Szczęście. A co to w ogóle jest? Pewnie dla każdego coś innego… bo dla mnie szczęście to miłość, podróże i poznawanie świata, dla Ciebie też miłość, ale głównie dom, stabilizacja i rodzina. Dla Zosi to wymarzona kariera, elegancki garnitur i zawodowe spełnienie, dla innego życie bez ograniczeń, bez obowiązków. Podobno szczęśliwym się nie jest, tylko się bywa. Nie wiem, bo ja.. jestem szczęśliwa. Bywam zła, bywam wkurzona, bywam smutna i rozdrażniona, bywam zmęczona, bywa, że jest mi źle, ale jestem szczęśliwa! Ktoś może pomyśli: łatwo Ci mówić! Masz rodzinę, przyjemną pracę, którą lubisz, podróżujesz, masz hobby i przyjaciół obok siebie. Ale wiesz co? Nie zawsze było dobrze. Mimo to od lat uważam się za szczęśliwego człowieka. Nawet, jeśli płakałam w poduszkę przez faceta i mówiłam sobie, że nigdy więcej nie spotkam się z tym idiotą, gdy nie szło mi w pracy tak dobrze, jak bym chciała, gdy nie wypłacaliśmy sobie pensji, bo w firmie nie było różowo, gdy świat mi się walił na głowę, wstawałam, otrzepywałam kolana i po 2 dniach mówiłam: Jestem szczęśliwym człowiekiem. Przecież po burzy zawsze wychodzi słońce”. Czasem tylko trzeba na nie chwilę poczekać.. A najczęściej trzeba mu nieco pomóc. Nie mówię tak, by wmówić sobie i innym coś, czego nie ma. Nie po to, by czarować rzeczywistość. Właśnie po to, by patrzeć realistycznie, by doceniać, by nie łamać się głupotami. To takie „praise life”, dla którego nigdy nie potrafię znaleźć dobrego tłumaczenia na polski.

 

Do szału doprowadza mnie patrzenie na skrzywionych i niezadowolonych. Na pesymistów. Na tych, co widzą szklankę w połowie pustą, co szukają dziury w całym, co nawet w rozwiązaniach widzą problemy, co marudzą, a gdy jest im za dobrze, szybko robią w głowie rachunek sumienia i zawsze znajdzie się coś do zamartwiania. Nie mówię, że zawsze musi być idealnie. Nie uznaję sztucznych uśmiechów i mówienia, że „everything is great”, gdy wcale nie jest. Wiem, że są problemy, które naprawdę bolą i złamią najsilniejszego… choroba czy śmierć bliskich potrafią wywrócić świat do góry nogami. Ale jest też cała masa problemów, które  sami sobie wymyślamy, sami ich szukamy, zamiast wypatrywać tego, co dobre.  Wyolbrzymiamy, przejmujemy się, tylko po co? Nie lepiej być szczęśliwym? To trudniejsze, wiem. Ale spróbować można!

 

JAK TO ZROBIĆ?

 

1) ŻYJ TERAZ!

 

Przecież żyję, powiesz. Wstaję codziennie rano, bawię się z dziećmi, pracuję, odpoczywam w weekend. Ale ile jest takich chwil, kiedy naprawdę czujesz, że żyjesz? Że możesz powiedzieć „To był piękny dzień!”, „Idealne popołudnie”, „Wspaniały poranek”. Czy rzeczywiście żyjesz TU I TERAZ? Czy może tylko „oby do weekendu”, „oby do świąt”, „oby do wakacji”? Czy czerpiesz garściami? Korzystasz maksymalnie z pozornie błahych chwil? A może tylko działasz jak automat, oby szybciej, oby ten dzień / miesiąc / rok się już skończył? Oby zakończył się projekt, żeby dziecko już zaczęło chodzić, samo jeść i poszło do przedszkola, oby do urlopu. Czekając ciągle na coś, gubisz swoje teraz. Poranny podmuch wiatru na twarzy, krzywy kwiatek narysowany na laurce, zapach śpiącego dziecka o poranku, uśmiech Twojego faceta, smak ulubionego makaronu czy zupy. Żyjesz, ale „śnieg pod stopami nigdy Ci nie chrzęści, ani jesienne liście nie szeleszczą”**. Biegniesz do przodu. Zatrzymaj się. Rozkoszuj. Chwilą, dniem dzisiejszym, teraz.

 

2) NIE ODKŁADAJ ŻYCIA NA PÓŹNIEJ

 

Wiesz, budujemy dom, nie mamy wolnych środków na rozrywki. Nie mam czasu – dużo roboty mam na głowie. Nie mogę teraz jechać na wakacje. Może za rok. Nie, nie mogę teraz zostawić firmy. Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy nie wykorzystują urlopu. Naprawdę??? Naprawdę wolicie siedzieć w biurze? Chodzić na służbowe spotkania i patrzeć się w monitor niż spacerować po lesie i patrzeć na twarze dzieci, przyjaciół, bliskich? Wiem, wiem, nie można żyć tylko przyjemnościami, ale żeby nie skorzystać z tych 20-26 dni urlopu, który Wam się należy? Wiecie, że wśród managerów i specjalistów w Polsce podobno aż 2/3 nie wykorzystuje w pełni swojego urlopu??  I co im to daje? Lepszy wyniki finansowe w korpo? Podwyżkę? Premię? Co z tego, jak i tak nie masz jej kiedy wykorzystać? Powiesz, że teraz jest Twój moment, że musisz, że powinieneś, że dla dzieci, że na lepszą przyszłość, że jeszcze kiedyś będzie czas na relaks…. Hmm, jesteś pewny?

 

3) NIE TRAĆ CZASU NA ZŁOŚĆ I KŁÓTNIE

 

„Awantura, ciche dni, jak on mnie wnerwia, moja szefowa to idiotka, czemu ja muszę z tym debilem pracować. Co za nierób! Ten klient to idiota! Znów nie posprzątałeś po sobie w kuchni! W łazience jest jezioro!! Załóż wreszcie te buty – ile razy mam Ci powtarzać?!!?” Trochę tego jest, co? Irytujemy się, wkurzamy, denerwujemy, warczymy w duszy. Pół biedy, jeśli na szefa i klientów, chociaż na dłuższą metą na pewno popsuje nam t nastrój. Gorzej, gdy walka trwa również w domu… Odpuść, bądź mądrzejszy. Po co Ci awantury o podniesioną deskę, rozsypane kredki i kolejne piwo? Wiem, wiem, faceta trzeba wychować, dziecko też, ale czasem warto wyluzować.

 

4) DOCENIAJ TO, CO BŁAHE

 

Rzeczywistość wokół traktujesz jak oczywistość, prawda. Tak po prostu jest, było i zawsze będzie. Nie doceniasz małych szczegółów, które każdy dzień mogą czynić lepszym. Wyobraź sobie, że trafiasz do szpitala, jesteś chory i poleżysz tam przez miesiąc… czego będzie Ci wtedy brakowało? Czy dopiero wtedy docenisz?

 

5) NIE ZAMARTWIAJ SIĘ WSZYSTKIM

 

Uwielbiamy się zamartwiać. Jak nie pracą, to problemami dzieci. Jak nie dziećmi, to tym, że z facetem się źle układa, mamy za grube uda, za mało pieniędzy, Ignaś znów chory, praca nie taka, remont kuchni przydałoby się zrobić i w ogrodzie porządki. A jeśli się znów rozchoruje, to chyba wyrzucą mnie z pracy! Może to coś poważnego? Szefowa mnie nie lubi, chyba chce mnie zwolnić. I co z kredytem? A jak nie damy rady? To nie dla mnie, bez sensu. Jeśli ciągle narzekasz i widzisz szklankę w połowie pustą… idź do kuchni i weź mniejszą szklankę! Skup się na tym, co dziś. Nie wybiegaj w przyszłość, nie wymyślaj, nie snuj czarnych wizji.

 

6) MIEJ CZAS DLA BLISKICH I PRZYJACIÓŁ

 

Nie mam czasu, no wiesz robota, robota, robota. Ile razy tak mówimy? Odkładamy spotkania z przyjaciółmi, rezygnujemy ze znajomych. Nie odwiedzamy rodziców, nie spędzamy czasu z partnerem, dzieciom mówimy: „Zaraz, nie teraz, poczekaj”. Ile to potrwa? Przyjaciele? W końcu to oni z nas zrezygnują, nie da się być w kontakcie tylko na Facebooku. Dzieci? Za 3-4 lata zobaczysz, że już wcale tak bardzo Cię nie potrzebują. Nie będziesz wtedy tęsknił za układaniem klocków i czekaniem aż zasną. A rodzice? Skąd wiesz, że gdy następnym razem do nich pojedziesz, naprawdę zastaniesz oboje? Czas leci, a oni nie są coraz młodsi… Nie będziesz wtedy żałował?

 

7) BĄDŹ SZCZĘŚLIWY… NA SWÓJ SPOSÓB!

 

Ile razy jesteśmy nieszczęśliwi, niezadowoleni, smutni, bo zamiast iść swoją drogą, słuchamy innych? Bo tak chcieli rodzice, bo tak wypada, bo wszystkie koleżanki na mąż wychodzą, bo wszystkie rodzą dzieci… A Ty możesz wolisz włóczyć się po Peru i Gwatemali. Nie mieć męża, nie lubisz dzieci, robić karierę naukową albo grać na bębnach. Jeśli to ma dać Ci szczęście, zrób to! To Twoje życie!

 

8) POLUB SWOJE SŁABOŚCI

 

Jest Ci źle, bo brzuch już nie ten, co u 18-latki, cycki obwisły po karmieniu piersią, na twarzy pierwsze zmarszczki albo pierwsze siwe włosy na głowie. A Ty? Nie wyglądasz jak model z reklamy drogich zegarków, prawda? Ale co z tego? Nie musisz. Można mieć idealne ciało i zero radości z życia. Można mieć 10 kg nadwagi i śmiać się każdego dnia. To zależy tylko od Ciebie, a jeśli już naprawdę, naprawdę każdego dnia masz się krzywić, patrząc w lustro – zrób coś z tym: trenuj, biegaj, idź na operację, do fryzjera. Pamiętaj tylko, że głowa jest znacznie ważniejsza niż wygląd.

 

9) BĄDŹ DOBRY DLA SIEBIE I DLA INNYCH

 

Lubimy się zadręczać i mówić: nie jestem wystarczająco dobra, lepiej nie będę tego robić. Rzadko mówimy o sobie dobrze, rzadko chwalimy innych. Jesteśmy zazdrośni i zawistni, nie mówimy komplementów, nie wspominając o tych, co wylewają swoje frustracje na onetach, wp czy wykopach (mam nadzieję, że takich tu nie ma – Boże uchowaj! :)). Zadanie na dziś: napisz o sobie 5 dobrych rzeczy.. o tym, w czym jesteś dobry. Chwal się za osiągnięcia, jak chwalisz swoje dziecko. A potem wejdź na Facebooka, daj 10 lajków i napisz minimum 5 miłych komentarzy. Na pewno zobaczysz czyjeś piękne zdjęcie, uśmiechnięte dziecko, śmieszny status. Powiedz to innym, spraw im przyjemność. Chwal za dobrą robotę i dziękuj za pomoc. Na służbowe maile nie odpisuje suchym „ok”, dziękuję i uśmiech naprawdę nie bolą.

 

10) POZWALAJ SOBIE NA PRZYJEMNOŚCI I NAGRÓDKI

 

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam, gdy moje dziecko się cieszy. Uwielbiam dostarczać mu przyjemności. On nadal potrafi doceniać błahostki – cieszy się z naklejki, z czekoladowego muffinka, z liści na ulicach, z kąpieli w pianie. Aż chce się sprawiać mu radość, robić niespodzianki. Potraktuj siebie jak dziecko. Masz ochotę na ciastko, ale to przecież tyle kalorii!!!! W dupie z kaloriami – od czasu do czasu Ci się należy!!! Chcesz się spotkać z przyjaciółką, ale przecież masz tyle roboty – zrób to, świat się nie zawali. Mąż proponuje wieczorny film, ale w domu pobojowisko, sterta ubrań do prasowania – i co z tego? Czy swojemu dziecku też kazałabyś sprzątać cały wieczór, by potem wykończone poszło spać? Tobie też należą się nagródki!

 

Te zasady są błahe, prawda? Wiemy o nich.. ale jakoś tak często zapominamy. Ja chcę o nich pamiętać. Codziennie. Wiem, że wtedy życie jest lepsze.

 

*na zdjęciu „ludki” Amazona, w których się zakochałam – znalezione TU 🙂

** odrobinę sparafrazowany wiersz J. Tuwima