innym. Ta, co bierze niemowlę na dalekie wakacje to nieodpowiedzialna matka. A tamta? Po co się pcha z wózkiem do metra czy do autobusu?  Malucha to trzeba zabrać na spacer do parku!!! Trzeba tam dojechać? A nie! To lepiej pochodzić z nim koło domu! Na zakupy z bobasem w wózku? Nie można go z ojcem zostawić? Po co malucha ciągnąć do supermarketu???

To jedna strona medalu. Jest też jednak druga, zdecydowanie bardziej przychylna dzieciakom i rodzinom: równolegle powstaje sporo miejsc dedykowanych rodzinom z dziećmi –  przyjazne dzieciom restauracje, kawiarnie dla mam, hotele z arsenałem fotelików do karmienia, salą zabaw, zjeżdżalnią i brodzikiem. Ciekawe, kiedy doczekamy się samolotów dedykowanych rodzinom z dziećmi? 🙂

 

Problem pojawia się jednak, gdy te dwa światy się stykają. Gdy masz dzieci, ale niekoniecznie chcesz spać w hotelu dla rodzin z dziećmi. Gdy masz dzieci, ale chcesz iść do restauracji bez kącika zabaw i bez przewijaka. Co wtedy? Nie można? Czy na taką okazję trzeba szukać opiekunki lub negocjować z babcią, a dzieci zabierać tylko w miejsca dedykowane dzieciom?

Ja mówię NIE! Lubię miejsca dla dzieci i dla rodzin. Chodzę do restauracji z kącikiem zabaw, chodzę do kawiarenek, w których wrzucam Maksa w kuleczki, a sama plotkuję z przyjaciółką nad tostem i sokiem, chodzę czasem do sali zabaw, często na plac zabaw. Zdarza nam się spędzić weekend w hotelu przyjaznym dzieciom, ale na miłość boską – nie zgadzam się, by rodziny z dziećmi zamykać tylko w przeznaczonych im miejscach i zabieram moje dzieci wszędzie tam, gdzie chcę!

 

Ktoś powie: bezczelna, jej dzieci na pewno przeszkadzają innym. Inny dorzuci: to na pewno nie są miejsca odpowiednie dla dzieci, nieodpowiedzialni rodzice! Dziecko powinno spać w swoim łóżeczku, a nie włóczyć się po nocach po knajpach!

 

Ale mnie nie przekonasz. Zabieram swoje dzieci do eleganckich restauracji, zabieram je do restauracji z gwiazdką Michelin, wychodzę do miejsc bez kącika, chodzę z nimi wieczorami na Nocny Market, zdarzało nam się zabrać Maksa na imprezę do baru przy plaży, a Jagodę na świąteczne Christmas Party. Czasem chodzę z nimi „po nocy”, gdy śpią grzecznie w wózku. Załatwiam z nimi sprawy, robię zakupy, idę do lekarza, do supermarketu. Nie zawsze mam w rezerwie babcię chętną do pomocy – czy to oznacza, że mam zamknąć się w domu??? NIE!                                                

Kluczowe jest tylko to, by trzymać się kilku ważnych zasad. Jeśli ich przestrzegasz, dzieci możesz zabierać WSZĘDZIE:

 

1) SZACUNEK DLA INNYCH

 

zabieram moje dzieci tam, gdzie chcę, podróżowanie z dziećmi, restauracje z dziećmi, dziecko w podróżt, dziecko w restauracji

 

Jeśli tylko chcesz w domu Twój maluch może być panem i władcą. Może krzyczeć, skakać po stołach,  malować po ścianach i mieć milion piszczących zabawek. Kluczowe słowo? W DOMU! Jeśli wychodzisz z dziećmi w miejsce publiczne, pamiętaj, że znaleźliście się wśród ludzi. Oni nie chcą słyszeć ani płaczu, ani krzyku, ani śpiewanej 300 razy tej samej piosenki.  Nie chcą oglądać pieluch Twojego malucha, nie chcą być przez niego zaczepiani. Pamiętaj o tym, niezależnie, gdzie jesteście, bo to właśnie brak szacunku dla innych u niektórych sprawia, że wszystkie matki i dzieci mają taki zły PR.

 

2) PRZYGOTOWANI NA NUDĘ, PRZYGOTOWANI NA WSZYSTKO!

 

Mój ulubiony punkt w samolotach, pociągach, restauracjach. Na pewno każdy z Was widział czasem płaczące lub rozrabiające dzieci, których rodzice zdają się nic nie robić i kompletnie nie przejmują się tym, co ich maluch robi. Mnie zawsze dziwią. My prawie zawsze zabieramy ze sobą coś, co zainteresuje dziecko i pomoże w sytuacji kryzysowej – małą zabawkę, książeczkę, kolorowanki, tablet. Co tu dużo mówić – tablet ratuje nawet w najbardziej podbramkowych sytuacjach, a u nas Maks celowo nie ogląda bajek, nie gra na telefonie w domu, by tę przyjemność zostawić na wyjście np. do restauracji, w której dla dzieci nic ciekawego nie ma.  Ostatnio dostaliśmy do testowania nowy tablet Huawei  Media Pad M3 Lite. Od razu wiedziałam, kto sprawdzi go najlepiej.  Tablet pojechał z nami do Włoch i nie dość, że przydawał się przy posiłkach, a zwłaszcza przy romantycznych kolacjach na plaży, to dzięki niemu bez problemu zwiedziliśmy wszystko, co chcieliśmy – od chwili, gdy Maks znalazł aplikację do robienia zdjęć dla dzieci, totalnie pochłonęło go fotografowanie włoskiej rzeczywistości. Fotografował każdy zaułek, widok, fotografował siostrę („selfie z Jagódkiem”) i obowiązkowo jedzenie.. jak rodzice. Co jakiś czas przystawał i sprawdzał, ile jeszcze ma procent baterii nauczony tym, że mama ciągle jęczy, że „zaraz telefon się wyładuje, bo za dużo zdjęć zrobiłam”. A tu miła niespodzianka! „Mama, czy Ty wiesz, że ja nadal mam 90%???? A tyle już zdjęć zrobiłem!!!”. I rzeczywiście – bateria w Huawei MediaPad M3 Lite okazała się świetna – idealna dla takich osób jak my, które wychodzą z dziećmi i wracają po 10 godzinach ;))) A tablet jeszcze działa 😉

 

zabieram moje dzieci tam, gdzie chcę, podróżowanie z dziećmi, restauracje z dziećmi, dziecko w podróżt, dziecko w restauracji, dziecko i tablet, tablet w podróży

zabieram moje dzieci tam, gdzie chcę, podróżowanie z dziećmi, restauracje z dziećmi, dziecko w podróżt, dziecko w restauracji, selfie, tablet i dziecko, tablet w podróży, Huawei

zabieram moje dzieci tam, gdzie chcę, podróżowanie z dziećmi, restauracje z dziećmi, dziecko w podróżt, dziecko w restauracji, selfie, tablet i dziecko, tablet w podróży, Huawei

 

Przy posiłkach zwykle wybierał bajki, a gdy nie było Internetu strefę dziecięcą, która  w tym tablecie  jest bardzo fajnie skonstruowana. To nie jest nasz pierwszy tablet, ale przyznam, że z taką strefą jeszcze się nie spotkałam. Podoba mi się czytnik linii papilarnych, który pozwala ustawić różny poziom dostępu do Kącika Dziecięcego. Podoba mi się ramka, w której maluch robi swoje fotografie. Podoba mi się, że po określonym czasie pojawia się komunikat, że już dość zabawy na tablecie i pora wyjść na dwór. W sam raz dla tych, co widzą w tabletach fajną zabawę dla dzieci, ale nie chcą, by maluch non stop patrzył się w ekran. Huawei Media Pad M3 Lite robi to dobrze! 🙂

 

zabieram moje dzieci tam, gdzie chcę, podróżowanie z dziećmi, restauracje z dziećmi, dziecko w podróżt, dziecko w restauracji, selfie, tablet i dziecko, tablet w podróży, Huawei, Media Pad M3 Lite

 

3) MOJE DZIECKO CZUJĘ SIĘ TU DOBRZE

 

Nic na siłę. Chcesz iść z maluchem na koncert, na festiwal muzyczny, chcecie wyjść o 21.00 i połazić po mieście, bo właśnie jesteście na wakacjach? Wszystko OK, póki dziecku jest dobrze. Wiem, że są różne dzieci. Moje będą czuły się dobrze. Twoje może nie lubią hałasu, ludzi, nieznanych zapachów. Tylko pamiętaj: o tym, co lubią możesz przekonać się tylko próbując je gdzieś zabrać, a nie zakładając to z góry 🙂

 

 

4) PRZYGOTOWANI NA GŁÓD

 

Atrakcje dla malucha to nie wszystko. Każdy rodzic wie, że dziecko płacze lub marudzi przede wszystkim, gdy jest głodne. Jeśli idziecie w miejsce, gdzie nie będzie nic dla dzieci – koniecznie zabierajcie swoje przekąski.

 

5) ODPOWIEDZIALNOŚĆ

 

Jeśli zabierasz dziecko ze sobą w różne miejsca, na pewno chociaż raz będziesz się wstydzić i przepraszać. Bo Twój maluch zrzucił talerz z jedzeniem, bo wylał sok, bo coś mu spadło, bo krzyknął, bo zaśpiewał piosenkę na cały głos, bo zaczął dłubać w nosie.  Zdarza się. Nie chodzi o to, by po takich sytuacjach zamykać się w domu. Ty jesteś dorosła, a pewnie też czasem wylałaś zamówioną przed chwilą kawę (ja tak!), zrzuciłaś kieliszek z winem (ja tak!), coś Ci spadło w cichym miejscu. Chodzi tylko o to, by wziąć za swoje dziecko odpowiedzialność. Przeprosić, sprzątnąć / pomóc w sprzątaniu i przy każdej takiej sytuacji uczyć malucha, czego i jak w miejscu publicznym nie robić.

 

6) NIE JESTEŚ ZŁĄ MATKĄ!

 

zabieram moje dzieci tam, gdzie chcę, podróżowanie z dziećmi, restauracje z dziećmi, dziecko w podróżt, dziecko w restauracji, dziecko w pociągu

 

Gdy zabierasz dzieci w miejsca nie dla dzieci, przygotuj się, że niektórzy będą się dziwnie patrzeć. Ba, ja mam wrażenie, że patrzą się dziwnie nawet, gdy kobieta w ciąży „włóczy się” nocą po mieście czy idzie na imprezę. Bo z dziećmi i z brzuchem najlepiej w domu. Eeee tam: z dziećmi i z brzuchem najlepiej tam, gdzie Wam jest dobrze! Jeśli chcesz wychodzić z dziećmi do restauracji, galerii handlowych, na wystawy, koncerty, jeździć na wakacje do miejsc teoretycznie nie dla dzieci, chodzić nocą na spacer to tylko Twoja sprawa, jeśli tylko Ty i Twoje dzieciaki jesteście szczęśliwi! 🙂 Nie daj sobie wmówić, że jesteś z tego powodu złą  matka. Jesteś super! 🙂

 

*post powstał we współpracy z marką HUAWEI

  • Dora

    Natalio,

    Post w punkt! Nic dodać, nic ująć. Niech każdy robi co chce, jeśli jest przy tym szczęsliwy i jest mu z tym dobrze. Szanujmy się nawzajem i nie oceniajmy, to takie łatwe, a zarazem dla niektórych bardzo trudne.
    Pozdrawiam!

    • Dzięki Dora 🙂 zgadzam się z Tobą w 100% 🙂 pozdrowienia 🙂

  • Ewa Rycharska

    Zgadzam sie ze wszystkim. Ja znalazlam sposob na wakacje. Nie jezdze do hoteli przeznaczonych dla dzieci ale mam swiadomosc ze mam te dzieci 😉 np moje dzieci jedza kasze na mleku butelka. I zdaza mi sie ze musze ugotowac to mleko poznym wieczorem o 23 lub wczesnym rankiem np o 4. Wiadomo w pokoju hotelowym nie ma kuchenki a kychnia w tych godzinach raczej nie funkcjonuje a o wpuszczeniu do niej nie zawsze jest mozliwosc. My na przyklad wybieramy w takiej sytulacji domki w naszym przypadku typu holenderskiego. One sa stosunkowo nie drogie za 5dni placimy.400zl za nasza cala 4 a sa fajnie wyposazone w naszym przypadku najwazniejsza jest kuchenka i lodowka bo dzieki nim nie musze nikogo zrywac o 4 lub budzic o 23 i mam pewnosc ze dzieci beda mialy swoje mleko

    • też dobry plan 🙂 ja często do hotelu brałam czajniczek, ale jak na mleku kasza do zrobienia to pewnie czajniczek nie wystarczy 🙂

    • KarMagKat

      Pamiętam, że jak byłam dzieciakiem to lepiej wspominałam wakacje w jakimś ośrodku wczasowym z domkami niż wyjazd z rodzicami do Grecji do hotelu. Do pewnego wieku oglądanie dzieł sztuki, piramid i basen pod palmą jest mniej porywającym zajęciem niż ganianie po placu zabaw gdzieś w środku lasu 😉

      • nasze dzieci jeżdżą w różne miejsca i z plaży w Tajlandii też czerpią mega fun, zwłaszcza jak w Polsce wtedy -10 stopni i większość dzieciaków chora;)

  • Bisiek

    Świetne artykuły, napawają mnie wielkim optymizmem. Dziękuję Ci za to! Jestem mamą 5tygodniowego Wojtusia i chcemy się wybrać w grudniu (będzie miał wtedy 6,5mca) w ciepłe miejsce samolotem. Ale tak, by nie lecieć 20h. Myślałam o Kanarach lub Maderze. Mąż namawia mnie na Meksyk 😉 Coś polecisz? Będzie to pierwszy wypad samolotem młodego.

    • Hey 🙂 my właśnie w Meksyku byliśmy jak nasz Maks miał 6 miesięcy 🙂 bardzo też na taki wypad, jeśli ma być daleko i egzotycznie polecam Tajlandię 🙂 Wyspy Kanaryjskie są super, jeśli chcemy ciepło, ale bliżej 🙂

  • Fajnie, że masz dystans, że wychodzisz, odkrywasz, pokazujesz dzieciom świat ale uważam też, że skoro są miejsca dedykowane rodzinom z dziećmi to dobrze, że są też miejsca jak restauracje i hotele dedykowane ludziom BEZ dzieci 🙂 Tak jest chyba fair? 😉

    • Daga

      Ale różnica jest taka, że do miejsc dedykowanym rodzinom z dziećmi…można przyjść bez dzieci…

      • To twórzcie sobie rodzice miejsca gdzie nie można bez dzieci. Mnie to nie będzie obrażać. Uwierz, że wielu ludzi omija szerokim łukiem te dedykowane rodzinom. Nie uważam, że rodziców z dziećmi należy trzymać z daleka w szklanym koszu ale ciesze się, że są miejsca gdzie nie słychać dziecięcego ani śmiechu ani płaczu bo nie każdy dzieci lubi. Chodzi o wzajemny szacunek i nie przeszkadzanie sobie nawzajem. Wydaje mi się, że rodziny nie mają co narzekać na brak infrastruktury dla nich 😉

  • Monika

    Jaka rzucająca się w oczy reklama tabletu…po tym punkcie przestałam czytać.

  • Viola

    Ale chamska reklama 😛

  • Olga

    My też sporo jeździmy z naszym synkiem i nie wyobrażam sobie siedzieć w domu, bo mamy dziecko więc jak to z dzieckiem będziesz po hotelach się rozbijać? 🙂

  • Iluminatii Itashie

    Zastanawiam się raczej czy ten artykuł, to przydatna sprawa czy ewidentna reklama tabletu opleciona pitoleniem o wypadach nocnych z dzieciakiem do marketu. Trudno dziwić się innym ludziom, że mają dość dzieci wszędzie, gdy matki w 90% mają w nosie to co dzieciak robi, czy drze japę, skaka, fruwa, lata czy łapie za nogawkę zupełnie obcą osobę, usmarowany na rączkach czekoladą po łokcie. Kolejne 20% wciska dzieciakowi laptop/tablet/telefon i udaje, że dzieciak jest grzeczny. Może i jest zaabsorbowany, ale ktoś zastanawia się jak wpływa to na rozwój dziecka gdy to przez 2h jest wlepione w tablet? Grzeczne dziecko, to dobrze wychowane dziecko, na pewno nie przez wciskanie mu w łapy urządzeń tego typu.
    Amen.

    • Aga

      dałam podobny komentarz. został usunięty, więc jednak reklama tabletu;))

      • Jeśli był to komentarz „REKLAMA”, tak, to owszem został usunięty, bo nic nie wnosi 🙂 post jest zakończony komentarzem, że powstał we współpracy z markę HUAWEI 🙂 niezmiennie czy jest w nim Huawei czy nie, post oddaje nasze podejście i każdy kto zna nasz blog i nas dłużej, to wie 🙂 miłej soboty 🙂

        • ja

          Powyżej są dwa posty z tym słowem i jakoś nie zostały usunięte. Mój post też został usunięty ale nie ze względu na użycie tego słowa tylko na światopogląd. Napisałam grzecznie to się niepodobało. Napiszę więc wprost: matki polki karmiące i nie tylko: nie jesteście pępkiem świata. Wielokrotnie słyszałam od was, że ciąża to nie choroba. Skoro tak, to dlaczego po porodzie domagacie się przywilejów? Nie każdy lubi patrzeć jak wywalacie cycki na wierzch i każecie na to patrzeć. Szczyt wszystkiego: w restauracji!!! Nie każdy musi lubić i podziwiać wasze rozwrzeszczane dzieciaki, ktore placzą sie pod nogami każdego. Na wakacjach chce wypocząć a nie wysłuchwać ryczenia. Tak samo w samolocie: to jest mała, zamknięta strefa z ktorej nie da się wysiąść w miedzy czasie. Można nie wytrzymać od tego psychicznie. Bardzo się cieszę, że powstają strefy bez dzieci. Najwyży czas. A na koniec drogie panie, nawet nie silcie sie na wylewanie pomyj na mnie. Mam to głebko gdzieś! 😀

          • Nie usuwałam żadnego postu z uwagi na światopogląd – tutaj 🙂 usunęłam jedną dyskusję na FCB, gdzie wzajemnie panie obrzucały się stwierdzeniami o prukwach i debilkach. I dlatego tamta dyskusja została usunięta 🙂
            A karmienie w restauracji nie musi oznaczać wywalania cycków – kwestia ubrania i dyskrecji;)

          • Aleksandra Mikołajczak

            Jestem matką karmiącą. W miejscach publicznych staram się to robić dyskretnie. W restauracji siadałam plecami do ludzi (wybierałam stolik nie na środku sali ale gdzieś bardziej przy ścianie) i karmiłam zakrywając pierś pieluszką. Jak jestem u znajomych to zawsze się pytam obecnych, czy nie będzie im przeszkadzać jak nakarmię dziecko przy nich. Jak przeszkadza, to idę do innego pokoju i tam załatwiam sprawę (bez fochów i innych). Wzajemny szacunek to podstawa 😀

          • Oczywiście 🙂 ja wczoraj ubrałam złą sukienkę (nie planowałam karmić, a jednak dziecko uznało inaczej), więc poszłam z małą do toalety w restauracji 😉 nie lubię tego robić i karmić siedząc na ubikacji, ale wolę niż karmienie w sposób, który może kogoś urazić 😉

          • Ewa Cybulska-Bohuszewicz

            Zapewne autorka owego komentarza urodziła się na drodze patrenogenezy, piersi w życiu nie widziała, a już z pewnością ich nie ssała, bo to obrzydliwe (a ubiera się zapewne po ciemku, bo widok tych strasznych cyców jest nie do zniesienia). Zaznaczę na wejściu: też mam gdzieś opinię osoby skrajnie egoistycznej, śmiesznej w swoich głupich wynurzeniach: na kozetkę i do psychologa (najlepiej psychoanalityka) z tymi lękami przed „cycami” i „rozwrzeszczanymi dzieciakami”, może coś to by jeszcze uratowało… Wszyscy byliśmy dziećmi. Proszę sobie kupić może prywatną wyspę i samolot. Bo reszta świata należy do nas wszystkich, także do tych „wywalonych cyców” i ich rozwrzeszczanych „bachorów”, które są przyszłością tego wspaniałego świata, czy wszyscy razem wzięci egoiści chcą tego, czy nie. Przestrzeń publiczna jest przestrzenią publiczną i każdy ma prawo z niej korzystać. I głos takiego tworu (jakoś boję się „to” nazwać człowiekiem, istotą z definicji rozumną) tego nie zmieni.

          • iza

            Jakim trzeba być małym człowiekiem, żeby pisać takie okropne rzeczy…

    • Katarzyna Iwanicka

      A nawet jak reklama tabletu, to tak źle? Akurat taki artykuł sponsorowany jest super, lepszy niż „Hejka kochani dostałam tablet do reklamowania, jest super, w zeszłym tygodniu reklamowałam Samsunga a dziś mam Hueuauwey, nie wiem jak to się pisze ale polecam, jest super, kupcie go, pozdrawiam” 😀 😀

      • Dzięki Kasia 🙂 artykuł był w planie od dawna, a w tym czasie pojawił się Huawei i jego tablet, który jak najbardziej się w tematykę wpisuje 🙂 jeśli ktoś zna nasz blog, czytał posty choćby o dziecku w samolocie czy samochodzie, wie, że od zawsze uważamy, że w pewnych sytuacjach tablet / telefon / bajka się przydaje. Może są rodzice, którzy nigdy nie dali dziecku bajki, ale uważam, że rozsądek w tej kwestii to podstawa 🙂

    • To już każdy niech wg swojego uznania rozważy 🙂 po komentarzach i tu, i na FCB widać, że jednak przydatna sprawa 😉 Dziecko, które ma masę rozrywek i czasu z rodzicami, które się rozwija, któremu rodzice poświęcają czas – cóż jemu nie zaszkodzi od czasu do czasu bajka czy gra na tablecie. No chyba, że całe dnie gapi się w ekran 😉

    • ja

      Amen!

    • M.

      „Trudno dziwić się innym ludziom, że mają dość dzieci wszędzie, gdy matki w 90% mają w nosie to co dzieciak robi, czy drze japę…” – to nie jest tak, że 90% matek ma to w nosie. Po prostu tych grzecznych, wychowanych dzieci się nie zauważa, zapadają nam w pamięć tylko te „złe”, i stąd ta cała opinia.

  • Dunya Galan

    Należę do tych bezdzietnych i nieplanujących (choć wiekowo już „trójka z przodu”), bo za dziećmi to jakoś szczególnie nie przepadam – jednakże pod artykułem podpisuję się obiema rękami. Bo jeśli rodzice nie będą dzieci zabierać nigdzie, to nie tylko umrą z nudów, ale i młode pokolenie wyrośnie na dzikusów, którzy się nie potrafią nigdzie zachować. Brawo dla Autorki!

    • Dzięki 🙂 taki komentarz od osoby bezdzietnej liczy się jeszcze bardziej 🙂

  • Zuza

    ja czuję, ty czujesz, ono czuje

  • KarMagKat

    Nigdy nie spotkałam się z sytuacją, kiedy rodzice z grzecznym dzieckiem są wypraszani z jakiegoś miejsca. Ale miałam milion sytuacji, kiedy rozwrzeszczany bachor terroryzował okolicę, mamuśka klasycznie albo udawała że nie widzi, albo nie potrafiła go opanować. Powiem więcej, jestem pewna że jutro znów będę świadkiem takiej sytuacji w kościele, bo niedzielna msza bez dziecka kopiącego w ławkę, biegającego pod ołtarz albo rzucającego smoczkiem w wiernych zdarza się bardzo rzadko. Twój instruktarz powinien być wydawany każdemu rodzicowi na wyjściu z porodówki – z wytłuszczonym punktem nr 1. Ja rozumiem, że będąc rodzicem świat kręci się wokół swoich dzieci, ale ja niekoniecznie mam ochotę spierać plamy po roztartym bananie na moich spodniach, bo jakieś dziecko postanowiło wytrzeć we mnie swoje upaprane łapki (sytuacja sprzed dwóch dni). Mamuśka oczywiście nie przeprosiła, wszak „każdy był kiedyś dzieckiem”…
    Niestety drodzy rodzice, przez ostatnich kilka lat strasznie sobie zaszkodziliście. Nie wiem jak to się stało, że teraz rodzice przy jednym dziecku nie potrafią opanować sytuacji a kiedyś mieli troje i dawali radę? W czym tkwi haczyk?
    Jeżeli chodzi o wychodzenie z dzieckiem w każde miejsce mówię stanowcze NIE – moja kuzynka spędziła dwa tygodnie w szpitalu modląc się o życie swojej 1,5 miesięcznej córeczki po tym, jak wylądowała tam z sepsą. Do pewnego etapu życia nie powinno się z dziećmi chodzić do supermarketów i innych miejsc naszpikowanych bakteriami. Przynajmniej w opinii lekarzy pediatrów, a takie osoby uznaję za wiarygodne źródło informacji.

    • Myślę, że z tym wychodzeniem wiele zależy od dziecka – nasza córka jest z nami wszędzie od czasu, gdy skończyła tydzień – na szczęście nic złego się nie wydarzyło..
      wycieranie rąk w czyjeś spodnie – totalna masakra ://// nie wyobrażam sobie, by moje coś takiego zrobiło :/

      • Małgorzata

        Pani Natalio, właśnie – na szczęście nic się nie stało. Jestem mamą i przez pierwsze pół roku życia dziecka sama świadomie nie chciałam pchać się z młodą do supermarketów, czy centrów handlowych. Przypadki takiej sepsy i ciężkich infekcji nie są pojedyncze.
        Moim zdaniem na zły PR dzieci, jak to Pani napisała, zapracowali rodzice. Rodzice którzy obecnie stawiają swoje potrzeby na pierwszym miejscu. Bo proszę mi powiedzieć: co jest fajnego i rozwijającego dla takiego dwulatka w spędzaniu całej soboty na zakupach w galerii handlowej? Kiedy stajemy się rodzicami to w naszym życiu zaczyna się nowy etap i (moim zdaniem) nadchodzi czas w którym powinniśmy dbać bardziej o dzieci, niż latanie wieczorami po knajpach. Tytuł Pani posta brzmi: zabieram dzieci tam gdzie chcę! A czy jest Pani pewna, że one też chcą chodzić tam gdzie Pani ma akurat ochotę?
        Wszystko jest dla ludzi, to prawda. Ale mam przykre wrażenie, że ludzie stają się coraz mniej refleksyjni i empatyczni. A coraz to bardziej egoistyczni. Na wszystko jest czas. Na dalekie podróże i restauracje z dziećmi też. Może czasem warto poczekać, aż dzieci podrosną. Będą miały po 5 lub 7 lat i bez problemy zrozumieją zasady panujące w danym miejscu. Ja z moją dwulatką chętnie chodzę po parkach i placach zabaw. Nie jest to dla mnie karą, nie martwię się, że piątki spędzam w domu – a nie na mieście. Kocham nocne spacery i czekam cierpliwie, aż moje dziecko będzie na tyle duże abyśmy mogli spacerować razem, rodzinnie. Ale nic na siłę i nic w pośpiechu.

        • KarMagKat

          Mamy dosyć podobne podejście 🙂 I za nic nie potrafię zrozumieć mam, które na szoping (dla siebie, bo tak sugerują torby, które dzierżą w dłoniach) po galerii handlowej zabierają kilkulatka. I są zdziwione, kiedy 4 letni syn tarza się po podłodze, bo chce iść do domu. Ja mu się nie dziwię, raczej współczuję mamy bez krztyny empatii.

          • Ola Rola

            tym bardziej że po dłuższej chwili w galerii handlowej, zwłaszcza w weekend sama mam ochotę tarzać się po podłodze. Nie dziwie się dzieciakom które ryczą po wizycie w 10 sklepie. I nie rozumiem matek które celowo na takie całodzienne eskapady zabierają małe dzieci, jakby nie można szybko załatwić zakupów, rozbić tego na kilka razy, albo zostawić dziecka w kąciku zabaw, ewentualnie wysłać z tatą do kina a samemu mierzyć ciuszki w zarze

    • Wiola

      Sama jestem mamą i zgadzam się z tym, że rodzic powinien zawsze dziecka pilnować, a gdy maluch coś nabroi, wpadnie na kogoś czy wybrudzi – przeprosić, pomóc sprzątać, a dziecku zwrócić uwagę za złe zachowanie i pokazać jak należy postępować, ale jedno mnie kłuje w oczy…. „niedzielna msza bez dziecka (…) rzucającego smoczkiem w wiernych”. Ja rozumiem, że od dziecka, które przynajmniej w miarę zrozumiale mówi i rozumie co się do niego mówi, biega, samo potrafi jeść i jest w jakimś stopniu samodzielne można wymagać posłuszeństwa i uczyć zasad zachowania w miejscu publicznym, ale od niemowlaka (ja przynajmniej nie wyobrażam sobie, żeby 2 czy 3-letnie dziecko latało ze smoczkiem)? Mnie jako mamie byłoby wstyd za taką sytuację, ale jak kilkumiesięcznemu dziecku, które uzna, że wyrzucanie czegoś z rączki jest świetną zabawą, bo być może opanowało właśnie nową umiejętność mam zrobić wykład o tym, że to niegrzeczne? Przeprosiłabym i się odsunęła, ale przykry jest aż tak wielki brak zrozumienia i ostra krytyka. Podobnie, gdy dziecko płacze – postawmy granicę między rozpieszczonym kilkulatkiem, szantażującym i próbującym płaczem i awanturą coś wymusić, czy biegającym z wrzaskiem dookoła stołów w restauracji, z którym można porozmawiać i coś wytłumaczyć, a głodnym, bądź wystraszonym czymś niemowlakiem, który nie potrafi jeszcze inaczej komunikować potrzeb. Osobiście, wiedząc, że moje dziecko jest wrażliwe i źle reaguje na nowe miejsca, bodźce nie zabierałabym go do restauracji, bo ani to dla mnie nie byłby relaks, ani dla niego, ani dla reszty gości. Czasem jednak trzeba się przekonać i przeżyć taką sytuację, żeby wiedzieć na przyszłość jak może się to skończyć. Jednak, gdy trzeba skorzystać z autobusu, pociągu czy tego nieszczęsnego samolotu, taka sytuacja mimo najlepszego przygotowania może mieć miejsce…jest to przykre, ale podróżując z malutkimi dziećmi tak czasem bywa – mimo, że pilnowane, nakarmione, przewinięte, zabawiane itp. coś może pójść nie tak. I o ile nie będę bronić i sama zwrócę uwagę rodzicowi kilkulatka, który ignoruje, że jego dziecko obija mi się o nogi, ubrudzi, kopie, krzyczy czy zabierze coś mojemu dziecku, tak nigdy (zanim zostałam mamą też) nie spojrzałam i nie spojrzę krzywym okiem na zakłopotaną mamę, której kilkumiesięczne dziecko płacze, głośno gaworzy, pociągnie za włosy czy rzuci czymś we mnie – bo nie jest to celowe i na tym etapie nie da się zapobiec pewnym zachowaniom i reakcjom dziecka, które poznaje i uczy się świata, a obowiązkiem rodzica jest po prostu jak najszybsza reakcja. Nie bądźmy takimi egoistami i ignorantami, bo często krzywą patrzą ci, co z dziećmi mają niewiele wspólnego i nie potrafią wykazać ani odrobiny zrozumienia bez względu na sytuację. A tym, którym przeszkadza matka z wózkiem i czasem zbyt głośnym maluchem np w autobusie do tego stopnia, że potrafią zwrócić niewybredną uwagę, proponuję następnym razem wdać się w dyskusję z pijanym, albo palącym papierosa w miejscu do tego nie przeznaczonym, bo jakoś tego nigdy nie widziałam.

  • Katarzyna

    Jestem matką dwójki dzieci, teraz już odrośniętych. Niestety muszę przyznać, że to co dzieciaki co niektóre wyrabiają w miejscach publicznych to masakra, ale jeszcze większą jest fakt, że ich rodzice uważają, że dla wszystkich powinny być pępkiem świata. Chodziłam z dziećmi do miejsc publicznych. Zawsze wychodziłam z nimi gdy płakały, nie zdażyło mi się przewijać dzieciaka na sali w restauracji (tak niektórzy tak robią), bo wiem, że to raczej nie pachnie różami. Miejsca z kącikami dla dzieci omijam odkąd moje skończyły 4 lata i umiały się zachować w miarę poprawnie bez nieustannego pilnowania. Dlaczego? Bo czasami mam ochotę kogos zamordować, szczególnie, że wiem, że się da, że można inaczej. Artykuł mógłby sie skończyć na punkcie pierwszym, bo to jest sedno problemu.

    • na pewno – szacunek to podstawa:)

  • ona

    Ech, żeby wszystkie matki były takie to nikt by złego słowa nie powiedział. Ja jak ma do mnie przyjechać rodzina z dziećmi to to dwa dni odchorowuję. Połamane meble, porozwalane wszystko w domu- a co tam, „to tylko dzieci”. Dziecko walnie mnie celowo z całej siły „z główki” w brzuch- „to tylko dziecko”. Męczy zwierzęta- „ojoj to takie urocze”. Nie da się ich na sekundę spuścić z oka, bo mamusia i tatuś siedzą zachwyceni i tyłka nie ruszą…

    • 🙁 brzmi nieciekawie…

  • ja

    Hmmm… niby post o odpowiedzialnych rodzicach a jedyne co mi sie rzucilo w oczy to nachalana reklama tabletu. Przykre, ze zamiast pisac o wartościowych tematach na pierwszym planie jest reklama.
    A jesli jesli chodzi o drugi plan to dzieci sa fajne pod warunkiem, ze rodzice potrafia je upilnowac i ja nie jestem zmuszana do „lubienia ich bezkarności”!!! Robi mi sie nie dobrze jak jem w restauracji a pańcia przy stoliku obok wywala cyca na wierz bo przecierz ona jest matka polka karmiaca! nie kazdemu sie to podoba poza tym nienawidze hipokryzji. Jak skonczy karmic to bedzie pierwsza wytykac mlode panny z wielkim dekoltem, bo to przeciez nie przystoi, bo tak sie nosza prostytutki… drogie panie od dzieci: nie kazdy musi kochac „bobasy” tak jak nie kazdy lubi zwierzeta.

    • Zamiast pisać o wartościowych tematach … hmm.. ile artykułów przeczytałaś na naszym blogu? od dawna go czytasz? 🙂 a jak widać artykuł ma swoją wartość, bo dość mocno skłania do dyskusji:) proponuję przed wylewaniem krytyki na innych najpierw zająć się chociażby swoją ortografią. Miłej niedzieli życzymy, oby bez dzieci 🙂

  • Puchatieux

    Ja sama jestem bezdzietna, bo tak zdecydowałam i zgodzę się w 100%. Matki i dzieci mają zły PR przez tych którzy nie szanują innych ludzi. Bo dla mnie dziecko w restauracji ok, ale pod warunkiem że nie dominuje „warstwy dźwiękowej” lokalu. Nie raz i nie dwa zdarzyło się w restauracji czy kawiarni łapać stolik w locie bo dzieci urządziły sobie grę w berka a rodzice na zwróconą uwagę zareagowali agresją słowną. Dlatego jeśli tylko rodzice podchodzą do dzieci z głową to wszystko jest ok.
    Co nie zmienia faktu, że skoro mogą istnieć knajpy niemalże stworzone pod dzieci, to nie widzę powodu dlaczego miałoby nie być takich które nie są przyjazne dzieciom i gdzie można wejść tylko w dorosłym gronie. Wszystko z głową, a świat będzie ładniejszy 😉

    • zgadzam się z Tobą 🙂 masz rację, że wiele zależy od rodziców:)

  • Bezdzietna

    Ok wpis ale jednak są miejsca, w których jasno jest określone bez dzieci. Są restauracje, które nie robią miejsc dla dzieci celowo, nie mają fotelików i zabawek oraz otwarcie kelner prosi ludzi z dziećmi żeby pilnowali dziecka albo zmienili lokal (mam taką restaurację obok siebie) i powiem wprost jeśli tam idę to po to by zjeść w ciszy i spokoju czy cichej rozmowie z partnerem/osobą towarzyszącą. I dla mnie jest mega nie na miejscu jeśli pchają się tam ludzie na siłę z dzieckiem a potem te dzieci krzyczą, biegają (wywracają jedzenie nie tylko swoje ale wpadając w kelnera również innych ludzi gdzie zdażyło mi się czekać przez takie dziecko na drugi posiłek bo mój wylądował na ziemi) i kelner zwracając uwagę jest obrażany i wyzywany, bo państwo idą gdzie chcą, a manager kilka razy wypraszał klientów zwracając pieniądze, po kilku takich sytuacjach kelnerzy odmawiają ludziom z dziećmi, rozumiem że niektórzy rodzice mogą czuć się pokrzywdzeni ale ja w pełni popieram takie zachowanie restauracji. Jeśli idę do lokalu by odpocząć i dobrze zjeść a czuję się jak w przedszkolu. Tak samo jak widzę dzieci puszczone samopasem po galeriach, pracuję w salonie jednego z operatorów i jak widzę mamę która mówi ”dziecko pobaw się u pani tabletem a ja wrócę po zakupach” to mnie krew zalewa… Co ja opiekunka jestem? Może jeszcze mam pilnować i zabawiać? A potem dziwi się że dziecko gdzieś sobie poszło i z pretensjami do mnie, ludzie z dziećmi myślą że mogą wszystko wszędzie a tak nie jest. Nie każdy musi lubić dzieci i chcieć je wszędzie znosić. I z tym też trzeba się liczyć niestety.

    • Hey Bezdzietna 🙂 Myślę, że kluczowe jest zachowanie rodziców i szacunek dla innych – nie wyobrażam sobie zostawić dziecka obcej osobie w galerii..nie wybrażam sobie, by dziecko tak szalało, że wywraca jedzenie. Od małego uczymy, że restauracja to nie plac zabaw. Co do miejsc bez dzieci – oczywiście są takie miejsca, gdzie raczej nie idzie się z dziećmi – eleganckie restauracje fine dining, te, gdzie chodzi się głównie wieczorem.. chociaż my byliśmy z Jagodą w Senses z gwiazdką Michelin i myślę, że nikomu nie popsuła wieczoru – była wtedy cichym niemowlaczkiem..
      z drugiej strony jednak, gdy chcę iść na tajskie albo na chińskie, bo mój syn też je uwielbia, a akurat nie ma w mieście takiej restauracji z kącikiem to nie chciałabym przez to nie móc iść z dziećmi na tajskie 😉 mam nadzieję, że też rozumiesz:)

  • koko

    A ja mam nieodparte wrażenie, że rodzice, którzy nie mając zamiaru rezygnować na parę lat z dotychczasowego sposobu bycia na rzecz dobra swojego malutkiego dziecka, wprowadzili coś w rodzaju terroru, politycznej poprawności i zastraszania reszty dorosłych. Bo przecież „dzieci, dziecko, milusińscy, bobaski, berbecie, młody i młoda, następcy, dzidzie, dzieciaki, itp” muszą, mają prawo, potrzebują, mogą…. a potem będą się dziwić, martwić, latać po psychologach i innych specjalistach, bo okaże się, że te ich dzieci są roszczeniowe, rozwydrzone, nie liczące się z nikim. Bo od małego zostały nauczone, że przecież wszystko im wolno, że nie trzeba z niczego rezygnować. I chodzić tam gdzie chcą, i robić to co chcą. Zasada „róbta co chceta” naprawdę nie jest dobra. Naprawdę!

    • A ja nie wiem skąd pomysł, że zabieranie dzieci w różne miejsca to to samo, co zasada, że wszystko im wolno???? Nigdy jeszcze nie usłyszałam, że moje dziecko „nie liczy się z nikim”… i myślę, że nie usłyszę, bo to zależy od wychowania, a nie od tego czy siedzisz z dzieckiem w domu czy zabierasz je wszędzie ze sobą.