Dziecko w restauracji. Kilkumiesięczny ryczący bobas albo głośny kilkulatek, którego wszędzie pełno i wszystkich wokół przyprawia o palpitacje serca. A może uroczy, gaworzący bobasek lub pełen energii, sympatyczny czterolatek? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia… szczególnie w restauracji.

 

W ostatnich latach wiele się zmieniło. Coraz więcej knajp i knajpeczek, coraz więcej wychodzimy z domu (dzięki Bogu!!!), jemy na mieście, a posiłki poza domem traktowane są jako gorsze niż te domowe już chyba tylko przez 70-letnie babcie. Bo przecież i poza domem możemy jeść zdrowo, wartościowo i smacznie. Czasem nawet po latach odkrywamy, że kaczka w wykonaniu mamy i babci ma się nijak do tego, jak dobrze można ją zrobić. Wraz z rosnącą popularnością jedzenia na mieście powoli przestają też dziwić dzieci w restauracjach i podobnie jak w Hiszpanii, we Włoszech czy w Wielkiej Brytanii stają się naturalnym elementem restauracyjnego krajobrazu. Przemiany te dotyczą głównie największych miast w Polsce, w mniejszych nadal dziwi, jak jedzenie może być modne (a przecież każdy warszawiak wie, co teraz modnie zjeść na lunch!:)) i tak samo dziwi dziecko w restauracji. „Pięć lat pracuję w restauracji i jeszcze nie widziałem, by ktoś z dzieckiem młodszym niż 3 lata kiedykolwiek przyszedł!” – taką opinię usłyszałam kilka tygodni temu we wcale nie małym polskim mieście (ponad 200 tys. mieszkańców!).

 

dziecko w restauracji, niemowlę w restauracji, R20, Warszawa

Maks i Tatuś na jednym ze swoich pierwszych wypadów – R20, Warszawa

 

Niezależnie od zmian, dziecko w restauracji to nadal przedmiot kontrowersji, zwłaszcza dla osób, które dzieci nie posiadają lub dla obsługi w restauracjach. Skąd się biorą opinie takie jak ta:

Osobiście uważam, że przychodzenie z małymi dziećmi do restauracji to jest znaczna i gruba przesada. Rozumiem, że jest się świeżo upieczonym rodzicem, nie ma się możliwości żeby zostawić dziecko pod opieką kogokolwiek, a chce się trochę polansować, ale na miłość boską: dziecko które przez godzinę drze mordę lub co gorsza biega po całej restauracji jakby było spuszczone ze smyczy i przeszkadza wszystkim, dosłownie WSZYSTKIM dookoła to zmora gorsza niż najgorsze plagi egipskie. A zwróć uwagę bachorowi, albo jeszcze gorzej rodzicom. Afera na całego.

 

Albo działania restauracji zmierzające do eliminowania hałaśliwych dzieciaków? Czy ludzie bezdzietni są tacy podli? Nie rozumieją, nie chcą zrozumieć, a może po prostu nie lubią dzieci? A co to za restauracja, która na wejściu wiesza kartkę, że hałaśliwe i niegrzeczne dzieci nie są akceptowane??? Podłość w czystej postaci!!! Dyskryminacja!!! Nieee, winni temu są właśnie rodzice! Bo do restauracji z dzieckiem chodzić trzeba umieć i jak widać nie jest to rozrywka dla każdego! Co zrobić i czego absolutnie unikać, jeśli nie chcecie być w restauracji persona non grata tylko dlatego, że przychodzicie z dzieckiem? Postępować wg kilku zasad, który my wypracowaliśmy przez prawie 3 lata praktyki. Z Maksem odwiedziliśmy pewnie ponad 200 restauracji – eleganckich, rodzinnych, lepszych czy gorszych w kilkudziesięciu miastach świata. Tylko raz (!) ktoś zwrócił nam /jemu uwagę, że nieodpowiednio się zachowuje, więc przewodniki „Dziecięcy savoir-vivre w restauracji” pisać już możemy 😉

 

dziecko w restauracji, niemowlę w restauracji, Jurata, Hotel Bryza

Jurata i Maks 8-miesięczny

 

Kilka porad, by zwiększyć swoje szanse na sukces i nie doprowadzić wszystkich wokół do szału:

 

1)      Rozsądek w wyborze miejsca

 

Wiadomo, że najlepsze dla dziecka w wieku 8 miesięcy+ (porusza się, chce się bawić, nie usiedzi) są miejsca pro dziecięce. Jest kącik, są zabawki, dziecko i rodzice szczęśliwi. Wiadomo jednak również, że chodzenie non stop do tego typu restauracji może wykończyć, bo wybór nie zawsze jest szeroki. Tym bardziej, jeśli jesteśmy w podróży, znalezienie takiego miejsca może nastręczać trudności. Wśród „normalnych” restauracji starajmy się unikać miejsc bardzo eleganckich, gdzie posiłek dla dwóch osób kosztuje kilkaset złotych lub więcej, bo tam nasze niezależnie jak urocze dziecko nie musi być dobrze widziane przez innych gości, którzy zapłacili grube pieniądze za pyszną kolację i udany wieczór. Unikajmy miejsc bardzo małych i zatłoczonych, jeśli wiemy, że nasze dziecko nie usiedzi i będzie plątać się pod nogami kelnerek, powodując sytuację zagrożenia życia.. swojego, nie kelnerek. Jeśli jesteśmy w podróży, a bardzo nam zależy, by odwiedzić bardzo dobrą restaurację z górnej półki (np. podczas weekendu w Madrycie czy Florencji), upewnijmy się, że możemy przyjść z dzieckiem i zróbmy tak, by było „niewidoczne” dla innych. Spokojnie, nie proponuję ukryć go pod kocem w wózku, ani zakneblować. Zajmijcie je czymś, co sprawi, że będzie ciche i spokojne, nawet, jeśli oznacza to tablet w ręku na 1,5 godziny. Cóż, coś za coś.

 

2)      Odpowiednia pora dla dziecka

 

Jak z samochodem, tak też z restauracją. Jeśli Wasze dziecko nie należy do takich, które zasną zawsze i wszędzie, nie wybierajcie się do knajpy, gdy dziecko jest przemęczone i marudne. Ja nie cierpię słuchać marudzenia swojego dziecka, a co dopiero cudzego! Jak zminimalizować prawdopodobieństwo takich sytuacji? Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć od małego. Nasz Maks w wieku 2,5 roku drzemał w barze tapas, w wieku 1,5 roku zasnął w góralskiej karczmie słuchając kapeli, spał na Krabi w Tajlandii na imprezie, a jak miał kilka miesięcy przespał wieczór w tętniącym życiem Mielżyńskim, gdy rodzice spotkali się ze znajomymi. Ktoś powie: podli rodzice, dziecko musi spać w swoim łóżeczku o określonej porze! Przypomnę Wam o tym, gdy kolejny raz nie będziecie mogli wyjść z domu po 19.00, bo przecież dziecko spać idzie, a niani, ani babci nie ma pod ręką.

 

z dzieckiem w restauracji, krzesełko dziecięce

najlepiej wyskoczyć gdzieś z kumplem!

 

3)      Bądź pewna

 

Jeśli wiesz, że Twoje dziecko potrzebuje krzesełka czy przewijaka, upewnij się czy w restauracji, do której się wybierasz, takie urządzenia są dostępne. Jeśli bardzo Ci zależy na krzesełku, zarezerwuj stolik i od razu krzesełko, bo większość restauracji nie posiada ich zbyt dużo. Nie zapomnij akcesoriów do przewijania i pieluchy na zmianę. A jeśli w restauracji, którą wybrałaś nie ma przewijaka, nie rezygnuj z wyjścia .Weź męża i przewijaj „w locie” albo przebierz dziecko w wózku. Tylko pamiętaj zrób to w toalecie / na zewnątrz, bo nikt nie ma ochoty oglądać toalety Twojego malucha, nawet jeśli uważasz, że siki dziecka wcale nie mają brzydkiego zapachu..

 

4)      Przygotuj się i zajmij dziecko

 

Podstawa. W restauracjach pro dzieci są zabawki, kredki i cała masa atrakcji. W innych czasem znajdą się jakieś gadżety – zwykle połamane kredki 😉 Zabierz ze sobą kilka małych zabaweczek. Najlepiej mało inwazyjnych i takich, których dziecko nie rozprzestrzeni po całej knajpie. Raczej książeczki niż ciastolina. Dla starszego u nas sprawdzają się np. zagadki Czuczu. Dla młodszego gryzak, grzechotka, tylko uwaga: nie za głośna!!! (Kto z Was lubi głośne zabawki??? Ja nienawidzę!! Zżyma mnie za każdym razem, jak Maks dostaje coś, co wydaje odgłosy!).

Przy starszym warto mieć ostatnią deskę ratunku, czyli tablet lub smartfon. Na nagły atak marudy, bajka lub puzzle na iPadzie powinny pomóc, a Wasza kolacja zostanie uratowana!

Dla maluszka nie zapomnij słoiczka, śliniaka i mokrych chusteczek!

 

dziecko w restauracji, dwulatek w restauracji

ostatnia deska ratunku – Dubaj, Maks prawie 2-letni

 

5)      Sprawdź menu

 

Menu dla dziecka. Z maluchem nie ma problemów. Mleko w piersi lub w butelce, potem słoiczek do podgrzania i gotowe!  A potem pojawia się starszak i co? Co mu dać jeść? Czy coś się dla niego znajdzie? Coraz częściej w restauracji znajdziemy krótkie menu dziecięce. Zwykle wszędzie takie same i mało ambitne: makaron z sosem pomidorowym, zupa pomidorowa, rosół, nuggetsy z frytkami, naleśniki. Nuda straszna, ale co zrobić, jeśli większość dzieci chociaż jedną z tych potraw lubi???

 

Jeśli widzisz, że kompletnie nic w restauracji dla dziecka się nie nadaje (rzadko się to zdarza, chyba, że masz strasznie wybrednego stwora), nakarm je przed wyjściem, a w restauracji zamów deser / lody. Spokój przy stoliku zapewniony! 🙂 Aaa, i uwaga! Nie żyj cały czas przekonaniem, że Marysia tego nie zje, bo ona tylko zupka ogórkowa i kotleciki mielone od babci Helenki. Daj Marysi spróbować innych rzeczy, niech dziecko poznaje różne smaki! Nasze dziecko dzięki temu kocha teraz sushi i tajskie sataye z kurczaka! Po co ma próbować? Bo jeśli chcesz z dzieckiem podróżować, chociaż tak trochę do Grecji czy Hiszpanii na wycieczkę raz w roku, nie będzie tam kotlecików babcinych i zupy ogórkowej. Więc otwartość na nowe smaki całkiem się przyda. Gdy nie mieliśmy jeszcze Maksa, spędziliśmy kiedyś wakacje z 3-latkiem, który przez tydzień jadł głównie frytki, chipsy i Colę, jakoś nic innego mu nie pasowało… ciekawe dlaczego? 🙂

 

Czasem nawet, jeśli w menu nie ma nic odpowiadającego dziecku lub, gdy np. lubiany przez nie łosoś kosztuje 60 zł i wiesz, że nie jest to danie dla trzylatka, można poprosić o przygotowanie czegoś specjalnie dla dziecka. W dobrej restauracji przygotowanie makarony z sosem pomidorowym dla dziecka nigdy nie powinno być problemem. Nie bój się zapytać!

Wyższa szkoła jazdy to menu, które ostatnio moja koleżanka „przywiozła” z pro dziecięcego hotelu w Portugalii. Potrawy nie tylko dla kilkulatków, ale również dla bobasów w podziale na dania wg wieku dziecka! Wow! Chcemy to!

 

dziecko w restauracji, niemowlę w restauracji, menu dziecięce

masz 8 miesięcy, możesz wybierać!

 

6)      Nie pozwalaj swojemu dziecku na wszystko i myśl o innych

 

Nigdy nie zapominaj, że jesteś w miejscu publicznym. Nikt nie chce słuchać ryczącego dziecka (wyjdź z nim na spacer, uspokój, daj cycka, daj bajkę, cokolwiek!), nikt nie chce, by ktoś non stop biegał mu przy talerzu (chyba, że to miejsce pro dziecięce i liczba klientów wieku do lat 10 jest podobna jak tych dorosłych). Nikt nie chce, by dziecko zrzucało rzeczy ze stolików i przeszkadzało innym w jedzeniu. Pilnuj go. Jeśli ktoś ma ochotę z nim porozmawiać, niech rozmawia, ale pamiętaj, że nie każdy musi uważać Twoje dziecko za ósmy cud świata.

Jeśli zależy Ci, by dziecko zjadło, dopilnuj tego, ale nie angażuj w to całej knajpy. Nie lataj za nim z talerzem, nie wpychaj na siłę. Właśnie od takiego działania w jednej z opisywanych przez nas ostatnio restauracji zawisł napis „anty dzieci”. Matka tak usilnie karmiła biegającą po knajpie dziewczynkę, aż mała na środku sali pełne gości zwymiotowała. Czy po czymś takim dziwicie się, że nie zawsze dzieci i ich rodzice są mile widziani???

 

dziecko w restauracji, niemowilę w restauracji

na kolanach zawsze dobrze!

 

7)      Nie zachowuj się jak „mamuśka”

 

Niezależnie, ile ma Twoje dziecko, jesteś w restauracji. Wyszłaś z domu może pierwszy raz po porodzie, ale przypomnij sobie, że jesteś człowiekiem, a nie tylko Mamą Jasia. Nie dręcz innych „guganiem” do dziecka, zdrabnianiem wszystkich nazw, nie wąchaj pupy dziecka przy stole, nie kładź pieluchy koło talerza. To nie jest urocze. A już na pewno nie w restauracji!

Jeśli karmisz piersią, może to robić w restauracji. Ja robiłam wielokrotnie, ale pamiętaj, że nie epatujemy cyckami. Weź pieluszkę, załóż rozpięty sweter, przykryj się.

 

8)      Nie reaguj jak święta krowa, gdy ktoś zwróci Twojemu dziecku uwagę

 

Jeśli decydujesz się na wyjście z dzieckiem w miejsce publiczne, jeśli nie trzymasz go non stop za rękę, bądź gotów na to, że ktoś może mu czasem zwrócić uwagę. Nie obrażaj się, nie rób groźnej miny, nie oburzaj się. Dziecko to też człowiek, choć mały. Nie może robić wszystkiego, co mu się podoba, nie może utrudniać innym życia, nie może uniemożliwiać obsłudze pracy, a tym bardziej nie może narażać siebie biegając wśród kelnerów noszących gorące talerze i kubki z wrzątkiem. Czasem ktoś zwraca uwagę, bo  chce ustrzec Twoje dziecko przed wyrządzeniem sobie krzywdy, pamiętaj o tym. Posłuchaj, weź pod uwagę, nie napinaj się.  Nie bądź świętą krową i nie ucz takiego zachowania swojego dziecka.

 

dziecko w restauracji, restauracje

Maks i jego towarzysz – Gozo 2013

 

Ufff, dużo tego! A po co to wszystko? Bo jest całkiem sporo osób, które CHCĄ z dzieckiem chodzić do restauracji, więc zadbajmy o to, by negatywnych opinii o dzieciach w restauracjach było coraz mniej, zadbajmy o swój wizerunek jako rodziców, nie róbmy czarnego PR!  I nie utrudniajmy życia restauratorom i pracownikom restauracji. Im też należy się możliwość wykonywania swojej pracy bez wrzeszczącego/ biegającego dziecka obok! Chyba, że chcecie mieć takie towarzystwo np. w swoim biurze?

PS. W przeciwieństwie do innych postów, zdjęcia w większości pochodzą z telefonu – tak robi zdjęcia matka w restauracji 🙂