Mule to jedna z największych miłości Łukasza. Ja też lubię, chociaż nie aż tak obsesyjnie i gdy mam wybór, zwykle wybieram inne owoce morza. Chyba wszyscy wiemy, że mule najlepiej smakują chociażby w Brugii z grubymi frytkami i belgijskimi piwem albo gdzieś przy plaży w Normandii, ale czasem również w Warszawie nachodzi nas ochota na mule. Co wtedy? Gdzie je zjeść? Gdzie znajdziemy dobre, mięsiste mule, poprawnie przygotowane, bez połamanych skorupek? Takie, które obficie wypełniają muszle, mają idealny sos – smaczny, ciekawy, ale nie zabijający charakterystycznego smaku muli.

 

Poszukując muli idealnych, zajrzeliśmy do kilku miejsc. Część z nich z muli słynie, część nieco mniej… Co się okazało??? Gdzie warto się wybrać na mule, a gdzie jednak lepiej nie?

 

1) Mamma Marietta –  ul. Wołoska 74 A

 

mule, małże, najlepsze małże w Warszawie, gdzie na małże w Warszawie, Mamma Marietta, Fish Lovers

 

To zdecydowanie nasz numer 1. Już pierwszy rzut oka sprawia, że masz na nie ochotę i czujesz, że będzie smacznie. Małże bardzo dobrej jakości –  muszle spore, większe niż w wielu innych restauracjach serwujących mule, nieregularne, masywne.  Wewnątrz smaczne, sprężyste mięso. Czuć jakość składnika. Gdy pytamy o ich pochodzenie, obsługa informuje, że mule dostarcza Fish Lovers i dodaje, że pochodzą z ekologicznych hodowli. Na stronie Fish Lovers doczytuję, że pochodzą z Portugalii, z okolic Sagres.

 

W Mamma Marietta podawane są w sosie winnym z delikatnie podpiekaną bagietką, która idealnie smakuje maczana w resztkach sosu. Porcja kosztuje 40 zł.

 

PS. Mamma Marietta to świetne miejsce, jeśli macie też ochotę na włoskie! Miała swoje lepsze i gorsze momenty, ale ostatnio do codziennego gotowania powrócił szef kuchni, Włoch, Andrea Scarantino. Od razu to czuć! Po mulach spróbujcie ich tiramisu!

 

2) WINIARNIA ŻUŻU – ul. Kazimierzowska 43

 

mule, małże, gdzie na mule, gdzie na małże, Warszawa, najlepsze mule w Warszawie, Winiarnia Żużu

 

Mule w kameralnej Winiarni Żużu na Kazimierzowskiej 43 to gratka dla tych, którzy kochają prawdziwie morski smak muli. Tutaj również można zamówić mule w białym winie, ale sos jest nieco inaczej przyrządzony niż w Mamma Marietta – przypomina nam klasyczny styl marinara, uwielbiany przez Łukasza. Zdecydowanie dominuje smak muli. Bardzo dobrze przygotowane, nie ma pobitych muszli czy piasku zgrzytającego między zębami. Jest dobry, poprawnie zrobiony produkt. To znów mule od Fish Lovers.

Porcja kosztuje 39 zł, a mule można w Żużu zjeść nie tylko w sosie winnym, ale również w pomidorach lub w mleku kokosowym.

Pozostałych potraw jeszcze nie próbowaliśmy, a Wy? Znacie Żużu?

 

Pomimo, że odwiedziliśmy jeszcze wiele innych miejsc to właśnie Żużu i Mamma Marietta okazały się tymi najbardziej godnymi uwagi. W obu miejscach mule technicznie są świetnie przygotowane, składniki są dobrej jakości, a sos nie zabija smaku muli. Jeśli macie ochotę na mule idealne, wybierzcie któreś z tych miejsc!

A co z resztą??? Dlaczego nie?? Już Wam mówię…

 

W poszukiwaniu najlepszych muli w Warszawie odwiedziliśmy również:

 

1) BISTRO LA COCOTTE – ul. Mokotowska 12 (tuż przy Pl. Zbawiciela)

 

mule, gdzie na mule, najlepsze mule w Warszawie, małże

 

Uwielbiamy Bistro la Cocotte, ale mule nieco nas zawiodły. Sos trochę bez wyrazu, mule raczej słabej jakości – pomimo, że poprawnie przygotowane, czuć, że produkt nie jest najlepszy. Podawane tradycyjnie w wielkim garnku, z grubymi frytkami i sosem do frytek.

Plus dla obsługi: kelner bez zająknięcia potrafił poinformować, skąd są mule, a nawet potrafił wyjaśnić, że zazwyczaj podają mule z Morza Czarnego, a obecnie z uwagi na sztorm serwują holenderskie. Niestety jednak nie przypominały tych muli z Holandii, które zajadaliśmy w Brugii. A szkoda, bo kolacja w La Cocotte to zawsze idealny pomysł na wieczór. Z mulami tym bardziej!

 

2) SAN ANTONIO – ul. Senatorska 12

 

Zdjęcia brak, bo tym razem tam nie dotarliśmy, ale niewątpliwie w San Antonio zjedliśmy najwięcej muli w życiu. Obsesyjnie chadzaliśmy tam w czwartki na mule, sto lat temu, w 2009. Podawali je na dwa sposoby – z czosnkiem i pietruszką lub z bazylią i Pernod. I to właśnie ten sos z Pernod był jednym z najlepszych w Warszawie! Gdy jednak wróciliśmy do San Antonio kilka miesięcy temu, chociaż sos nadal był smaczny, same mule były średnie – mączne, mało sprężyste mięso. A w garnku sporo jeszcze zamkniętych skorupek, które nie nadają się do jedzenia. Chyba czasy świetności mule z San Antonio mają za sobą

 

3) PORTUCALE – ul. Merliniego 2

 

mule, gdzie na mule, małże, Warszawa, Portucale

 

Portucale to restauracja serwująca kuchnię portugalską. Znajdziecie ją na tyłach Warszawianki, w niepozornym budynku, w którym znajdują się również sale sportowe – nawet nasz Maks chodzi tam na zajęcia! Zapach z restauracji nigdy nas nie zachęcał, by tam zajrzeć, ale uznaliśmy, że może to błąd? Może jednak warto i znajdziemy tam dobre mule?

Zaglądamy w czwartkowy wieczór. Mule można zamówić w 3 sosach: w białym winie, w sosie pomidorowym i serowo-śmietanowym. Kosztują 32 zł. Wybieramy w sosie serowo- śmietanowym. Przychodzą posypane parmezanem, dość niechlujnie przyrządzone, jakość średnia. Kelnerka nie ma pojęcia, skąd są mule. Niestety ta wizyta przekonuje nas, że nie bez powodu dotychczas omijaliśmy Portucale.

 

4) BISTRO PIGALLE – ul. Hoża 41

 

mule, małże, gdzie na mule, Warszawa, najlepsze mule w Warszawie

 

Bistro Pigalle na rogu Poznańskiej i Hożej odwiedzamy po raz pierwszy. Bardzo przyjemne wnętrze, urządzone z dużym wyczuciem stylu. Wrażenie robią olbrzymie witryny, oko od razu przyciąga otwarta kuchnia.

Mule wyglądają najmniej apetycznie chyba ze wszystkich, jakie jedliśmy w Warszawie. Niepoprawnie przygotowane, przegotowane, o mącznej konsystencji. Tutaj również podawane w sosie winnym, ale co z tego, jeśli muli nie da się jeść, bo w zębach czujesz piasek.

Ani kelnerka, ani kucharz nie potrafią udzielić informacji, skąd są mule. Trudno. I tak nie zamierzamy wracać!

 

5) VILANO – ul. Kazachska 1 (Miasteczko Wilanów)

 

mule, małże, Warszawa, gdzie na mule, najlepsze mule w Warszawie, Vilano, najgorsze mule

 

W Vialno byliśmy już dawno, bo latem zeszłego roku, ale tamtejsze mule to idealny antywzór ich podawania. Porcja 1 kg, ale od początku wydaje się, że jest ich dość mało. Przypominają się nam garnki we Francji czy w Belgii wypełnione mulami po brzegi. Tutaj jest nieco pusto… Mule małe, skurczone, niepoprawnie przygotowane, a muszelki miejscami potłuczone. Muszle często puste, a mule gdzieś obok… więc albo były zbyt długo gotowane albo w zbyt wysokiej temperaturze albo.. i to, i to. Aha, i kosztują 65 zł! A mieszali je chyba młotkiem! Tak się nie robi!

 

Jak widzicie miejsc było sporo, ale tylko 2 miały naprawdę dobre mule, które chociaż trochę można porównać z tymi z Normandii czy Brugii! Ale może jednak coś nas ominęło?? Może są jeszcze gdzieś świetne mule, a my to miejsce pominęliśmy?? Jeśli tak, koniecznie dajcie znać!:)