Zapiski z podróży: nie zawsze zgodnie z planem

20.04.2017
6

Kategorie: Podróże | Tagi:
podróże, podróże z dziećmi, Dubaj, powrót, opóźnienie samolotu

Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, o tej porze powiedziałabym pewnie: „O już tylko dwie godziny! Szybko zleci!”. Ucieszyłabym się, że naszą prawie 19 godzinną podróż mamy za sobą, że wszyscy przeżyli, a dzieci były w miarę grzeczne. Jagódka obudziłabym się w samolotowym łóżeczku obdarzyła wszystkich uśmiechem, a ja bym zaczęła zbierać porozrzucane Maksa zabawki. O 12.00 wylądowalibyśmy na Okęciu. O 12.30 Maks zawitałby u babci, a o 15.00 poleciałabym z Jagódką spotkać się z moją przyjaciółką, która na co dzień mieszka w Paryżu i właśnie dziś wyjeżdża.

 

A tymczasem utknęliśmy. Utknęliśmy w Dubaju. Nie pierwszy to raz i pewnie nie ostatni. Co się stało tym razem? Gdy dotarliśmy do naszego Gate’a, przeczytaliśmy już tylko krótkie GATE CLOSED. Moja mama zapytała w smsie: ale jak to przecież mieliście prawie 1,5 godziny między lotami!  Mieliśmy: lot z Tokio teoretycznie miał wylądować w Dubaju o 6.45, a lot do Warszawy wystartować o 8.05. Wylądowaliśmy jednak o 7.00, zamiast prosto na terminal wyszliśmy do autobusu, który toczył się przez jakieś 30 – 40 minut! Z autobusu wysiedliśmy o 7.40, a za 5 minut kończył się boarding. Szanse, że zdążymy żadne – przecież jeszcze dojść trzeba, jeszcze pociągiem podjechać, jeszcze przejść przez kontrolę bagażu, a dziecko od 30 minut coraz bardziej rozpaczliwie jęczy, że musi siku. Ja jeszcze wierzę, że jednak Gate będzie otwarty, że poczekają, że przecież boarding passy mamy, ale nic. Dupa.

 

I tak o 7.55 w Dubaju, a o jakiejś 13.00 w Tokio po 24 godzinach od wyjścia z pokoju hotelowego okazuje się, że nasza podróż jeszcze się nie skończyła. Zastanawialiście się czasem, co się dzieje w takiej sytuacji? Co robić? Gdzie się skierować? Czy kupować nowy bilet czy zapewnia go linia? W naszym przypadku następny lot do Warszawy jest jutro rano – opcja zostania na lotnisku odpada. Po wizycie w kilku różnych punktach dostajemy voucher na hotel i nowe boarding passy. Walizka podręczna i milion drobiazgów w ręku. Marzenie o prysznicu pierwszy raz od 24 godzin. Znów jakieś 30 minut busem do hotelu. I informacja, że bagaże dotrą za kilka godzin (pomimo, że cały czas są na lotnisku w Dubaju). Zmęczenie po 11 godzinach lotu z Tokio do Dubaju i…. dwójka dzieci, które nic sobie z tego nie robią. Jedno biegało po lotnisku jak wściekłe, a teraz awanturuje się o basen, drugie przyjęło całą sytuację ze stoickim spokojem i tylko korzystało, że przez 3 godziny z przymusu mama taszczyła ją w nosidełku 🙂

 

To tak dla tych, co mówią, że podróże dzieci męczą. Chyba bardziej jednak nas 🙂 No to jesteśmy. Dubaj. Żar. Gorąco. Tylko ubrań cienkich brak (walizki mają dojechać za jakieś 5 godzin – czemu – nie mam pojęcia!) i widok jakby gorszy…. 😉

  • Przygoda!:) Nasz synek z ostatniej wyprawy najbardziej zapamiętał noc na podłodze na lotnisku w Katarze, którą ja raczej wolałabym zapomnieć 😉

    • hahaha, dzieci mają zawsze najlepsze wspomnienia!!! 🙂

  • O kurczę, ja bym już na zawał zeszła ale co to dla Was 😉 Dzieciaki chyba nigdy się nie męczą a już na pewno takie sytuacje ich nie stresują. Ja do dziś pamiętam jak z 10-miesięczną Leną i 2,5 letnią Weroniką na styk zdążyliśmy na lot z Barcelony do domu (przez moje dziwaczne obliczenia, że mamy jeszcze tyle czasu na ostatni spacer po centrum). Serce z powrotem zaczęło mi bić w samolocie 😉 A to była Europa, lot bez przesiadki … ja bym przypłaciła zawałem ten Dubaj. To szybkiego powrotu do domu życzę, bez niespodzianek już!

    • na szczęście wszystko się dobrze skończyło 🙂 Emirates w takiej sytuacji załatwiają hotel i bilety na kolejny lot, bo to ewidentnie z winy linii nie zdążyliśmy – był jeszcze jeden starszy pan w takiej sytuacji, no i bagaży nie zdążyli przełożyć.. może na przyszłość nie powinni sprzedawać biletów z czasem na przesiadkę 1h 20 min… co do złych wyliczeń, ja zaliczyłam swój numer życia jak w Wigilię 2015 nie zdążyliśmy na samolot w Dubaju do Hongkongu – z naszej winy 😉 wydawało mi się, że mamy jeszcze czas ;))) to już było gorzej – nowe bilety za jakieś 3 tys. i koczowanie od rana do nocy w Dubaju bez rzeczy itd 😉

      • Ooo, to musiało boleć. Ale też pewnie czegoś nauczyło 🙂 Ja już zawsze będą to kilka razy przeliczać i sprawdzać. A mój mąż mnie 😉

        • zdecydowanie 😉 teraz już wolę być wcześniej 🙂